Sąd zagroził abp. Gądeckiemu przeszukaniem jego siedziby. Jeśli nie wyda akt ws. księdza pedofila

Abp Stanisław Gądecki ma dwa tygodnie na przekazanie sądowi w Chodzieży akt kościelnego postępowania ws. księdza pedofila Krzysztofa G. - ustaliła "Gazeta Wyborcza". Sędzia miała postawić hierarsze ultimatum: jeśli nie przekaże dokumentów, do kurii wejdzie policja i zabierze je siłą.
Zobacz wideo

W sierpniu w sądzie rejonowym w Chodzieży ruszył proces byłego księdza Krzysztofa G. Jest on oskarżony o molestowanie seksualne i gwałt ministranta Szymona B. Pokrzywdzony miał wtedy 14 lat. Duchowny miał wykorzystywać Szymona B. przez kilkanaście lat. 

Poszkodowany przekazał mediom, że o jego sprawie kuria w Poznaniu wiedziała od w 2015 roku. - Kuria jakby chciała, żeby to się przedawniło. Nie zostałem tam nawet poinformowany, że mogę złożyć takie zawiadomienie też do prokuratury - zaznaczył.

Szymon powiadomił także prokuraturę, która zaczęła śledztwo. Chciała zapoznać się z aktami kościelnego postępowania, ale wtedy abp Stanisław Gądecki zasłonił się tajemnicą zawodową. Prokurator Paweł Ciesielczyk zwolnił arcybiskupa z tajemnicy i nakazał wydanie dokumentów. Gądecki się odwołał, ale sąd przyznał rację prokuratorowi. Gądecki miał wydać dokumenty, ale tego nie zrobił. Stwierdził, że są w Watykanie. Śledztwo zamknięto aktem oskarżenia bez zapoznania się z kościelnymi dokumentami.

Jak donosi "Gazeta Wyborcza", kilka dni temu sędzia Katarzyna Orzeł wydała "postanowienie, w którym wzywa abp. Stanisława Gądeckiego do dobrowolnego wydania dokumentów w ciągu dwóch tygodni". Sędzia postawiła też ultimatum: jeśli Gądecki nie przekaże dokumentów, do kurii wejdzie policja i zabierze je siłą.

"W przypadku niewykonania postanowienia sąd zarządzi przeszukanie pomieszczeń Kurii Metropolitarnej w Poznaniu, a dodatkowo może nałożyć karę pieniężną do 3 tys. zł" – ostrzegła arcybiskupa sędzia Katarzyna Orzeł.

"Wyborcza" zauważa, że jeszcze nigdy polski sąd nie zagroził przeszukaniem siedziby kościelnego hierarchy. "Gądecki znalazł się w trudnym położeniu, bo do tej pory twierdził, że nie ma żądanych dokumentów. Sędzia Orzeł mu nie wierzy – podejrzewa, że dokumenty są w tajnym archiwum kurii" - czytamy w dzienniku.

Informatorzy "Wyborczej" twierdzą, że sędzia jest zdeterminowana, by zdobyć dokumenty. "Tym razem nie skończy się na groźbach" – uważają źródła gazety.

DOSTĘP PREMIUM