Ksiądz z "Zabawy w chowanego" braci Sekielskich nie odpowie za pedofilię. Sędzia: To porażka całego społeczeństwa

Sąd Okręgowy w Kaliszu uchylił wyrok Sądu Rejonowego w Pleszewie i umorzył postępowanie ws. księdza oskarżonego o molestowanie ministranta. - Ta sprawa to porażka całego społeczeństwa; sprawca odrażającego czynu nie poniesie odpowiedzialności karnej - powiedział sędzia Marek Bajger. Jak podkreślił, sprawa księdza uległa przedawnieniu 20 maja 2015 r.
Zobacz wideo

W czwartek zapadł wyrok ws. apelacyjnej. Sąd Okręgowy w Kaliszu badał, czy przestępstwo nie jest przedawnione, bo tak nakazuje procedura. - W niniejszej sprawie ujawniła się tzw. bezwzględna przyczyna odwoławcza, tj. przedawnienie karalności czynu przypisanego oskarżonemu - powiedział sędzia Marek Bajger.

Sąd wyjaśnił, że prokuratura wszczynając postępowanie wzięła pod uwagę tylko obecnie obowiązujące przepisy, natomiast zignorowała treść art. 4 par. 1 kk. Zdaniem sądu można było uniknąć przedawnienia w tej sprawie. Z wypowiedzi sędziego wynikało, że o sprawie wiedzieli ministranci, ich rodzice, biskup diecezji kaliskiej i proboszcz parafii w Pleszewie. - Wszyscy byli ukontentowani, że problem rozwiąże przeniesienie księdza do innej parafii. Tego rodzaju polityka trwała bardzo długo. Dzisiaj nastawienie społeczne jest inne, takie sprawy nie są chowane pod dywan i są ujawniane publicznie. To porażka całego społeczeństwa, polegająca na tym, że sprawca odrażającego, wyjątkowo nagannego moralnie czynu, popełnionego na szkodę 10-letniego dziecka nie poniesie odpowiedzialności karnej - podkreślił Bajger.

Po ogłoszeniu wyroku prokurator Piotr Miniecki powiedział, że "prokuratura dokona dokładnej analizy tego orzeczenia i rozważy wprowadzenie środka zaskarżenia". - Na dzisiaj splot przepisów, dotyczących przedawnienia ukształtował się w taki sposób, że nie jest możliwe wymierzenie oskarżonemu kary, natomiast daje pokrzywdzonemu możliwość dochodzenia dalszych roszczeń na drodze cywilnej - powiedział.

Obrońca kapłana przyznał, że postępowanie było trudne, ponieważ "dopiero sąd odwoławczy ustalił przedawnienie". Wyrok jest prawomocny. Stronom przysługuje kasacja do Sądu Najwyższego.

Sąd poinformował, że wyrok o umorzeniu nie oznacza uniewinnienia. W uzasadnieniu podkreślono, że ksiądz jest sprawcą zarzucanych mu przestępstw, ponieważ przyznał się, dlatego pokrzywdzonym pozostaje postępowanie cywilne o odszkodowanie od kaliskiej kurii.

Pokrzywdzony i jego brat wystąpili do Sądu Cywilnego w Kaliszu z pozwem przeciwko diecezji kaliskiej o wypłatę zadośćuczynienia w wysokości 1 mln zł. Sprawę skierowano do mediacji, ale nie ugody nie zawarto.

Sprawa Arkadiusza H.

W marcu pleszewski Sąd Rejonowy skazał oskarżonego na 3 lata więzienia i 10-letni zakaz pracy z dziećmi, dowodząc podczas uzasadnienia, że przestępstwo nie przedawniło się.

Apelację do Sądu Okręgowego w Kaliszu wnieśli prokurator i obrona, ale w części dotyczącej wysokości kary. Oskarżyciel żądał dla księdza z Pleszewa Arkadiusza H. 6 lat więzienia; obrona wniosła o zmniejszenie kary do 1,5 roku w zawieszeniu na 3 lata. Zdaniem prokuratury kara jest rażąco niewspółmierna. Według adwokata kapłana oskarżony przyznał się do winy, przeprosił pokrzywdzonego, wyraził skruchę i prosił o wybaczenie.

Pleszewski Sąd Rejonowy ustalił, że oskarżony "co najmniej 12 razy dopuścił się wobec 10-letniego Bartłomieja innej czynności seksualnej". Do przestępstwa miało dochodzić przez 10 miesięcy w okresie od 1989 r. do 2000 r. Zdaniem sądu oskarżony dopuścił się czynu umyślnie; wiedział, ile pokrzywdzony miał lat i zdawał sobie sprawę, że jest to czyn zabroniony.

"Zabawa w chowanego"

Sprawa nabrała medialnego rozgłosu po emisji filmu braci Sekielskich pt. "Zabawa w chowanego" wyemitowanego w maju 2020 roku. Dokument przedstawił historię trzech chłopców - braci Bartłomieja i Jakuba oraz Andrzeja - wykorzystywanych przez tego samego księdza z diecezji kaliskiej.

Ojciec pokrzywdzonego pracował w kościele jako organista, stąd rodzina znała się bliżej z księżmi pracującymi w parafii. - Arkadiusz H. jako ksiądz wikary często u nas w domu bywał, przychodził do nas na kawę, na herbatę, po prostu był traktowany jako przyjaciel domu - mówił PAP pokrzywdzony.

Duchowny najpierw zainteresował się bratem Jakubem; kiedy ten wyjechał do szkoły w innym mieście, ksiądz zaczął molestować Bartłomieja. - Początkowo zaczynało się od niewinnych spotkań, jednak z czasem te spotkania powoli przeradzały się w coś innego. Moje zaufanie do H. potęgowało kupowanie prezentów z jego strony i okazywanie mi, jak na tamten czas, jakiegoś rodzaju miłości - dzisiaj wiem, że ta miłość była fałszywa. Prezenty nie były kupowane bez powodu, prezenty były pretekstem ku temu, by zachowania, których dopuszczał się były utrzymane w tajemnicy - wyznał.

Ksiądz przychodził do domu wieczorem, za zgodą rodziców zamykał się z chłopcem w pokoju, gasił światło i wówczas dochodziło do molestowania.

Biegli psychiatrzy oraz psycholog-seksuolog stwierdzili u kapłana zaburzenia preferencji seksualnych w formie pedofilii o charakterze dewiacji, a to - jak powiedział sędzia w Pleszewie - oznacza, że oskarżony mógł panować nad swoim zachowaniami. Zdaniem sądu motywem działania oskarżonego było zaspokojenie swoich popędów seksualnych.

Po emisji filmu ksiądz został zawieszony w pełnieniu posługi kapłańskiej. 

DOSTĘP PREMIUM