Marek Belka ostrzega przed "wyścigiem cen i płac". "To spirala, którą bardzo trudno zatrzymać"

Inflacja bije rekordy, we wrześniu skoczyła już do 5,9 proc. - Jeszcze parę tygodni temu słyszeliśmy kuriozalną wypowiedź premiera, że przecież nic się nie dzieje złego, bo płace rosną jeszcze szybciej niż ceny. No, już niedługo może być inaczej. To jest najbardziej przerażające, gdy zaczyna się wyścig cen i płac. Bo to jest spirala cenowo-płacowa, którą bardzo trudno zatrzymać - mówił w TOK FM Marek Belka, były szef NBP.
Zobacz wideo

Inflacja we wrześniu była jeszcze wyższa niż szacował Główny Urząd Statystyczny. Ceny wzrosły w minionym miesiącu o 5,9 proc. - to nowy rekord. Obecnie w Polsce mamy inflację najwyższą od ponad 20 lat. Ekonomiści są zgodni: do końca roku wzrost cen przekroczy 6 proc., w najbliższym czasie sięgnie 7 proc. Jeszcze pół roku temu była to rzecz niewyobrażalna.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

- Niepokoi mnie inflacja - mówił w TOK FM Marek Belka, były premier i szef Narodowego Banku Polskiego. - Zwłaszcza, że to nie jest tylko tzw. inflacja kosztowa, czyli wynikająca z rosnących cen ropy, gazy i węgla, ale taka, która rozlewa się po całej gospodarce i dotyczy wszystkich towarów oraz usług. Jeszcze parę tygodni temu słyszeliśmy kuriozalną wypowiedź premiera, że przecież nic się nie dzieje złego, bo płace rosną jeszcze szybciej niż ceny. No, już niedługo może być inaczej. To jest najbardziej przerażające, gdy zaczyna się wyścig cen i płac. Bo to jest spirala cenowo-płacowa, którą bardzo trudno zatrzymać - dodał.

Jego zdaniem, jest źle, ale będzie jeszcze gorzej. - Dzisiaj mamy inflację na poziomie blisko 6 proc., a na koniec roku mamy zagwarantowane 7 proc. i wcale nie oczekiwałbym, że to w wyraźny sposób przyhamuje - ocenił.

Prowadzący audycję Mikołaj Lizut przypomniał, że narzędzia do przyhamowania wzrostu cen ma Rada Polityki Pieniężnej, np. poprzez podnoszenie stóp procentowych. Na takich ruch Rada zdecydowała 6 października, podwyższając stopy z 0,10 do 0,50 proc. Zdaniem byłego prezesa NBP, zabrakło wtedy jednak komunikatu banku centralnego, że "ta pierwsza podwyżka stóp procentowych to nie jest ostatnie słowo, tylko trzeba się liczyć z pewną ich serią". - To by spowodowało wzmocnienie złotego i przyhamowałoby inflację importowaną. Mówiąc krótko: mniej dolegliwe byłyby ceny na stancja benzynowych i nasze rachunki za ogrzewanie gazem - podkreślił.

Jak dodał, gdyby był teraz szefem NBP zwróciłby się do rządu z wnioskiem, by uporządkował finanse publiczne. - Bo dzisiaj nie wiemy nawet, jaka ta polityka budżetowa jest. Budżet przestał być poważnym dokumentem - powiedział.

Groźba schładzania gospodarki

Marek Belka odniósł się także do słów szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Łukasza Schreibera, który stwierdził, że wysokie ceny paliw łączą się z inflacją i są konsekwencją wypłat w sumie ponad 200 mld zł pomocy dla przedsiębiorców w czasie pandemii koronawirusa. - To ma sens, wypływ na rynek 200 mld zł w postaci różnych tarcz antycovidowych rzeczywiście spowodował wzrost popytu i objawia się teraz w presji inflacyjnej - wyjaśniał.

Jak jednak zaznaczył, rząd powinien teraz zmienić swoją politykę, bo "dzisiaj już nie mamy do czynienia z kryzysem covidowym". Jego zdaniem, należałoby już odejść od dotychczasowej polityki dużych wydatków i "drukowania pieniędzy". - Bo spodziewaliśmy się pewnego wzrostu cen, ale nie do 6 proc. Taka inflacja oznacza, że zaczyna nam się wymykać spod kontroli sytuacja. Taka inflacja nie ma już żadnych pozytywnych skutków ani nawet neutralnych - podkreślił.

Jak dodał, jeśli rząd nie zmieni swojej polityki, "w pewnym momencie trzeba będzie walczyć z inflacją twardymi środkami, czyli schładzaniem gospodarki". - A tego wszyscy się boimy - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM