"Musimy pracować jak ludzie, a nie trybiki w maszynie". Studenci medycyny też wychodzą na ulice

Protestujących medyków wspierają studenci medycyny, dla których polski system ochrony zdrowia wkrótce może być miejscem pracy. - To, co młodzi ludzie widzą patrząc na krytyczny stan systemu, to jest obawa o swoją przyszłość w tym zawodzie - mówił w TOK FM Sebastian Goncerz, student szóstego roku medycyny. Jak dodał, młodzi medycy raczej nie będą godzić się na warunki, jakie akceptowali ich starsi koledzy.
Zobacz wideo

Studenci medycyny protestowali w ten weekend już w kilku dużych miastach Polski. Manifestacje odbyły się lub wkrótce odbędą m.in. w Warszawie, Katowicach, Poznaniu, Szczecinie, Białymstoku, Łodzi, Krakowie czy Gdańsku. Jak mówią, jest to forma wsparcia dla medyków protestujących w "białym miasteczku" w Warszawie, ale też troska o własną przyszłość.

- To, co młodzi ludzie widzą patrząc na krytyczny stan systemu, to jest obawa o swoją przyszłość w tym zawodzie - mówił w TOK FM Sebastian Goncerz, koordynator manifestacji studentów, student szóstego roku medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. - Drugą rzeczą jest to, że my też będziemy pacjentami. Mamy członków rodziny, którzy również wymagają opieki. Kontakt z tym systemem napawa nas lękiem o to, czy nasi bliscy uzyskają pomoc na jaką zasługują - dodał. 

Goncerz zauważał, że statystyki pokazują jasno, jak praca w ochronie zdrowia odbija się na medykach. Jak podał, statystycznie pielęgniarki żyją o 20 lat krócej niż reszta kobiet w Polsce. - To jest obraz ogromnej toksyczności pracy w zawodzie pielęgniarki i pielęgniarza - stwierdził. - To nie kończy się na spełnieniu jednego postulatu, przepchnięciu jednej ustawy, tylko to pokazuje złożoność tego problemu i to, jak wiele zmian musi być wykonanych po to, żeby coś zmieniło się na lepsze - ocenił. Jak dodał, w przypadku pielęgniarek najbardziej widać braki kadrowe, a młode pielęgniarki nie chcą pracować w publicznych placówkach. 

Pytany o to, jakie uczucia targają studentów medycyny w Polsce - gość TOK FM podkreślał, że "młodzi ludzie przychodzą na studia z pasji, z powołania i z chęci niesienia pomocy". - Po czym się okazuje, że trafiają do systemu, który odbiera im ogromną cześć zdrowia! Pracują przez liczbę godzin znacznie przekraczającą typowy tygodniowy etat - mówił. Jak dodał, to odbija się na ich życiu prywatnym i relacjach z rodziną. - Niestety finansowo to też nie jest najbardziej opłacalna praca, co oczywiście bardzo chcielibyśmy zmienić - powiedział. 

Koniec klauzul "opt-out"?

Czy zatem młodzi medycy powiedzą dość pracy ponad normę i klauzulom "opt-out", na które godzili się ich starsi koledzy? Jak stwierdził Goncerz, najprawdopodobniej tak właśnie będzie. - Zwyczajnie praca powyżej pewnego etapu przestaje być efektywna, zaczyna być niszcząca, człowiek jest zmęczony, może popełnić błąd, który jest z konsekwencją dla pacjenta. System karny też nie jest przyjazny dla medyka - zaznaczył Goncerz. 

- Chcemy pracować i żyć normalnie. Chcemy mieć czas na życie, na rodzinę, na dokształcenie się, żeby być bardziej efektywnym w zawodzie. Musimy pracować jak ludzie, a nie jak trybiki w maszynie - stwierdził. Jak dodał, teraz głównym pytaniem będzie to, jak zapełnić grafiki, skoro "jedyną możliwością, żeby ten system działał, jest to, żeby medyk pracował na dwa etaty". - To jest aktualna rzeczywistość. Ten system przestanie działać w momencie, kiedy wszyscy zaczęliby pracować na jeden etat, co osobom pracującym w innych zawodach wydaje się absurdalne - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM