Zabiegi "normalizujące" płeć. "Ciągle słyszymy, że są przeprowadzane bez świadomej wiedzy rodziców"

- Mimo że większość osób interpłciowych rodzi się zupełnie zdrowa, przeprowadza się zabieg chirurgiczne, aby dostosować nas do dwóch norm: typowo kobiecej albo typowo męskiej. Często bez względu na konsekwencje tych operacji - mówiła Magda Rakita, współzałożycielka i prezeska Fundacji Interakcja, odnosząc się do historii 19-letniego Adama, którą opisaliśmy w TOK FM.
Zobacz wideo

19-letni Adam przez całe dzieciństwo przebywał w domach dziecka i innych placówkach opiekuńczych. Teraz jest w DPS-ie, z którego ciągle ucieka, bo - jak mówi - chce być wolny. Jego historię opisał dziennikarz TOK FM Michał Janczura. Teraz wolność 19-latka może być jeszcze bardziej ograniczona, bo został ubezwłasnowolniony i może trafić do zakładu zamkniętego. W tej historii jest jednak jeszcze jeden ważny wątek - Adam urodził się ze zróżnicowanymi cechami płciowymi. Kiedy miał 13 miesięcy, lekarze przeprowadzili operację chirurgiczną wybierając, że ma funkcjonować jako dziewczynka. Po latach okazało się, że się pomylili.

Wszystko działo się blisko 20 lat temu. Jak opowiadała w TOK FM Magda Rakita, współzałożycielka i prezeska Fundacji Interakcja - takie operacje (tzw. zabiegi normalizujące, mające na celu na przykład zmianę wyglądu narządów zewnętrznych) rzeczywiście były dawniej przeprowadzane "rutynowo". Ale - jak dodała - dzisiaj także się je wykonuje, zarówno w Polsce jak i w innych krajach. 

Skutki operacji są nieodwracalne

- Przed latami '50 ubiegłego stulecia osoby interpłciowe czy ze zróżnicowanymi cechami płciowymi nie były operowane, bo nie było takich możliwości. Funkcjonowaliśmy normalnie w społeczeństwie, jak każda inna osoba. Jednak wraz z rozwojem medycyny pojawiały się takie tendencje i takie przekonania, że będziemy się czuć szczęśliwsi. Że nasze życie będzie łatwiejsze po tym, jak zmienimy wygląd naszych ciał i to jak one funkcjonują. Mimo że większość osób interpłciowych rodzi się zupełnie zdrowa, [przeprowadzało się taki zabieg - red.] aby dostosować nas do dwóch norm: typowo kobiecej albo typowo męskiej - wyjaśniała rozmówczyni Karoliny Głowackiej. Podkreślała, że robiło i robi się to często bez względu na konsekwencje tych operacji, których skutki są przecież nieodwracalne. 

Rakita nadmieniła, że "ciągle" słyszy się, że osoby są poddawane takim zabiegom "bez świadomej zgody rodziców czy zgody ich samych". "Świadomej" - to znaczy, że rodzice nie mieli pełnych informacji na temat tego, z czym taka operacja się wiąże. 

- Jeżeli na przykład rodzi się dziewczynka i po paru latach okazuje się, że ma wewnętrzne jądra, lekarze mogą prezentować tę sytuacje jako zaburzenie. Jako zagrożenie wysokim stopniem szansy na to, że rozwinie się nowotwór. Natomiast dla wielu osób zatrzymanie tych jader jest pozytywne, dobrze wpływa na ich zdrowie - przekonywała prezeska Fundacji Interakcja. Nadmieniła, że oczywiście w wielu przypadkach zagrożenie nowotworem również jest i wtedy należy interweniować. Ale - co podkreślała - kilkukrotnie, podejmując decyzje o operacji należy dokładnie zbadać każdy przypadek i podchodzić do niego indywidualnie, a nie "taśmowo" decydować się na zabieg chirurgiczny.

Rakita zwracała też uwagę, że przed operacją rodzice takiego dziecka powinni liczyć nie tylko na pomoc chirurga, ale przede wszystkim psychologa. Powinni skontaktować się z innymi rodzinami, które miały podobne doświadczenie i dopiero potem podjąć świadomą decyzję. 

Pytana, co teraz może zrobić Adam - bohater reportażu Michała Janczury - za którego lekarze w przeszłości podjęli decyzję, że będzie Adrianną - Rakita przyznała wprost: "to jest dramatyczna sytuacja". - Niestety Adam - aby funkcjonować jako Adam - musi teraz przejść taki sam proces, jak przechodzą osoby transpłciowe. Będzie musiał przejść proces medyczny: spotkania z psychologami, ekspertami medycznymi - aby udowodnić im, że popełnili kiedyś błąd. To nie będzie łatwa ścieżka. To raczej tor z przeszkodami i to mało powiedziane - podsumowała.

DOSTĘP PREMIUM