Kaleta nie chciał pieniędzy z UE, ale brak wypłat krytykuje. Zarzucił też Wielowieyskiej kłamstwo

Mam nadzieję, że Komisja Europejska opamięta się w swoim bezprawnym szantażu - mówił Sebastian Kaleta, komentując brak akceptacji dla Krajowego Planu Odbudowy. Wiceministrowi sprawiedliwości nie przeszkadza to, że on i jego partia nie chcieli żadnych pieniędzy z unijnego Funduszu Odbudowy. Kaleta przekonywał do swoich racji, przywołując Rumunię. Zarzucał też Dominice Wielowieyskiej, że kłamie i "błędnie zarzuca mu kłamstwo".
Zobacz wideo

Komisja Europejska wciąż nie zaakceptowała polskiego Krajowego Planu Odbudowy. Jak przypomniała Dominika Wielowieyska na początku rozmowy z Sebastianem Kaletą, warunkiem przyjęcia KPO jest to, aby Polska respektowała wyroki TSUE. Chodzi m.in. o likwidację tzw. Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Zdaniem wiceministra sprawiedliwości Unia szantażuje Polskę. - To bezprawne żądania z tego powodu, że władza wykonawcza nie może przywracać sędziów do pracy wedle swojego widzimisię. Są rozstrzygnięcia Izby Dyscyplinarnej, a w zakresie tegoż żądania pragnę wskazać przypadek Rumunii - oznajmił. 

Kaleta przekonywał, że Rumunia ma "taką samą sytuację", czyli ich Trybunał Konstytucyjny "wydał orzeczenie, że wyroki TSUE dotyczące sądownictwa są niewiążące dla Rumunii". - Panie ministrze, mówi pan nieprawdę. Cały czas wprowadza pan słuchaczy w błąd - przerwała mu Wielowieyska. - Wyrok Trybunału Julii Przyłębskiej jest kompletnie innej rangi, innego rodzaju - dodała prowadząca Poranek Radia TOK FM.

- Możemy iść dalej, ale pani kłamie i błędnie zarzuca mi kłamstwo. Proszę się przygotować do rozmowy - odpowiedział wyraźnie wzburzony polityk Solidarnej Polski i zachęcał słuchaczy do "lektury wyroku rumuńskiego".

Pieniądze się Polsce należą

Wiceminister dalej przekonywał, że powołana za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy Izba Dyscyplinarna SN jest sądem. Ocenił też, że Polska i tak dostanie pieniądze z Funduszu Odbudowy. - Mam nadzieję, że Komisja (Europejska) opamięta się w swoim bezprawnym szantażu z tego powodu, że te działania bardzo zaburzają zaufanie do państw członkowskich, do instytucji UE. Mogą rodzić negatywne skutki w przyszłości - ostrzegał jeden z najbliższych współpracowników Zbigniewa Ziobry.

- Spodziewam się, że Fundusz Odbudowy zostanie prędzej czy później uruchomiony. Po prostu to są środki, które są przypisane Polsce i nie może być tak, że KE arbitralnie nimi zarządza - dodał.

- Ale przecież pan był przeciwko Funduszowi Odbudowy, to powinien się pan cieszyć (że pieniędzy cały czas nie ma - rd.) - zauważyła Wielowieyska. 

- Gdyby w ogóle tego mechanizmu nie było, to oczywiście, gdyby Polska skorzystała z weta, to byłoby lepsze dla Polski rozwiązanie. Mamy dzisiaj taką sytuację, że Rumunia, która ma podobna sytuacje ustrojową w relacjach z TSUE, pieniądze ma, a Polska ich nie. Mamy więc arbitralne decyzje - przekonywał gość TOK FM.

W odpowiedzi dziennikarka przypomniała Kalecie, że w Sejmie głosował przeciwko całemu Funduszowi Odbudowy. Choć premier ocenił, że to działanie "przeciwko interesom Polski". - Pan premier doskonale wie, że nasze różnice w tym obszarze wiążą się z większą ostrożnością Solidarnej Polski, co do gwarancji, które w tych dokumentach były zawarte - odparł wiceminister sprawiedliwości. - Po kilku miesiącach można zauważyć, że to, co mówiliśmy wówczas (...), że Polska będzie szantażowana, niestety się ziściło - podkreślił.

Wiceminister nie dopatrzył się sprzeczności również w tym, że wcześniej jego partia głosowała przeciwko unijnym pieniądzom, a teraz chciałaby je mieć. - Jeśli idę do banku i chcę wziąć kredyt, to podpisuję umowę kredytową i muszę go spłacać. Na początku nie chcę brać tego kredytu, ale w ostateczności żona mnie zmusza. A po trzech miesiącach bank mówi, że jednak nie wypłaci kredytu, ale proszę spłacać raty - opowiadał obrazowo Kaleta. - Problem polega na tym, że Polska zaciągnęła zobowiązanie wspólnie z innymi państwami. Mimo że tych pieniędzy nie ma, będzie musiała je spłacać - stwierdził. 

"Część środowiska sędziowskiego udaje obiektywnych" 

W rozmowie z wiceministrem sprawiedliwości nie mogło zabraknąć pytania o nowe pomysły na reformowanie sądownictwa. Prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił, że w skład flagowego programu jego partii - "Polskiego Ładu" - wejdzie także ustawa reformująca system sądownictwa. Ma dojść do marginalizacji roli Sądu Najwyższego, a wszystkie sądy będą miały status okręgowych.

- Ustawy są już gotowe, trwają wewnątrzkoalicyjne rozmowy celem usunięcia wszelkich rozbieżności w poglądach na konkretne rozwiązania - oznajmił Kaleta. Na pytanie, kiedy zmiany wejdą w życie i czy oznaczają one weryfikację sędziów, odpowiedział: "Z pewnością reorganizacja sądów powszechnych to jest duża operacja i wejście tych przepisów z dnia na dzień jest niemożliwe, natomiast być może będą rozwiązania, które będą mogły być szybciej zrealizowane". 

Wielowieyska przypomniała też Kalecie wypowiedź posłanki PiS Elżbiety Płonki, która w Sejmie powiedziała, że "na dole nie są sądy nasze, bośmy ich nie zreformowali, są to sądy jeszcze wasze, czyli antypisowskie". - Czyli rozumiem, że teraz sądy mają być nasze, czyli Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski? O to chodzi w tej reformie? - pytała.

- Nie chodzi o to - stwierdził Kaleta. - Chodzi o to w tej reformie, że w Polsce mamy do czynienia od kilkunastu lat z sytuacją, że część środowiska sędziowskiego udających obiektywnych, bezstronnych, tak naprawdę sercem jest za opozycją. W sprawach, które rozstrzygają, właśnie to serce bije mocno i rodzi pewne decyzje procesowe, korzystne dla opozycji - ocenił Sebastian Kaleta.

DOSTĘP PREMIUM