Rząd mięknie w sprawie mediów przy granicy? "Nawet twardogłowi PiS-owcy dochodzą do wniosku, że tego się nie da dłużej chować"

Niedopuszczanie mediów do strefy przygranicznej w Polsce jest bezsensem - ocenił w TOK FM prof. Maciej Mrozowski, medioznawca z UW. Jego zdaniem, nieobecni (w mediach) nie mają racji. - Rodzi się pytanie, dlaczego pozostajemy nieobecni w mediach, skoro jesteśmy ofiarą tego wykreowanego (przez reżim Łukaszenki-red.) kryzysu. Przecież powinniśmy być w tej sytuacji wyjątkowo otwarci i szczerzy - dodał.
Zobacz wideo

W ubiegłym tygodniu informowaliśmy, że dziennikarz CNN Matthew Chance przedostał się do obozu migrantów tuż przy granicy białorusko-polskiej. W nagraniu, które wykonał telefonem komórkowym, przyznał, że on i jego ekipa to prawdopodobnie jedyni przedstawiciele międzynarodowych mediów, którym pozwolono dotrzeć w to miejsce. Potem mówił, że relacjonuje kryzys migracyjny z białoruskiej strony, bo nie może nadawać z Polski - jest to zakazane w strefie objętej stanem wyjątkowym. PiS obiecuje, że gdy stan z końcem listopada dobiegnie końca, to zostanie wprowadzona w życie nowa ustawa, która pozwoli redakcjom na pracę w rejonie przygranicznym. Choć "każdorazowo będzie to poprzedzone uzgodnieniami ze Strażą Graniczną".

Zdaniem prof. Macieja Mrozowskiego, medioznawcy z UW i SWPS, niedopuszczanie mediów do strefy przygranicznej jest "bezsensem". - Po naszej stronie zaczyna działać ta odwieczna prawda, że nieobecni (w mediach-red.) nie mają racji. Rodzi się pytanie, dlaczego tak robimy, skoro jesteśmy ofiarą tego wykreowanego (przez reżim Łukaszenki-red.) kryzysu. Przecież powinniśmy być w tej sytuacji wyjątkowo otwarci i szczerzy - mówił w Pierwszym Śniadaniu TOK FM.

Przyznał, że nie rozumie uporu władzy w tej kwestii. - Nie wiem, czy to rezultat takiej głębokiej, zadawnionej nieufności do mediów, które kontrolują polityków i siły specjalne. Może PiS wychodzi z założenia, żeby mediów na wszelki wypadek tam nie wpuszczać, bo pokażą, jak służby wyłapują migrantów, siłą ich przepychają? Ale na dłuższą metę tego zakazu wstępu dziennikarzy do pasa przygranicznego nie da się utrzymać. Strona polska będzie musiała działać bardziej otwarcie - podkreślił.

"To bardzo niebezpieczne dla propagandy"

Prowadzący audycję Piotr Maślak zwrócił uwagę, że dziennikarz CNN Matthew Chance w swojej relacji użył sformułowania "strony wzajemnie obwiniają się za ten kryzys", co w USA nazywa się "fałszywą równoważnością". Czy to nie jest kolejny dowód na to, że Polska przegrywa walkę o międzynarodową opinię publiczną, zakazując dziennikarzom wstępu do strefy przygranicznej? 

- Na pewno oskarżenie nas, że jesteśmy w jakimś stopniu sprawcami tego kryzysu, jest fałszywe. Powinniśmy to wygrywać. W momencie, gdy do mediów europejskich i światowych przenika prawda, że bronimy granicy UE, pojawiają się szczególnie korzystne warunki do budowania naszej narracji. Dlatego wydaje mi się, że już najbardziej twardogłowi PiS-owcy dochodzą do wniosku, że tego (sytuacji na granicy) nie da się dłużej chować - ocenił.

Jak wyjaśniał, "bardzo niebezpieczne dla propagandy są obrazy niewinnych ofiar". - Nawet jeśli uważamy, że działania polskich służb są słuszne, to pokazanie cierpiących ludzi jest zawsze moralnym oskarżeniem. To się może wymknąć spod kontroli, bo ludzie mogą poczuć empatię, zawstydzić się, że są współodpowiedzialni za cierpienie migrantów i wtedy ta czarno-biała narracja PiS-u może się rozpaść - podsumował gość TOK FM.

Kaczyński o mediach przy granicy

Jarosław Kaczyński, który we wtorek był gościem Polskiego Radia 24, był pytany o dostęp mediów do terenu przygranicznego, co zostało uwzględnione w projekcie nowelizacji ustawy o ochronie granicy. - Rzeczywiście takie możliwości są, ale to raczej będą możliwości incydentalne niż trwała praktyka - powiedział szef PiS.

- Cała ta opowieść, która jest sączona niestety nie tylko przez propagandę białoruską i rosyjską, ale także przez bardzo wiele organów medialnych, prasowych i innych, które funkcjonują na Zachodzie i także funkcjonują w Polsce, ta ofensywa rzeczywiście przynosi różnego rodzaju skutki i powstaje obraz, który jest dokładną odwrotnością tego, co jest naprawdę i z tym rzeczywiście trzeba walczyć szybko i zdecydowanie - powiedział Kaczyński.

DOSTĘP PREMIUM