"Powody czysto ideologiczne". Ponad 100 historyków staje w obronie naukowców, którzy musieli odejść z IPN

Ponad 100 historyków staje w obronie dwóch naukowców, którzy - w ramach nowych porządków w IPN - musieli z niego odejść po wielu latach pracy. Jeden z nich zapowiada walkę o swoje prawa w sądzie. - Prowadzenie badań naukowych, próba docierania do prawdy, która może się w pewnych punktach okazać niewygodna dla kogokolwiek, nie może być cenzurowane - mówi jego pełnomocnik, mecenas Rafał Choroszyński.
Zobacz wideo

O problemach w Instytucie Pamięci Narodowej pisaliśmy już kilka dni temu. Historycy ubolewają, że ich nowy szef, Karol Nawrocki, przeprowadza "prawdziwą czystkę". Z IPN musieli odejść prof. Sławomir Łukasiewicz, któremu nie pozwolono jednocześnie pracować na KUL, oraz dr Sławomir Poleszak. Ten drugi usłyszał oficjalnie, że "utracono do niego zaufanie".

W rozmowie z reporterką TOK FM historyk mówił jednak o bardziej konkretnych kwestiach, które mogły wpłynąć na decyzję o jego zwolnieniu. Mianowicie krytyczne - zdaniem szefostwa- wpisy o instytucie na portalu, który prowadzi. A także artykuł o ostatnim żołnierzu wyklętym, Józefie Franczaku ps. Laluś. Poleszak dotarł do źródeł, z których wynika, że Franczak w czasie wojny miał strzelać do żydowskich partyzantów, a także uczestniczyć w ataku na Polaków ukrywających Żydów. I być może właśnie dlatego - już po wojnie - "ostatni partyzant" tak długo pozostawał w ukryciu.

- Czuję, że dobiegła końca pewna ważna część mojego życia zawodowego. Pracy w IPN poświęciłem 21 lat. Od jakiegoś czasu czułem, że sieci wokół mnie się zaciskały. I w ostatni wtorek nastąpił kres przygody z IPN - mówi w rozmowie z TOK FM dr Sławomir Poleszak.

Na razie nie wie, co będzie robił dalej - jest w okresie wypowiedzenia. Nie ma jednak wątpliwości, że został skrzywdzony i do żadnej winy się nie poczuwa. W sprawie postaci "Lalusia" wszystko, co napisał, ma udokumentowane, z powołaniem się na źródła. Nie uważa, by naruszył czyjekolwiek zaufanie.

W obronie historyków

- Moim zdaniem mamy tu do czynienia z próbą zamknięcia ust historykowi, którego ustalenia badawcze stoją w sprzeczności z linią IPN pana Nawrockiego - mówił w rozmowie z TOK FM historyk, prof. Rafał Wnuk.

Powstał list w obronie zwolnionych naukowców. "Uczynienie zarzutu w związku z publikacją ważnego, szeroko dyskutowanego artykułu naukowego w cenionym w Polsce i na świecie periodyku naukowym ma charakter represji wobec badacza (...). Dr Poleszak został wyrzucony z pracy nie ze względów merytorycznych, lecz z powodów czysto ideologicznych" - piszą autorzy listu.

"Prof. Sławomir Łukasiewicz i dr Sławomir Poleszak w środowisku naukowym znani są jako znakomici specjaliści, ludzie niepodatni na zewnętrzne naciski i niezależnie myślący. Nie piszą 'na zamówienie' czy 'na zlecenie'. Wyrzucenie ich z pracy ma na celu zastraszenie historyków pracujących w IPN lub współpracujących z tą instytucją i sprawienie, by prowadzili badania i publikowali teksty zgodne z wytycznymi władz tej instytucji" - dowodzą autorzy listu.

Pod listem jest ponad 100 podpisów osób związanych z badaniem historii, m.in.: prof. Rafał Wnuk, prof. Barbara Engelking, prof. Jan Grabowski, czy prof. Andrzej Friszke.

Historycy w swoim liście niejako bojkotują IPN. "Nie apelujemy o przywrócenie ukaranych naukowców do pracy w IPN. (...) IPN, w którym panuje cenzura, prześladuje się ludzi za intelektualną niezależność i przestrzeganie standardów naukowych, sam siebie stawia poza światem wolnej nauki. Szkodliwe zmiany w Instytucie Pamięci Narodowej następowały od dawna. Dr Karol Nawrocki postawił jedynie kropkę nad 'i'. Uważamy więc, że współpraca z tą instytucją w kształcie, jaki nadał jej obecny prezes, jest niemożliwa" - czytamy w liście.

Historyk nie zamierza odpuścić. Pójdzie do sądu

Doktor Poleszak chce walczyć o swoje dobre imię w sądzie. - Prowadzenie badań naukowych, próba docierania do prawdy, która może się w pewnych punktach okazać niewygodna dla kogokolwiek, nie może być cenzurowane - mówi jego pełnomocnik, mecenas Rafał Choroszyński.

- Nie można przedstawiać i opisywać tylko tego, co jest pożądane z punktu widzenia uprawianej przez polskie władze wizji historii. Bo to nie jest badanie prawdy. W związku z tym zarzucenie naukowcowi, że odkrywa treści, które są niezgodne z jakąś linią polityczną, jest całkowitym nieporozumieniem. Jest też niezrozumieniem zawartego z nim stosunku pracy – podkreśla adwokat.

Jak mówi mecenas Rafał Choroszyński, jest kilka punktów spornych. Prawnik będzie chciał podważyć m.in. to, że doktor Poleszak nie dostał zgody na prowadzenie portalu ohistorie.eu. - Jest to naruszeniem podstawowych praw pracowniczych, w tym do samokształcenia się i samorozwoju, jak również zasady równości traktowania pracowników i ich niedyskryminacji - mówi mecenas.

Prawnik zapowiada powództwa do sądu pracy o przywrócenie do pracy. - Będziemy wskazywać, że podstawy wypowiedzenia umowy nie są zasadne i nie opierają się na tej przyczynie, która jest wskazana jako powód rozwiązania stosunku pracy, czyli utraty zaufania, gdyż takowa nie może obiektywnie nastąpić. A kwestia subiektywnego przekonania osoby pełniącej funkcję kierowniczą nie może stanowić podstawy do rozwiązania stosunku pracy w tym trybie. Mam nadzieję na rozważenie naszych argumentów przez IPN i zmianę stanowiska, a jeśli nie, to na korzystne rozstrzygnięcie sądu - podkreśla mecenas Rafał Choroszyński.

DOSTĘP PREMIUM