Kobiety chcą zablokować marsz narodowców. "Te faszyzujące pochody to jest zgroza"

Grupa "14 Kobiet z Mostu" chce utrudnić organizację Marszu Niepodległości w Warszawie. Nie czekając na to, aż zapowiadany na 11 listopada marsz dostanie zgodę na przejście, aktywistki zarejestrowały swoją manifestację w tym samym czasie i na tej samej trasie, którą w ostatnich latach maszerowali narodowcy. - Nie ma przyzwolenia na faszyzm - mówiła w TOK FM jedna z aktywistek - Ewka Błaszczyk.

Wojewoda na razie analizuje wniosek Marszu Niepodległości. Decyzję w tej sprawie może wydać najpóźniej na pięć dni przed wydarzeniem.

Kobiety blokowały marsz

Przypomnijmy też historię aktywistek, które stoją za próbą zablokowania marszu. W 2017 roku ta sama grupa kobiet stanęła naprzeciw pochodowi narodowców z transparentem "Stop faszyzmowi"; wykrzykiwały też hasła "Stop faszyzmowi" i "Precz z faszyzmem". Potem usiadły na jezdni w al. Jerozolimskich. Uczestnicy marszu omijali je, niestety ta bardziej agresywna część pochodu kopała i szarpała kobiety. Ostatecznie zostały one wyniesione poza jezdnię. Kobiety zawiadomiły prokuraturę. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie w sprawie naruszenia ich nietykalności. 

Policja też doniosła na aktywistki do prokuratury. Chciano je ukarać za zakłócanie marszu. Finalnie większość uznano za niewinne, ale dwie z pań nie zgłosiły w odpowiednim terminie odwołania od skazującego wyroku nakazowego. W tej sprawie interweniował RPO i Sąd Najwyższy uwolnił aktywistki od zarzutów.

Zobacz wideo

Marsz Niepodległości jeszcze do zeszłego roku był zarejestrowany jako impreza cykliczna, ale pozwolenie wygasło. Stowarzyszenie wystąpiło do wojewody o jego przedłużenie i wciąż czeka na decyzję. Ten moment wykorzystała grupa aktywistek, która sprzeciwia się hasłom narodowców. Grupa  "14 Kobiet z Mostu" zarejestrowały swoje wydarzenie w tym samym czasie i miejscu.

Jak mówiła w TOK FM jedna z aktywistek, to wyraz niezgody na "promocję nienawiści". – Od wielu lat w rocznicę odzyskania niepodległości pozwalamy na ten faszyzujący marsz. To jest zgroza. Ja nie wrzucam wszystkich uczestników do jednego worka, ale co do organizatorów wydarzenia, to tutaj mamy jasność. Oni wprost promują nienawiść, zbrodnicze ideologie i mowę nienawiści. Nie ma przyzwolenia na faszyzm – wyjaśniała Ewka Błaszczyk.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Decyzja w rękach wojewody z PiS

Niewykluczone jednak, że marsz narodowców i tak przejdzie przez Warszawę, a aktywistki będą musiały ustąpić. Wystarczy, że wojewoda mazowiecki (Konstanty Radziwiłł, były minister zdrowia w rządach Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego) wyda stowarzyszeniu Marsz Niepodległości pozwolenie na organizację zgromadzenia cyklicznego. Wtedy marsz będzie miał pierwszeństwo, bo obowiązujące prawo uprzywilejowuje zgromadzenia odbywające się regularnie. 

Aktywistki już zapowiadają, że w takiej sytuacji pójdą do sądu. – Jesteśmy dość solidnie przygotowane na taką batalię. To będzie już wartość sama w sobie, nawet jeśli nie uda nam się utrzymać naszego zgromadzenia. Teraz mamy też silnego sojusznika w postaci warszawskich włodarzy. W końcu dociera do nich, że trzeba wziąć się za kark z wieloletnim przyzwoleniem na to, żeby faszyści opanowywali tego dnia stołeczne ulice – podsumowała gościni TOK FM i dodała: Bardziej niż narodowców, boimy się kraju, w którym panowie dotowani przez ministra Glińskiego staną się mainstreamem.

Wojewoda na razie analizuje wniosek Marszu Niepodległości. Decyzję w tej sprawie może wydać najpóźniej na pięć dni przed wydarzeniem.

Kobiety blokowały marsz

Przypomnijmy też historię aktywistek, które stoją za próbą zablokowania marszu. W 2017 roku ta sama grupa kobiet stanęła naprzeciw pochodowi narodowców z transparentem "Stop faszyzmowi"; wykrzykiwały też hasła "Stop faszyzmowi" i "Precz z faszyzmem". Potem usiadły na jezdni w al. Jerozolimskich. Uczestnicy marszu omijali je, niestety ta bardziej agresywna część pochodu kopała i szarpała kobiety. Ostatecznie zostały one wyniesione poza jezdnię. Kobiety zawiadomiły prokuraturę. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła postępowanie w sprawie naruszenia ich nietykalności. 

Policja też doniosła na aktywistki do prokuratury. Chciano je ukarać za zakłócanie marszu. Finalnie większość uznano za niewinne, ale dwie z pań nie zgłosiły w odpowiednim terminie odwołania od skazującego wyroku nakazowego. W tej sprawie interweniował RPO i Sąd Najwyższy uwolnił aktywistki od zarzutów.

DOSTĘP PREMIUM