Czy policja mogła przerwać wiec Bąkiewicza? "Nie interweniowała, ale też wprowadziła w błąd urzędników"

Do prokuratury trafiło nie tylko zawiadomienie prezydenta Warszawy, dotyczące nagłośnienia wiecu Roberta Bąkiewicza. Stołeczni urzędnicy złożyli też doniesienie w sprawie bezczynności policji. - Nie tylko nie interweniowała, ale też wprowadziła w błąd urzędników, twierdząc, że za chwilę coś zrobi, upomni, pomoże - mówił w TOK FM Wojciech Czuchnowski z "GW".
Zobacz wideo

Z ustaleń "Gazety Wyborczej" wynika, że podczas opozycyjnej manifestacji w Warszawie urzędnicy miejscy dwa razy interweniowali w sprawie zagłuszania demonstracji przez narodowców. Ale policja nic nie zrobiła. "Wyborcza" ma również treść doniesienia na bezczynność policji, które warszawski ratusz skierował w tej sprawie do prokuratury.

Rzecznik stołecznej policji Sylwester Marczak stwierdził, że policja nie nic mogła zrobić, bo wiec narodowców był legalny, a jego rozwiązanie mógł ogłosić tylko ratusz, który wydał zgodę. - To nie jest prawda, że jedyną rzeczą, jaką można było zrobić w tej sytuacji, to było rozwiązanie tej manifestacji narodowców - zauważał w TOK FM dziennikarz "GW" Wojciech Czuchnowski. - Rozwiązanie manifestacji jest działaniem ostatecznym, natomiast w trakcie manifestacji można bardzo wiele rzeczy przedsięwziąć, kiedy manifestacja, nawet jeżeli jest legalnie zorganizowana, zagraża innej manifestacji, innym osobom, bezpieczeństwu - stwierdził. 

Jak ocenił Czuchnowski, policja "tak naprawdę ochraniała Bąkiewicza". - Ta grupa Bąkiewicza, która była bardzo hałaśliwa (...) mimo tego, że liczyła nie więcej niż 100 osób, miała sprzęt nagłaśniający, który był w stanie zagłuszyć manifestację kilkudziesięciu tysięcy osób - zauważał. - Policja nie tylko nie interweniowała, ale też wprowadziła w błąd urzędników, twierdząc, że za chwilę coś zrobi, że pójdzie, upomni, pomoże - dodał dziennikarz.

- Obawiam się, że prokuratura sprawę umorzy - ocenił dziennikarz. - Ale nawet jeżeli nie będzie wszczęcia tego postępowania, to samo zawiadomienie jest podstawą do tego, żeby w przyszłości ścigać tych funkcjonariuszy - zaznaczył. I jak zauważył, przedawnienie w przypadku art. 231 Kodeksu karnego, czyli nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza lub niedopełnienia obowiązków, może nastąpić nawet po 10 latach. 

Policjanci czy "jakieś przebrane za nich osoby"?

Wojciech Czuchnowski mówił też, że na demonstracjach nie pracują policjanci, tylko "jakieś przebrane za nich osoby". 

- Coraz częściej mówi się o tym, że na demonstracjach nie występują tak naprawdę funkcjonariusze policji, tylko osoby w mundurach policyjnych, które potem będą mogły unikać odpowiedzialności - stwierdził. - Szczerze mówiąc, coraz bardziej zaczynam się ku temu skłaniać, ponieważ cala ta sytuacja, która miała miejsce w ubiegłą niedzielę, pokazuje, że oni się czują aż zbyt bezkarnie - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM