Prawniczka: Prawo pozwala na ratowanie kobiety. Tylko trzeba je wyłożyć na korzyść pacjentki, a nie tak jak chce rząd PiS

Rodzina zmarłej Izabeli z Pszczyny sugeruje, że lekarze czekali na obumarcie jej płodu i nie dokonali aborcji, bo bali się konsekwencji prawnych takiej akcji. - Bardzo wygodne jest umywanie rąk i stwierdzenie: "Nie zajmuję się tym przypadkiem, tylko czekam, żeby nie musieć się tłumaczyć". Nie temu powinien służyć zawód zaufania publicznego, który też powinien być misją - oceniła w TOK FM Kamila Ferenc, prawniczka Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
Zobacz wideo

Izabela miała 30 lat, była w 22. tygodniu ciąży. Zmarła we wrześniu w powiatowym szpitalu w Pszczynie. Według rodziny, lekarze nie wykonali na czas koniecznej aborcji (płód obumarł w szpitalu), a przez to życie kobiety znalazło się w bezpośrednim zagrożeniu. Przedstawiciele szpitala przekonują w oświadczeniu, że "jedyną przesłanką kierującą postępowaniem lekarskim była troska o zdrowie i życie Pacjentki oraz Płodu". I dodają: "Osobną sprawą jest ocena stanu prawnego w zakresie dopuszczalności przerywania ciąży. W tym miejscu należy jedynie podkreślić, że wszystkie decyzje lekarskie zostały podjęte z uwzględnieniem obowiązujących w Polsce przepisów prawa oraz standardów postępowania".

- Podejrzewam, że między wierszami szpital chce powiedzieć: "Skoro zaostrzacie prawo, skoro są kary dla lekarzy za przerywanie ciąży, to macie, co chcieliście" - komentowała w TOK FM Kamila Ferenc, prawniczka Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. - Trochę to jest przyznanie, że atmosfera wokół aborcji wpływa na to, jak dzisiaj interpretuje się prawo - dodała.

Zaznaczyła jednak, że nie zgadza się z tym oświadczeniem, bo - jak mówiła - prawo zezwala na ratowanie kobiety, która jest w ciąży, gdy istnieje zagrożenie dla jej życia lub zdrowia. - Obowiązująca przesłanka pozwala na to, żeby ratować kobiety, tylko trzeba mieć jeszcze wolę, by z niej skorzystać. Wyłożyć ją na korzyść pacjentki, a nie tak, jakby chciał to widzieć rząd PiS-u, który daje medale nie za wykonanie aborcji, tylko za walkę z nią  - podkreśliła.

Umywanie rąk przez lekarzy

Jej zdaniem, część lekarzy - odmawiając aborcji - zachowują się oportunistycznie. - Zagrożenie (dla lekarzy) ze strony prokuratora jest raczej potencjalne niż realne. Tych postępowań przeciwko lekarzom nie ma wcale dużo. Gorzej, że lekarze w odruchu oportunistycznym nawet nie chcą stawić czoła temu potencjalnemu zagrożeniu. Nie chcą powiedzieć: "Nie straszcie nas, bo wiemy, że za nami stoi medycyna i standardy międzynarodowe". Bardzo wygodne jest umywanie rąk i stwierdzenie: "Nie zajmuję się tym przypadkiem, tylko czekam, żeby nie musieć się tłumaczyć". Nie temu powinien służyć zawód zaufania publicznego, który też powinien być misją - oceniła.

Jak dodała, takich przypadków, jak Izabela z Pszczyny, może być więcej, tylko nie ujrzały światła dziennego. - Jako Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny mamy historie kilkunastu pacjentek, którym pomogłyśmy znaleźć szpitale, gdzie mogły wykonać aborcję. Szpitale, który zabezpieczyły interesy pacjentki właśnie dlatego, że ciąża powodowała zagrożenie, było ryzyko krwotoku, sepsy, pęknięcia macicy czy jajowodu. W tych przypadkach lekarze nie podejmowali czynności ratowniczych, bo ciąża mogła być jeszcze żywa. Aczkolwiek nie miała szansy na rozwój i przeżycie - mówiła.

Zachęciła, by wszystkie kobiety, które "czują się zagrożone, gdy są w ciąży", zgłaszały się do Federacji. - Pomożemy, nie pozwolimy, żeby tragedia z Pszczyny się powtórzyła - zapewniła.

Na koniec rozmowy odniosła się do projektu ustawy fundacji Pro Prawo do Życia Kai Godek, który wpłynął do Sejmu. W praktyce zrównuje aborcję z zabójstwem, wprowadzając całkowity jej zakaz. Za usunięcie ciąży przewiduje dożywocie. - Ten projekt jest niesamowicie bezczelny, cyniczny i okrutny. Chciałabym wierzyć, że przyjęcie go, będzie samobójstwem politycznym dla partii, która go przegłosuje. Mam nadzieję, że ludzie powiedzą "stop" i odbiorą władzę tym, którzy w taki sposób próbują nimi zarządzać - zakończyła gościni TOK FM.

"Zmarła pozostawiła męża i córkę"

W poniedziałek opublikowano komunikat rodziny zmarłej pacjentki. Poinformowano w nim, że przy przyjęciu do szpitala u Izabeli "stwierdzono bezwodzie i potwierdzono zdiagnozowane wcześniej wady wrodzone płodu. W toku hospitalizacji płód obumarł. Po niespełna 24 godzinach pobytu w szpitalu zmarła także pacjentka. Przyczyną śmierci był wstrząs septyczny. Zmarła pozostawiła męża i córkę" - zaznaczono w komunikacie.

Według pełnomocniczki rodziny zmarłej, pacjentka w trakcie pobytu w szpitalu w wiadomościach wysyłanych do członków rodziny i przyjaciół relacjonowała, że "zgodnie z informacjami przekazywanymi jej przez lekarzy, przyjęli oni postawę wyczekującą, powstrzymując się od opróżnienia jamy macicy do czasu obumarcia płodu, co wiązało się z obowiązującymi przepisami ograniczającymi możliwość legalnej aborcji" - zrelacjonowano.

W poniedziałek (1 listopada) wieczorem przed budynkiem Trybunału Konstytucyjnego odbył się milczący protest w związku ze śmiercią kobiety.

DOSTĘP PREMIUM