Mali uchodźcy, których zdjęcia obiegły media, są już bezpieczni. Ich rodzinie pomogła Grupa Granica

6-letnia Taman i 2,5-letni Zaman z Iraku są już bezpieczni. To dzieci, których zdjęcia z lasu przy granicy kilkanaście dni temu obiegły media. Jak ustaliła reporterka TOK FM, rodzina - dzięki wsparciu Grupy Granica - została umieszczona w ośrodku w Polsce. Czekają na decyzję sądu, by móc opuścić ośrodek i zamieszkać w przygotowanym już dla nich lokalu.
Zobacz wideo

Rodzinie udało się pomóc, bo Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał tzw. interim measure, czyli tymczasową decyzję, że nie wolno tych osób wyrzucić z powrotem do Białorusi. Rodzina jest obecnie w ośrodku w Dubiczach. Tam czekają na decyzję sądu.

Ich prawnik walczy, by mogli ten ośrodek opuścić i zamieszkać w lokalu, który zaoferował prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce. - Przekazał nam informację, że dysponuje miejscem, gdzie może przyjąć kilka osób uchodźczych i tę rodzinę jak najbardziej weźmie. Może nawet zorganizować miejsce dla jeszcze większej liczby osób - mówi Joanna Iwińska z grupy Help for Refugees.

W ubiegły piątek rodzina z Iraku odezwała się do aktywistów jeszcze z Białorusi, ale potem udało im się przedostać do Polski. Tułali się po lasach. Dzieci były wyczerpane, wyziębione i głodne. - Ich tata - Hadi - przesłał mi filmik, na którym mała Taman przeszukiwała plecak i płakała, że nie ma w nim chleba. To było straszne, bardzo emocjonalne dla nas. Serce pękało z rozpaczy, że już natychmiast nie możemy im pomóc - przyznaje Joanna Iwińska.

Cudzoziemcom udało się pomóc, dostali od aktywistów jedzenie, wodę, ciepłe ubrania, bo te, które mieli na sobie, były mocno przemoczone. Musieli jednak pozostać w lesie do momentu otrzymania dokumentu z Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Dopiero wtedy mogli się ujawnić i Straż Graniczna zabrała ich do ośrodka. Dziś są już bezpieczni. - Nie zostali po raz kolejny wysłani z powrotem na Białoruś - mówi Joanna Iwińska. - Pomoc nie byłaby możliwa, gdyby nie aktywiści Grupy Granica i Fundacji Ocalenie - dodaje.

"Migranci powoli chyba odchodzą"

W lasach na Podlasiu w ostatnich tygodniach były prawdopodobnie setki dzieci. Ile wciąż w nich przebywa - nie wiadomo. Aktywiści od kilku dni prawie nie dostają sygnałów o tym, że ktoś potrzebuje pomocy. Nie ma informacji o tym, co stało się z ludźmi z Iraku, Syrii, Afganistanu czy Jemenu. Być być może wrócili do krajów pochodzenia, a może za jakiś czas okaże się, że znów są w lasach i potrzebują wsparcia.

"Migranci powoli chyba odchodzą... W każdym razie nie widać ich i nic o nich nie słychać od kilku już dobrych dni" - pisze na Facebooku jeden z mieszkańców strefy stanu wyjątkowego, który przez ostatnie tygodnie pomagał migrantom i uchodźcom w lasach, donosząc im ciepłe ubrania, jedzenie, wodę, leki, powerbanki, śpiwory czy folie NRC.

DOSTĘP PREMIUM