W środku nocy ratowali dużą grupę Irakijczyków. "Nigdy nie widzieliśmy czegoś takiego"

Medycy i wolontariusze z grup pomocowych ratowali w nocy, na terenie Puszczy Białowieskiej, dużą grupę Irakijczyków. Wśród nich znalazły się dzieci, osoba niepełnosprawna i kobieta w ciąży. Cała akcja trwała kilka godzin. Lekarze określili ją jako "najcięższą z dotychczasowych interwencji".
Zobacz wideo

W liczącej ponad 30 osób grupie znajdowało się szesnaścioro dzieci. Były wyziębione i wygłodzone. - To są bardzo różnorodne osoby. Oprócz dzieci jest jedna kobieta w bardzo zaawansowanej ciąży, jedna osoba niepełnosprawna - wyliczała w rozmowie z naszym reporterem wolontariuszka z Grupy Granica. Do kobiety w ciąży wezwano karetkę pogotowia, ale ta odmówiła przewiezienia do szpitala. Tłumaczyła, że nie chce zostać rozdzielona z resztą swoich bliskich.

Jak podał Jakub Medek z TOK FM, grupa uchodźców sama oddała się w ręce Straży Granicznej. Została przewieziona do placówki w Białowieży. Na miejsce wezwano tłumaczy. Pełnomocnicy prawni próbowali im pomagać, chociaż - jak relacjonowali aktywiści - nie obyło się bez problemów. - Powiedziano na przykład, że podanie kaszy dla dziecka jest niezgodne z prawem. Niemniej jakoś udało się przekonać [funkcjonariuszy] do tego, by zostały im przekazane koce - mówiła wolontariuszka. 

Straż Graniczna potwierdziła, że od Irakijczyków przyjęto wnioski o ochronę międzynarodową w Polsce. 

"Najcięższa z dotychczasowych interwencji"

O całej akcji "Medycy na granicy" informowali też w swoich mediach społecznościowych. Podkreślali, że do przebywających w lasach migrantów nie można było dostać się żadnym pojazdem. "Musieliśmy zaparkować na końcu drogi i przedrzeć się nocą przez gęsty las, razem z naszym sprzętem oraz pakietami pomocowymi. Nieśliśmy ze sobą około 35 l wody oraz kilka termosów z gorącą herbatą" - opisywali. 

Na miejsce dotarli dopiero po 40 minutach marszu. W grupie migrantów - oprócz wspomnianej szesnastki dzieci znajdowało się ośmiu mężczyzn i sześć kobiet (w tym jedna w ciąży). "Cała grupa była wychłodzona, bardzo głodna i spragniona. Przekazaliśmy żywność, wodę i koce" - relacjonowali. Jak dodali, stan kobiety w ciąży był bardzo niepokojący, a jej dolegliwości mogły świadczyć o "poważnych powikłaniach położniczych".

W grupie był mężczyzna w podeszłym wieku, po amputacji części nogi, który wędrował przez las od wielu dni. Medycy napisali, że zostawili grupie "bardzo duże ilości leków na ich choroby, a także żywność i wodę". "Cała akcja trwała około sześciu godzin. To była najcięższa z naszych dotychczasowych interwencji. Nigdy, w całym swoim życiu zawodowym, nie widzieliśmy czegoś takiego" - dodali. 

Medycy apelują do ministra

W czwartek lekarze z grupy "Medycy na Granicy" - po raz kolejny - zaapelowali do służb i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o dopuszczenie ich do polsko-białoruskiej granicy. Jak mówią - wielu migrantów, którzy w tym momencie znajdują się na terenie stanu wyjątkowego, jest w coraz gorszym stanie i wymaga natychmiastowej pomocy medycznej.

DOSTĘP PREMIUM