Kurdyjski lekarz z Podlasia: Miałem pacjenta, który miesiąc i trzy dni nie miał nic w ustach

- Trafiają do nas w tragicznym stanie higienicznym i psychicznym. Można powiedzieć, że żegnają ich kwiatami, a jeśli chcą wrócić, to witają ich pałkami. Proszą tylko o jedno, żeby nie kazać im wracać do Białorusi. Mogą trafić wszędzie, byle nie tam - mówił w TOK FM doktor Arsalan Azzaddin.
Zobacz wideo

Doktor Arsalan Azzaddin jest z pochodzenia Kurdem. Pracuje jako dyrektor ds. medycznych i szef SOR-u w szpitalu w Bielsku Podlaskim. To tam często trafiają migranci w złym stanie zdrowia, którzy zostają zatrzymani już na terenie Polski. Zna turecki, arabski i kurdyjski, i pomaga porozumiewać się z uchodźcami. – Najczęściej trafiają do nas pacjenci wychłodzeni i odwodnieni. Z urazami, złamaniami. Mówią, że byli bici przez białoruskich pograniczników. Miałem pacjenta, który opowiadał, że miesiąc i trzy dni nie mieli nic w ustach. Gdy znajdujemy przy nich wodę, to zazwyczaj jest to jakaś zielonkawa ciecz z kałuży – opowiadał lekarz.

Dodawał, że większość historii jest dramatycznych. – Trafiają do nas w tragicznym stanie higienicznym i psychicznym. Można powiedzieć, że żegnają ich kwiatami, a jeśli chcą wrócić, to witają ich pałkami. Ludzie opowiadali, że przy nich inni umierali. Nie ma tam żadnej pomocy. Pacjenci proszą tylko o jedno, żeby nie kazać im wracać do Białorusi. Mogą trafić wszędzie, byle nie tam – mówił dr Azzaddin.

"Koniec 'wycieczek' do Mińska"

Lekarz "wyręcza" też polską dyplomację i w kurdyjskich mediach opowiada o dramatycznej sytuacji uchodźców na polsko-białoruskiej granicy. – Rozwiązanie tej sytuacji jest bardzo proste. Należy zamykać granicę państw Bliskiego Wschodu dla ludzi z wizami białoruskimi, żeby nie mogli wyjechać. A po drugie, trzeba zabrać tych ludzi z granicy do domu. Mówię to w wywiadach wyraźnie, że Unia Europejska ich nie wpuści, że stali się elementem wojny hybrydowej, którą wymyślił Alaksandr Łukaszenka – podkreślał gość TOK FM.

Mówił też, że migranci zostali po prostu oszukani. – Wielu z nich sprzedawało domy, samochody. Słyszeli, że pojadą na "wycieczkę" do Mińska, a stamtąd szybko do Niemiec. Celem tych ludzi nie jest Polska, tylko Europa Zachodnia. W Mińsku ich wykorzystano. Wywieziono na granicę, gdzie usłyszeli: drogi powrotnej nie ma – podsumował dr Azzaddin.

DOSTĘP PREMIUM