Błaszczak chwali żołnierzy, którzy zatrzymali fotoreporterów. "Dostali ode mnie nagrodę"

Szef MON Mariusz Błaszczak w wywiadzie radiowym podał, że nie udzielił żadnej reprymendy żołnierzom, którzy kilka dni temu zatrzymali fotoreporterów pracujących na Podlasiu. Wprost przeciwnie. - Dostali ode mnie nagrodę - powiedział.
Zobacz wideo

Kilka dni temu Press Clup Polska poinformował, że w miejscowości Wiejki koło Michałowa na Podlasiu "grupa osób w mundurach Wojska Polskiego" zaatakowała trzech fotoreporterów: Macieja Nabrdalika, Macieja Moskwę i Martina Diviska. Co ważne, reporterzy wypełniali swoje obowiązki zawodowe poza strefą stanu wyjątkowego, w której obowiązuje zakaz wstępu także dla dziennikarzy.

W sobotę w RMF FM o to zdarzenie pytany był Mariusz Błaszczak. Dziennikarz stacji chciał wiedzieć, czy szef MON udzielił żołnierzom "reprymendy" za zatrzymanie fotoreporterów. - Nie, dostali ode mnie nagrodę - odparł krótko Błaszczak. - Pochwaliłem ich za [to] zachowanie. Oni zachowali się jak należy - dodał.

- Obowiązkiem tych, którzy stoją na warcie jest zapewnienie bezpieczeństwa. Obowiązkiem ich jest wykazywanie stanowczości. Oni nie mogą być otwarci na to, że trzech jegomości, którzy są zamaskowani, skrada się do obozu. Oni mają stanowczo zareagować i stanowczo zareagowali - nadmienił minister obrony.

"Masz minutę!"

To, jak reagowali na fotoreporterów żołnierze, można usłyszeć chociażby na nagraniu, które opublikowaliśmy wcześniej na tokfm.pl. "Wysiadaj z samochodu, w tej chwili! Wysiadasz, czy mam cię wysadzić"- krzyczał kilkakrotnie jeden z mundurowych. Kiedy prowadzący pojazd fotoreporter poinformował, że zamierza zaparkować auto i dostosować się do polecenia, strażnik powtórzył je jeszcze kilkakrotnie. "Masz minutę" - dodał. Na nagraniu słychać też m.in., że mundurowi przeglądali zdjęcia wykonane przez reporterów.

Do zatrzymania dziennikarzy już w środę w oficjalnym komunikacie odniósł się resort obrony. Urzędnicy napisali, że "interwencja była w pełni uprawniona" i nie zgadzają się z określeniem, iż był to "atak" na fotoreporterów. Nadmienili też, że nie wiedzieli, iż mają do czynienia z przedstawicielami mediów. 

Jeden z zatrzymanych - Maciej Nabrdalik - był gościem TOK FM. W rozmowie z Mikołajem Lizutem przekonywał, że wojskowi od początku mieli świadomość, że mają do czynienia z dziennikarzami. - Przedstawiliśmy się jednemu z dwóch wartowników. Powiedzieliśmy, że jesteśmy dziennikarzami i będziemy fotografowali obozowisko z zewnątrz. Staramy się takie rzeczy załatwiać w sposób spokojny i polubowny, spodziewając się, że nie wszyscy muszą wiedzieć, że mamy takie prawo (dokumentowania) - relacjonował.

Podkreślił, że próbował tłumaczyć wojskowemu, iż jest w pracy, ale ten go zaatakował. - Przeklinał, szarpał mnie za kurtkę (po wyjściu z samochodu) i przesunął mnie w stronę ogrodzenia jakiegoś domu. Co mnie dzisiaj dziwi i złości, to to, że nas rozebrali. Żołnierz kazał opróżnić mój samochód. Wyciągnęli nawet wszystkie dywaniki. Wojskowi z długą bronią kazali nam trzymać ręce nad głową - kontynuował fotoreporter.

Słuchaj całości!

DOSTĘP PREMIUM