Wojtyszki i Bystry. Prokuratura weszła do schronisk dla zwierząt. "Były trzymane w skrajnie trudnych warunkach"

Ponad 100 psów, kotów i królików zostało odebranych interwencyjnie przez Pogotowie dla Zwierząt ze schroniska w Wojtyszkach - największego takiego miejsca w Polsce. Wolontariusze przekonują, że zwierzęta znajdowały się "w stanie zagrożenia zdrowia i życia". Czynności odbywały się pod nadzorem śledczych. Jednocześnie w innej części Polski - w Bystrym koło Giżycka prokuratura także weszła do schroniska dla zwierząt i zatrzymała jego prowadzących.
Zobacz wideo

Schronisko dla Zwierząt w Wojtyszkach znajduje się w gminie Brąszewice (niedaleko Sieradza). To największe schronisko w Polsce. Przebywa w nim kilka tysięcy zwierząt. Miejsce to od lat okryte było złą sławą i trudno dostępne dla osób postronnych. W ubiegły czwartek z interwencją weszli tam przedstawiciele stowarzyszenia Pogotowie dla Zwierząt i inni wolontariusze. Wszystkie czynności odbywały się pod nadzorem prokuratury z Ostrowa Wielkopolskiego. 

W interwencji brali udział biegli, lekarze i technicy weterynarii, zoopsychologowie i policja. Działania trwały kilka dni, lecz przygotowania - jak podało Pogotowie dla Zwierząt - ponad rok, wszystko w tajemnicy. "Policja była przygotowana na każdą ewentualność, były przecinaki do metalu w przypadku braku otwarcia bramy, były tarcze do ochrony funkcjonariuszy. Łącznie do czynności oddelegowano kilkudziesięciu mundurowych" - relacjonowali wolontariusze.

"Uratowaliśmy póki co 104 zwierzaki odebrane w trybie interwencyjnym, 67 psów, 4 koty i 30 królików. Wyjechały one pod dalszą opiekę Pogotowia dla Zwierząt w stanie zagrożenia zdrowia i życia" - poinformowali wolontariusze.

Aktywiści przekonują, że to nie koniec interwencji w Wojtyszkach, ale o kolejnych krokach nie mogą informować ze względu na działania śledczych. Apelują jednak o pomoc finansową - uruchomiono zbiórkę na ratowanie odebranych psów jak i tych pozostałych w schronisku, które czekają na ratunek. Pomóc organizacji można także rzeczowo. "Pogotowie" podaje, że potrzeba karmy dla zwierząt, środków pielęgnacyjnych i leków na odrobaczanie czy kleszcze. 

Przypomnijmy, ponad rok temu, m.in. dzięki interwencji stowarzyszenia Pogotowie dla Zwierząt udało się zlikwidować schronisko w Radysach pod Olsztynem, gdzie odebrano ponad tysiąc psów w ciężkim stanie. Postępowanie dotyczące nieprawidłowych warunków w schronisku dla zwierząt w Radysach prowadzi prokuratura w Olsztynie. Prowadzący to schronisko ludzie zostali zwolnieni z aresztu. - Postępowanie wciąż trwa, ponieważ prokurator czeka na opinię weterynaryjną dotyczącą tego schroniska. Bez tej opinii nie można zakończyć postępowania - podał PAP rzecznik tej prokurator Krzysztof Stodolny.

Prokuratura w schronisku w Bystrym

Wojtyszki to niejedyne schronisko dla zwierząt, w którym w ostatnich dniach działają śledczy. We wtorek poinformowano także o akcji prokuratury w schronisku w Bystrym koło Giżycka. 

Jak poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny, małżeństwo prowadzące to schronisko zostało zatrzymane przez prokuraturę. Są to 51-letnia Anna K. i jej 62-letni mąż Jan K. We wtorek wejścia do schroniska pilnują policjanci, którzy nie wpuścili na jego teren m.in. przedstawicieli burmistrza Giżycka, miasto w tym schronisku trzyma psy. - Zapewniono nas, że psy są karmione, prawdopodobnie zostaną rozwiezione do innych schronisk czy przytulisk - powiedział PAP burmistrz Giżycka Wojciech Iwaszkiewicz.

Prokurator Stodolny poinformował, że w schronisku w Bystrym przebywały podczas podjętych przez prokuratora czynności 142 psy. Były trzymane "w skrajnie trudnych warunkach, niespełniających żadnych standardów niezbędnych do zachowania dobrostanu zwierząt i narażonych tym samym na możliwość występowania szeregu chorób - podał Stodolny.

Działacze lokalnych organizacji prozwierzęcych podają w mediach społecznościowych, że w boksach dla psów było bardzo brudno, twierdzą też, że na terenie schroniska znaleziono martwe zwierzęta.

Prokurator Stodolny poinformował PAP, że działania prokuratury w schronisku w Bystrym mają związek "ze wszczętym w dniu 14.10.2021r śledztwem w sprawie znęcania się nad zwierzętami w tym schronisku oraz niedopełnieniem obowiązków przez Warmińsko-Mazurskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii, poprzez nierzetelne sprawowanie kontroli".

Kontrole WIW "nie stwierdziły nieprawidłowości"

Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski powiedział PAP, że formalnie nie został powiadomiony o żadnych działaniach prokuratury. - W 2020 roku powiatowa lekarz weterynarii w Giżycku zawiadomiła prokuraturę o tym, że schronisko to składa się jakby z dwóch części: do jednej miała stale dostęp. Druga - okazało się - że funkcjonuje w ukryciu, za krzakami. Pani doktor skontrolowała to schronisko i zawiadomiła prokuraturę. Ta jednak umorzyła sprawę - podał Koronowski w rozmowie z PAP. Dodał, że jego służby w lipcu przeprowadziły kontrolę w tym schronisku i poza drobnymi uchybieniami nie stwierdziły tam większych nieprawidłowości.

- Warunki w schronisku, które było w ukryciu zostały polepszone - dodał Koronowski.

O tym, że w schronisku dla zwierząt w Bystrym psy są trzymane w złych warunkach stało się głośno w sierpniu 2020 roku po kontroli powiatowego lekarza weterynarii w Giżycku. Lekarz ten odkrył, że na sąsiadujących działkach (Bystry 27 i 28) prowadzone jest legalne schronisko, do którego prowadzący je ludzie dopuszczali służby weterynaryjne, a za krzakami działało drugie schronisko - tam panowały znacznie gorsze warunki. Powiatowa lekarz weterynarii zawiadomiła prokuraturę, która wszczęła w tej sprawie śledztwo.

- Prowadzone ono było pod kątem niedopełnienia obowiązków m.in. przez wójta gminy Giżycko i burmistrza Giżycka. Prokuratura badała też, czy doszło do znęcania się nad psami poprzez niezapewnienie im właściwej opieki. 30 czerwca tego roku sprawę umorzono wobec braku znamion czynu zabronionego - powiedziała PAP prokurator rejonowa z Mrągowa Bogusława Pidsudko-Kaliszuk. Dodała, że odwołanie do sądu od decyzji prokuratury złożyła Fundacja Zwierzęta Niczyje Uwolnij Psa.

- Zażalenie ma rozpoznać sąd w Giżycku, ale nie ma do tej pory wyznaczonego terminu - podała prokurator Pidsudko-Kaliszuk. W sądzie w Giżycku potwierdzono PAP tę informację, jednak nie potrafiono odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak długo trwa rozpoznanie zażalenia, i czy jest możliwe, że sąd zajmie się tym w najbliższym czasie.

DOSTĘP PREMIUM