"Mam nadzieję, że Pan Jezus nie ma Facebooka". Maciej Stuhr o hejcie na migrantów

Dyskusja skręca obecnie w stronę jakiejś polskiej husarii, bitwy pod Wiedniem i odwoływań do historii, które są w moim odczuciu zupełnie nieadekwatne do tego, co się tam dzieje - tak Maciej Stuhr mówi o debacie wokół kryzysu na polsko-białoruskim pograniczu. Wraz z żoną był na Podlasiu, żeby z bliska zobaczyć, co się tam dzieje.
Zobacz wideo

Maciej Stuhr i jego żona Katarzyna Błażejewska-Stuhr pojechali w weekend na polsko-białoruską granicę, w okolicę Hajnówki. Poznali dramatyczne historie migrantów i tych, którzy codziennie im pomagają - mieszkańców Podlasia oraz aktywistów z Grupy Granica czy Fundacji Ocalenie.

- Zawsze wychodzę z założenia - i tego uczę moich synów - że wszystko w życiu da się załatwić miłością i uśmiechem. I, że jeżeli nie będziemy wspierać tych ludzi, nie będziemy podchodzić do nich z empatią ani nie znajdziemy mądrego sposobu na to, by ich wdrożyć w nasze społeczeństwo, to rzeczywiście może być problem - mówi Katarzyna Błażejewska-Stuhr. Nie kryje, że jadąc na Podlasie, bała się tego, co tam zobaczy i co usłyszy. - Ale teraz, po powrocie, muszę powiedzieć, że troszkę ogarnął mnie spokój. Bo tam na miejscu spotkałam ogrom przecudownych, fantastycznych ludzi, głównie kobiety, które pomagają i doskonale wiedzą, co mają robić - podkreśla.

Jak dodaje, w strefie przygranicznej działają również specjaliści, którzy wiedzą, jak integrować migrantów i uchodźców z polskim społeczeństwem, dlatego warto skorzystać z ich doświadczenia. Tymczasem władza tego nie robi.

Według Katarzyny Błażejewskiej-Stuhr w czasie trwającego kryzysu najważniejsze jest przestrzeganie praw człowieka. - Chodzi o to, by przestrzegając prawa, potraktować ich w sposób humanitarny, zapewnić im dach nad głową, wodę, jedzenie, opiekę medyczną. I aby w godziwych warunkach czekali na rozpatrzenie procedury azylowej - wyjaśnia.

"Jeśli potraktujemy ich agresją, kto wie, czy to nie wywoła agresji"

Maciej Stuhr zwraca uwagę, że większość migrantów z polsko-białoruskiej granicy chce jechać dalej, do Niemiec. - Ale jednak część, zapewne nieliczni, chce zostać w Polsce. I jestem przekonany, że to, jak my ich teraz potraktujemy, tym samym oni się nam odpłacą. Jeśli będziemy dla nich po prostu dobrzy i ludzcy, to wierzę w to, że oni też będą tacy dla nas. Jeśli potraktujemy ich agresją, kto wie, czy to nie wywoła agresji. Taka jest naturalna kolejność zdarzeń. I warto spiralę agresji przerwać, zanim ona się zacznie na dobre - mówi.

Aktor dodaje, że na granicy nie widział bandytów czy terrorystów, choć tak próbuje się tych ludzi przedstawiać. Spotkał za to ludzi zziębniętych i wycieńczonych, czekających na wsparcie i błagających o pomoc. Dlatego ani on, ani jego żona nie rozumieją "języka wojny", którego używa władza. - Dyskusja skręca obecnie w stronę jakiejś polskiej husarii, bitwy pod Wiedniem i odwoływań do historii, które są w moim odczuciu zupełnie nieadekwatne do tego, co się tam dzieje. To nie jest wróg u bram taki, jak hitlerowiec czy Sowieci, którzy chcą spustoszyć naszą ziemię. Tam są ludzie błagający o pomoc - przekonuje Maciej Stuhr.

"Mam nadzieję, że Pan Jezus nie ma Facebooka"

Aktor przyznaje, że zdarza mu się czytać hejterskie komentarze czy wpisy na forach, gdzie trwają dyskusje o sytuacji na granicy. - Mam nadzieję, że Pan Jezus nie ma Facebooka, bo ci, którzy umieszczają tam komentarze, nie wytłumaczą się z tego, co piszą. Pojawiają się tam m.in. pomysły, jak tych ludzi z granicy eksterminować. To jest przerażające! Niewiarygodne, co w niektórych z nas zaczyna się budzić i co jest w ludziach podkręcane - mówi Stuhr.

Jak ocenia, Polacy toczą dyskusje o migrantach, nie dotykając istoty problemu. Bo wciąż nie wiemy, jak rozwiązać sytuację na granicy, jak ludziom potrzebującym pomocy po prostu ją zapewnić.

- Warto jeszcze się zastanowić, jakim człowiekiem chciałbym być czy chciałabym być. Jeśli dojdę do wniosku, że chcę być człowiekiem, który zionie jadem i nienawiścią, to trudno. Ale myślę, że mało kto tak siebie postrzega i tak siebie chciałby nazwać - podsumowuje Katarzyna Błażejewska-Stuhr.

Całej rozmowy z Katarzyną i Maciejem Stuhrami będzie można wysłuchać na antenie TOK FM w sobotę 13 listopada o godz. 15.20.

DOSTĘP PREMIUM