"Wyobrażam sobie paskudną prowokację". Płk Łukasiewicz punkt po punkcie, co należy zrobić, by tego uniknąć

- Po jednej i po drugiej stronie stoją ludzie z długą bronią, między nimi zdesperowany tłum. Wyobrażam sobie, że służby białoruskie mogą wymyślić paskudną prowokację, dać komuś z tych ludzi broń i kazać strzelać czy sprowokować do tego - mówił w "Wywiadzie politycznym" w TOK FM płk rezerwy dr Piotr Łukasiewicz, analityk Polityki Insight.
Zobacz wideo

Od poniedziałku rano w mediach społecznościowych pojawiały się filmy i zdjęcia, zamieszczane m.in. przez polskie służby przygraniczne, pokazujące setki migrantów, zmierzających w kolumnie w stronę białorusko-polskiej granicy. Polskie władze deklarowały, że funkcjonariusze są gotowi na powstrzymanie "szturmu". 

Płk rezerwy dr Piotr Łukasiewicz, analityk Polityki Insight, wykładowca Collegium Civitas, były ambasador RP w Afganistanie i członek Konferencji Ambasadorów RP, mówił na antenie TOK FM, jak ta sprawa przedstawiana jest w mediach białoruskich i rosyjskich. - Białoruskie media cytują Łukaszenkę, który mówi, że nie ma pieniędzy, by się migrantami zająć. A media rosyjskie chyba mają problem z wytłumaczeniem, skąd się wzięli ci ludzie na terenie Białorusi. W przekazie jest dostrzegalna obawa, że Rosja może paść ofiarą tego kryzysu, że ludzie ci mogą znaleźć się na terytorium rosyjskim - tłumaczył gość "Wywiadu politycznego".

Jedną kwestią jest mówienie o kryzysie, z którym mamy do czynienia, a już zupełnie inną - pomysł na rozwiązanie go. Płk Łukasiewicz przyznał, że nie rozumie niechęci polskich władz wobec idei wciągnięcia w próbę rozwiązania kryzysu ponadnarodowych instytucji, jak NATO czy unijna agencja Frontex. Jego zdaniem, w związku z tym ustawiamy się w sytuacji, w której stajemy sam na sam do konfrontacji z Białorusią, która "gra kartami znaczonymi, a my nie mamy najmocniejszej talii".

W co gra Łukaszenka?

Pytany, dlaczego ta sytuacja ma miejsce właśnie teraz, przyznał, że Aleksander Łukaszenko najpewniej uznał, że ściąganie ludzi z krajów arabskich jest dobrym sposobem na przekonanie Europy do złagodzenia sankcji. - A wiemy już, że tego nie będzie. Zamiast tego sankcje mogą zostać zaostrzone - mówił Łukasiewicz. 

Przyznał, że jego zdaniem błędem jest udawanie, że ludzie, którzy zgromadzili się na granicy, nagle znikną, a wraz z nim cały kryzys. Podkreślał, że w jego ocenie nie chodzi o pójście na rękę Łukaszence i jego reżimowi, ale koniecznie jest "uruchomienie kanału dyplomatycznego". - Nie mówię o spotkaniu np. premiera Morawieckiego z Łukaszenką, ale np. o spotkaniu dyplomatów, przedstawicieli służb specjalnych, żeby ten problem jakoś rozwiązać - tłumaczył rozmówca Karoliny Lewickiej. 

"Białoruskie służby mogą wymyślić paskudną prowokację"

Jaką mamy alternatywę? - Jak będziemy zagłębiali się w spiralę przemocy, to dojdzie do tego, że ktoś w końcu zacznie oddawać strzały. Po jednej i po drugiej stronie stoją uzbrojeni ludzie, z długą bronią, i stoi tłum zdesperowanych ludzi. Wyobrażam sobie, że służby białoruskie mogą wymyślić paskudną prowokację, dać komuś z tych ludzi broń i kazać strzelać, czy sprowokować do tego. Możemy dojść do nieprzyjemnego momentu, który się na naszej granicy w III RP nie zdarzył - ostrzegał gość TOK FM. 

Dlatego - jego zdaniem - polskie władze powinny iść drogą rozładowania kryzysu przy pomocy działań instytucjonalnych, na wielu płaszczyznach. - I to nie będzie pomaganie Białorusinom i granie w białoruskim teatrzyku, tylko rozładowanie kryzysu, który jest niebezpieczny dla Polski i UE. Chciałbym widzieć polskie instytucje, które mobilizują europejskie instytucje i chciałbym widzieć działanie na miejscu. Działanie, które będzie czymś więcej niż pokrzykiwaniem, ale będzie powiedzeniem obywatelom, że ten kryzys w jedną noc nie zniknie, że ci ludzie tam będą - mówił płk Łukasiewicz.

Co więc należałoby, jego zdaniem, zrobić? Rozmówca TOK FM przyznał, że skłania się ku postawieniu na granicy jakiejś formy ogrodzenia, ale nie na tym powinna skończyć się aktywność. - Państwo powinno umieć zbudować obóz dla tych, którzy przeszli, powinno dopuścić organizacje humanitarne, żeby pomóc tym, którzy się błąkają po tych lasach, powinno wyłapywać tych ludzi i po krótkiej procedurze, przy wykorzystaniu Fronteksu, odsyłać tych ludzi do kraju pochodzenia - no trudno, na nasz koszt - wyliczał. Podkreślał, że budowanie muru nie powinno wykluczać działań wobec ludzi, którzy już na granicy są i którzy nie znikną. - Obywatele są zdezorientowani - widzą płaczące dzieci, ale nie chcą tysięcy ludzi, którzy tu wejdą. A my mamy pieniądze, instytucje i mielibyśmy wsparcie międzynarodowe w tym kryzysie, gdybyśmy tego chcieli - dodał.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM