"Niech Banaś zbada, czy dochodzi do szwindli". Agrounia chce kontroli spółek produkujących nawozy

Agrounia chce, aby Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła działalność państwowych spółek produkujących nawozy: Anwilu i Grupy Azoty. W czwartek związkowi rolnicy weszli na teren firmy zajmującej się przeładunkiem towarów w Woli Baranowskiej na Podkarpaciu. Ich zdaniem, nawozy z tego miejsca są wywożone na Ukrainę, a ich deficyt winduje ceny żywności w sklepach.
Zobacz wideo

Szef Agrounii Michał Kołodziejczak twierdzi, że - wbrew temu, co twierdzą rząd, władze Anwilu i Grupy Azoty - tysiące ton nawozów, których w Polsce brakuje, są eksportowane m.in. na Ukrainę, a ich deficyt winduje ceny. Związkowiec alarmuje, że doprowadzi to do niespotykanej drożyzny w sklepach.

- Kilogram marchewki u rolnika kosztuje 50 gr, sprzedanie jej nie pozwala na zakup nasion, paliwa, nawozów, by wysiać ją w kolejnym roku. Ta marchew w Polsce może być, ale ze spółek niemieckich i z Ukrainy, urośnie na polskim nawozie, który jest w tej chwili tam wywożony - mówi Kołodziejczak.

Dlatego Agrounia chce, by sprawą zajęła się Najwyższa Izba Kontroli. "Niech Banaś zbada czy w spółkach Skarbu Państwa produkujących polskie nawozy dochodzi do szwindli. Składamy wniosek do NIK o pilną kontrolę - Spółek Skarbu Państwa oraz ministerstwo aktywów państwowych i ministerstwa rolnictwa" - napisali związkowcy na Facebooku.

Do drożyzny przyczynią się także wysokie ceny paliw i wzrost cen prądu. Dlatego Kołodziejczak zaapelował do innych grup zawodowych - m.in. pielęgniarek i nauczycieli - aby przyłączyły się do masowych protestów przeciw rządowi.

"Nie wyjedzie stąd ani jedna tona"

W czwartek rolnicy zablokowali tory kolejowe w Woli Baranowskiej na Podkarpaciu. Tą trasą transportuje się nawóz na Ukrainę. "Nie wyjedzie stąd ani jedna tona" - zadeklarowali.

Brak nawozów to katastrofa dla produkcji rolnej i bezpieczeństwa żywnościowego kraju. Choć na razie zakłady pracują, robią to ze stratą. Ceny nawozów w ciągu roku wzrosły o 350 proc.

DOSTĘP PREMIUM