Polski rząd jest odpowiedzialny za śmierć migrantów na granicy? Szefowa AI: Oczywiście, że tak

- Polskie władze ponoszą odpowiedzialność za śmierć migrantów na granicy z Białorusią - oceniła w TOK FM sekretarz generalna organizacji Amnesty International Agnes Callamard. Na pograniczu znaleziono już pięć ciał uchodźców.
Zobacz wideo

Sekretarz generalna organizacji Amnesty International w rozmowie z dziennikarką TOK FM pytana, czy polskie władze ponoszą odpowiedzialność za śmierć migrantów na granicy z Białorusią, odpowiedziała twierdząco. - Mogę zapewnić, że jeśli ludzie, wobec których stosuje się push-backi umierają, to nie ma żadnych wątpliwości, że stosujący wypychanie są bezpośrednio odpowiedzialni za naruszenie prawa do życia tych osób - powiedziała Agnes Callamard.

Jak wyjaśniała, zgodnie z prawem międzynarodowym rząd jest zobowiązany do działania, jeśli wie, że czyjeś życie jest w niebezpieczeństwie. - To wynika z koncepcji tzw. należytej staranności - ta chroni tak Polaków, jak i bez wątpienia uchodźców i migrantów, bo są na terytorium Polski. Po drugiej, stan wyjątkowy nie ma wpływu na prawo do życia. Po trzecie, obowiązek ochrony i respektowania tego prawa przysługuje każdemu, nieważne czy to Polak, czy uchodźca albo migrant. A rząd łamie prawo międzynarodowe i, jak podejrzewam, polskie prawo - oceniła Callamard. 

Cała rozmowa z szefową AI w środę o godzinie 22 w audycji "Wieczorem".

Gdzie są ciała zmarłych migrantów?

W czwartek rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa poinformował, że w okolicach miejscowości Klimówka (Podlaskie), na terenie objętym stanem wyjątkowym, znaleziono na polu ciało młodego mężczyzny. Dokumenty wskazują, że jest to 24-letni Syryjczyk, wcześniej przebywający na Białorusi. To piąty taki przypadek przy granicy z Białorusią - cztery wcześniejsze ofiary zmarły z powodu wycieńczenia i wychłodzenia.

- Ten 24-latek został znaleziony podczas policyjnego patrolu lotniczego. Wiele wskazuje na to, że zmarł już jakiś czas temu. Próbuję wyjaśnić, gdzie trafiło jego ciało i co dzieje się z ciałami poprzednich czterech ofiar. Trzy z tych osób zostały znalezione na granicy jednego dnia, 19 września, w trzech oddalonych od siebie miejscach - przypomniał w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz reporter TOK FM Jakub Medek.

Śledztwa ws. wszystkich tych zgonów prowadzą prokuratury rejonowe pod nadzorem tych okręgowych w Białymstoku i Suwałkach. - Zapytałem te prokuratury, czy ciała zostały już pochowane, czy ktoś się po nie zgłosił. Pytałem o to, bo z nieoficjalnych informacji wiem, że przynajmniej o jedno z tych ciał dopomina się matka z Iraku i jest zbywana przez prokuraturę. Mnie również zbyto, nie udzielono mi żadnej odpowiedzi - podkreślił Jakub Medek.

Domy oznaczone zielonym światłem - wolne od "szmalcowników"

Reporter TOK FM opowiedział także o akcji "Zielone Światło", zainicjowanej przez prawnika mieszkającego w Puszczy Białowieskiej. - Chodzi w niej o to, by osoby, które przekroczyły polską granicę i błąkają się po tamtym terenie, mogły w miejscowych domach znaleźć pomoc: coś ciepłego do picia, ubrania, pakiet ratunkowy przygotowany przez organizacje pomocowe. Te domy są w nocy oznaczane zielonym światłem i jest już ich co najmniej kilka - mówił.

Jak dodał, chodzi o to, by uchodźcy wiedzieli, że w oznaczonych w ten sposób domach "nie mieszka żaden szmalcownik, który zaraz na nich doniesie do Straży Granicznej".

DOSTĘP PREMIUM