Pośpimy dłużej. Ale ekspert ostrzega: Zmiana czasu jest kosztowna dla naszego zdrowia i gospodarki

W nocy z soboty na niedzielę z 30 października na 31 października zmieniamy czas z letniego na zimowy. Dzięki czemu będziemy spali o godzinę dłużej, za to wcześniej zacznie robić się ciemno. Ale konsekwencji zmian czasu jest więcej. Okazuje się, że są kosztowne dla naszego zdrowia, ale też dla gospodarki.

- Są badania, które pokazują, że po zmianie czasu z zimowego na letni przez pierwsze dwa-trzy dni rośnie liczba wypadków. Wzrasta też o 6-7 proc. prawdopodobieństwo dostania zawału serca i udaru. Zauważono również u kierowców autobusów zmniejszoną koncentrację. To wszystko są koszty dla zdrowia i gospodarki. Jeśli pozostaniemy przy jednym czasie, to jest wysoce prawdopodobne, że części tych problemów już nie będzie - mówił w TOK FM dr Bartłomiej J. Gabryś z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Po co więc zmieniamy czas dwa razy do roku? Ekspert przypomniał, że pierwsze przejście z czasu letniego na zimowy odbyło się w okresie I wojny światowej, w roku 1916 - najpierw w Niemczech i Austrii, później w Wielkiej Brytanii, bo tam szczególnie brakowało elektrycznej. - Jeśli popatrzymy na początek wieku XX, to było widać, że przemysł pożerał znaczną część energii. Gdy ludzie włączali elektryczność, to dla przemysłu – zwłaszcza energochłonnego – mogło tej energii zabraknąć. I tu pojawiały się oszczędności wynikające z korzystanie ze światła dziennego - wyjaśniał.

Jednak teraz - dodał - oszczędności energii związane ze zmianami czasu to mit. - Dzisiaj dysponujemy np. badaniem zrealizowanym przez operatora sieci przesyłowej w Polsce, który analizował ostatnie 10 lat i porównywał, czy w związku z tym, że dokonywano zmiany czasu, zmieniało się obciążenie sieci elektrycznej. Wyszło jednoznacznie, że jedno z drugim nie ma związku. Więc trudno dzisiaj uznać argument, że zmiany czasu prowadzą do oszczędności energii elektrycznej - podkreślił gość TOK FM.

Zmiana czasu. Kiedy ostatni raz przestawimy zegarki?

W Unii Europejskiej - i w Polsce - od kilku lat toczy się dyskusja na temat zmiany czasu. Konsultacje publiczne, które w 2018 roku przeprowadziła Komisja Europejska, wykazały, że 84 proc. respondentów opowiedziało się za zniesieniem zmian czasu. W lutym 2018 roku Parlament Europejski przyjął rezolucję o końcu zmiany czasu. Do opracowania regulacji w tej sprawie zobowiązane są wszystkie kraje UE. Państwa członkowskie mają zachować prawo do decydowania o tym, jaki czas - letni czy zimowy - będzie u nich obowiązywał.

Zdaniem dr. Bartłomieja J. Gabrysia to, jaki czas wybierzemy, będzie miało znaczenie, ponieważ "jesteśmy dość dużym państwem i rozciągniętym geograficznie". - Jeśli jesteśmy mieszkańcami Bieszczad i przez cały rok będzie obowiązywał czas zimowy, to w przesileniu letnim tam będzie jasno ok. 3 w nocy. Nasz dyskomfort będzie więc wtedy większy. A jeśli jesteśmy mieszkańcami Szczecina i będzie obowiązywał przez cały rok czas letni, to o godz. 9 w przesileniu zimowym będziemy mieć ciemno za oknem - tłumaczył.

Czas zmienia blisko 70 krajów

Rozróżnienie na czas zimowy i letni stosuje się w blisko 70 krajach świata. W 2014 roku na stałe na czas zimowy przeszła Rosja. W Europie wskazówek zegara nie przesuwają też mieszkańcy Islandii i Białorusi. W Polsce zmiana czasu została wprowadzona w okresie międzywojennym, następnie obowiązywała w latach 1946-1949 i 1957-1964; obecnie obowiązuje nieprzerwanie od 1977 r.

W Polsce od 1977 r. zmiana czasu następuje na podstawie rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów wydawanego co pięć lat dla kolejnych pięciu lat, po ogłoszeniu przez Komisję Europejską komunikatu w tej sprawie. Chodzi o podanie do publicznej wiadomości konkretnych dat rozpoczynających i kończących czas letni w Polsce. Ostatnie takie rozporządzenie rząd wydał na początku listopada 2016 roku. Przedłuża ono stosowanie czasu letniego i zimowego do 2021 roku. Stąd konieczne jest przygotowanie nowego rozporządzenia, które będzie regulowało tę kwestię w latach 2022-2026.

DOSTĘP PREMIUM