"To co myślę na temat transportu publicznego w Polsce, dwa lata po ukazaniu się mojej książki, jest mało cenzuralne"

Z raportu stowarzyszenia Miasto Jest Nasze wynika, że trzy czwarte wszystkich połączeń transportem publicznym na Mazowszu nie działa w weekendy, a 45 proc. całkowicie wygasa w okresie wakacji. - Ciągle w Polsce pokutuje myślenie, że transport publiczny jest dla kilku grup - komentowała w TOK FM Olga Gitkiewicz, dziennikarka, autorka książki "Nie zdążę".
Zobacz wideo

Organizacja transportu publicznego w wielu miejscach Polski woła o pomstę do nieba. Już dwa lata temu udowodniła to Olga Gitkiewicz, pisząc reportaż "Nie zdążę" o wykluczeniu komunikacyjnym. Jak się okazuje, sytuacja wcale nie uległa poprawie. W tym tygodniu stowarzyszenie Miasto Jest Nasze opublikowało raport dotyczący połączeń publicznych na Mazowszu. W dokumencie czytamy między innymi, że 65 gmin w województwie nie ma dostępu do połączeń kolejowych i to mimo, że przez część z nich przechodzą tory. 

Gitkiewicz - która gościła w TOK FM i zapoznała się wcześniej z tym raportem - podała, że chodzi np. o takie miejsca jak Mszczonów czy Tarczyn, które leżą stosunkowo blisko od Warszawy i których mieszkańcy marzą o dogodnym połączeniu ze stolicą. 

Dziennikarka nie kryła tego, że patrząc na organizację transportu publicznego w Polsce jest zwyczajnie wkurzona. - To co myślę na ten temat w tej chwili, dwa lata po ukazaniu się mojej książki, jest mało cenzuralne - przyznała. - Owszem, mieliśmy pandemię, ale nie wszystko można tłumaczyć pandemią. Pandemia tylko uwypukliła to, co przez lata nie zostało zrobione. Gdybyśmy już dawno zaczęli myśleć, że transport publiczny jest usługa publiczną, to nie mielibyśmy takich kłopotów, jakie mamy teraz - stwierdziła dziennikarka.

Gitkiewicz podkreśliła, że w Polsce ciągle "pokutuje myślenie, że transport publiczny jest dla jakichś określonych grup". I problem ten, jak wskazała, dotyczy nie tylko kolei, ale również połączeń autobusowych, których w wielu miejscach brakuje.

Potwierdza to raport MJN, gdzie czytamy m.in., że trzy czwarte wszystkich połączeń transportem publicznym na Mazowszu nie działa w weekendy, a 45 proc. całkowicie wygasa w okresie wakacji. - Aż trudno w to uwierzyć - dziwiła się prowadząca audycję red. Karolina Głowacka, zwracając uwagę, że mówimy o Mazowszu, które wydaje się stosunkowo bogatym województwem (ze stolicą).

- Mazowsze jest bardzo zróżnicowanym regionem i podobnie jest w innych miejscach Polski. Mamy miejskie obszary funkcjonalne, duże ośrodki będące miejscami nauki i pracy, które sobie radzą z transportem zbiorowym. Ale są też miejsca takie, z których ludzie po prostu nie mogą się wydostać - zwracała uwagę Gitkiewicz. I podkreślała, że w wielu mniejszych miejscowościach transport publiczny to jest jedno lub dwa połączenia na dobę. 

Dziennikarka przypomniała, że dwa lata temu rząd przyjął ustawę o Funduszu rozwoju przewozów autobusowych, który miał przywracać te połączenia, ale okazało się, że nie ma chętnych na wykorzystywanie środków z tego funduszu. 

- I oczywiście argumentem, który się często pojawia i którego używają lokalni włodarze czy urzędnicy związani z transportem jest to, że motoryzacja indywidualna wygrywa. Tylko to jest zbyt prosta diagnoza. Trzeba się zastanowić, dlaczego tak się dzieje - powiedziała rozmówczyni Karoliny Głowackiej. Sama prowadząca zwróciła uwagę, że wiele osób nie może sobie pozwolić na samochód z różnych powodów. Są to chociażby niepełnoletni uczniowie, którzy muszą jakoś dojechać do szkół albo osoby starsze, które nie są w stanie już prowadzić auta. 

Gitkiewicz podkreśliła na koniec, że konsekwencje społeczne braku dobrego transportu publicznego są ogromne i dotyczą całych rodzin. Jako przykład podała sytuację, w której uczniowie muszą wybierać nie te szkoły średnie, o których marzą, ale te, do których po prostu mogą pojechać. - Albo kiedy jakaś osoba planuje, nie w oparciu o samochód, ale o transport publiczny wyjazd do lekarza, to jest często cała przeprawa i przygotowywanie się na cały dzień bycia w podróży, dość niedogodnej. Bo jeśli wizyta jest o 10, to trzeba wyjść z domu o 6 lub 7 - powiedziała.

Słuchaj całej rozmowy!

DOSTĘP PREMIUM