Czemu politycy przychylnym okiem patrzą na antysemitów? "Myślą o tym, co będzie, kiedy zabraknie Kaczyńskiego"

Antysemityzm szybko nie przestanie być atrakcyjny dla części polityków. - Od 20 do 30 proc. ludzi w Polsce jest antysemitami. To spory potencjał - mówił w TOK FM prof. Kamil Minkner z Zakładu Teorii Polityki i Myśli Politycznej Uniwersytetu Opolskiego. Wg eksperta, flirt części Zjednoczonej Prawicy z radykałami, to rozgrywka, która ma przynieść efekty, gdy "zabraknie Jarosława Kaczyńskiego". - Ewidentnie to, co robią "ziobryści", to jest próba budowania obozu, który będzie o wiele bardziej zradykalizowany, jeśli chodzi o kwestie antysemickie, ksenofobiczne - ocenił.
Zobacz wideo

"Stanowczo potępiam wszelkie akty antysemityzmu. Barbarzyństwo, którego dopuściła się grupa chuliganów w Kaliszu, stoi w sprzeczności z wartościami, na których oparta jest Rzeczpospolita" - napisał na Twitterze prezydent. Tak Andrzej Duda - po trzech dniach od wydarzeń w Kaliszu - zareagował na antysemicki marsz, który zorganizowano w tym mieście 11 listopada. Na rynku spalono tekst Statutu Kaliskiego, przywileju tolerancyjnego dla Żydów, wydanego przez księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w 1264 r. 

Dopiero w poniedziałek szef MSWiA Mariusz Kamiński poinformował, że policja zatrzymała trzy osoby w związku z antysemickim marszem. Minister dodał, że "wobec organizatorów haniebnego wydarzenia w Kaliszu państwo polskie musi okazać swoją bezwzględność i stanowczość".

"Nie można szukać eufemizmów"

Zdaniem prof. Kamila Minknera z Zakładu Teorii Polityki i Myśli Politycznej Uniwersytetu Opolskiego, wydarzenia z Kalisza to kolejna odsłona "walki o polską tożsamość, w której ostatnio najcięższe działa wytaczają środowiska radykalne". - To naziści, faszyści, antysemici, tak ich trzeba nazywać. My czasami szukamy eufemizmów, a tutaj trzeba nazywać sprawy po imieniu, bo tylko w ten sposób zapobiegniemy wprowadzeniu radykalnych treści do dyskursu publicznego na równych prawach z innymi treściami. To szczególnie niebezpieczne, gdy przesuwa się to "okno akceptowalności" (dla radykalnych opinii i działań -red.) - podkreślił.

Piotr Maślak pytał swojego gościa, czy nie jest tak, że władza w Polsce świadomie przesuwa te granice akceptowalności, legitymizując faszystowskie środowiska, np. przyjmując na konwencji Solidarnej Polski Piotra Rybaka, w przeszłości skazanego za spalenie kukły Żyda na wrocławskim rynku (mężczyzna był też na marszu w Kaliszu). - Rzeczywiście z jednej strony te granice przesuwają ludzie z obozu władzy, a z drugiej - ruchy oddolne. Ze strony polityków to inwestycja w przyszłość - ocenił gość TOK FM. 

- Myślą już o tym, co będzie, kiedy zabraknie Jarosława Kaczyńskiego i trzeba będzie reorientować scenę polityczną. Ewidentnie to, co robią "ziobryści", jest próbą budowania już jakiegoś obozu, który będzie postpisowski i o wiele bardziej zradykalizowany, jeśli chodzi o kwestie antysemickie, ksenofobiczne - wyjaśnił naukowiec.

Jak podkreślił prof. Minkner, antysemityzm w Polsce "ma się dobrze" i politycy mogą na nim "ugrać swoje". - Mamy różne statystyki, z których wynika, że od 20 do 30 proc. ludzi w Polsce jest antysemitami. To spory potencjał (polityczny). Niektórzy uważają, że Żydzi rządzą światem - to antysemityzm ideologiczny. Ale ciągle jest też ten ludowy, czyli obwinianie za śmierć Chrystusa, za porywanie dzieci chrześcijańskich - stwierdził.

Polityka migracyjna zakładniczką skrajnych środowisk

Według eksperta dotowanie z państwowych funduszy skrajnych organizacji, takich jak związane z Robertem Bąkiewiczem Straż Narodowa i Marsz Niepodległości, może mieć długofalowe skutki polityczne. - On jest klientem polskiego państwa, które mu płaci, żeby wyprowadzał na ulice swoje bojówki w obronie kościołów, a z drugiej strony polskie władze tworzą sobie możliwość aliansu ze środowiskami skrajnymi. One zawsze były skłócone i rozproszone, a teraz dzięki internetowi oraz wsparciu polityków się policzyli i zobaczyli swoją siłę - wyjaśnił rozmówca Piotra Maślaka.

Naukowiec z Uniwersytetu Opolskiego uważa, że skutki takiego aliansu polityków ze skrajnymi środowiskami widać na polsko-białoruskiej granicy. Bo nasze władze są zakładnikami radykalnego spojrzenia na kwestię migracji. - Teraz polska polityka migracyjna nie istnieje. Po wojnie domowej w Syrii straciliśmy szansę zbudowania jej mądrze. Jesteśmy zupełnie bezbronni. To kompletna katastrofa i w dużej mierze kapitulacja państwa polskiego. Kryzysy uchodźcze będą narastać i jeśli mądrze nie przepracujemy tej sytuacji (na granicy polsko-białoruskiej), to za chwilę będą takie fale migracji, którymi nie będzie się dało łatwo zarządzać - podsumował prof. Kamil Minkner.

DOSTĘP PREMIUM