"Pomoc, nie przemoc". Marsz w geście solidarności z migrantami w Warszawie

"Pomoc, nie przemoc na granicy" - z takim hasłem przez ulicę Marszałkowska w Warszawie przeszedł w sobotę Marsz Troski o Oszukanych. W wydarzeniu wzięło udział kilkaset osób. Marsz był wyrazem solidarności z migrantami koczującymi na polsko-białoruskiej granicy. Podobna manifestacja - organizowana przez Matki na Granicę - odbyła się w Hajnówce.
Zobacz wideo

Marsz organizowała grupa Rodziny bez granic. Wydarzenie rozpoczęło się około godziny 14 na placu Unii Lubelskiej w Warszawie. Jego głównym celem było okazanie solidarności tym, którzy od wielu tygodni szukają pomocy. Chodzi o uchodźców i migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu, Jemenu, Libanu i innych państw, którzy utknęli na polsko-białoruskiej granicy.

- To jest jakiś chyba najbardziej podstawowy odruch serca - wspieranie ludzi, którzy zostali wplątani w dziwną, polityczną rozgrywkę, wiadomo przez kogo sterowaną - mówił reporterce TOK FM jeden z uczestników marszu. - Oni są bez wyjścia. Nie mają gdzie wrócić. Zainwestowali całą swoją kasę w to, by móc się wydostać z sytuacji okrutnej - dodawał.

- To jest marsz ponad podziałami politycznymi, dlatego postanowiliśmy się tu spotkać bez konkretnych znaków politycznych. Jedynymi flagami i jakimiś wyznacznikami naszych identyfikacji są flagi uchodźcze - zwracała uwagę inna z uczestniczek wydarzenia. 

Maszerujący mieli ze sobą transparenty z hasłami takimi jak np.: "Żadnych murów", "Pomoc, nie przemoc" czy "Nikt nie jest nielegalny". Przynieśli też symbole tego, co dzieje się na granicy, czyli m.in. folię NRC i zielone emblematy. 

Listy do uczestników marszu skierowały m.in. noblistka Olga Tokarczuk, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej Janina Ochojska czy aktywistki Grupy Granica. Uczestnicy zorganizowali też zbiórkę środków higienicznych dla kobiet przebywających w ośrodkach dla cudzoziemców. Wieczorem, w geście solidarnosci z migrantami, na zielono zostanie oświetlony Pałac Kultury i Nauki.

Podobna manifestacja odbyła się w sobotę także w Hajnówce. Tam grupa Matki na Granicę apelowała o umożliwienie organizacjom humanitarnym i medycznym działania w strefie objętej stanem wyjątkowym.

W proteście przed siedzibą Urzędu Miasta w Hajnówce wzięli udział m.in. aktywiści z różnych organizacji z całej Polski, np. z Wrocławia, Warszawy, Gdańska, Krakowa. Obecni byli także mieszkańcy Hajnówki i młodzież z tutejszego liceum.

Uczestnicy protestu przynieśli transparenty, na których napisano m.in. „Miejsce dzieci nie jest w lesie", „Bezpieczna granica to taka, na której nikt nie ginie", „Żaden człowiek nie jest nielegalny", „Moją ojczyzną jest człowieczeństwo", „Jakie kołysanki śpiewać marznącemu dziecku?". Skandowano głównie: „Miejsce dzieci nie jest w lesie".

Inicjatorka akcji "Matki na Granicę" Joanna Stańczyk ze Stowarzyszenia Dolnośląski Kongres Kobiet powiedziała, że celem akcji jest m.in. zwrócenie uwagi na kwestie pomocy uchodźcom. - Błagamy i prosimy o pomoc dla tych dzieci, dla rodziców, młodych ludzi, którzy s± czyimi¶ braćmi, synami, ojcami. Oni chcą lepszej przyszłości dla swoich dzieci (…) To nie s± nasi wrogowie, musimy im pomóc - zaznaczyła Stańczak.

Dodała, że wśród osób na granicy polsko-białoruskiej s± również dzieci chore i niepełnosprawne. - Nie możemy wyrzucać ich z Polski, musimy udzielić pomocy. Apelujemy o korytarz humanitarny, o wpuszczenie w strefę stanu wyjątkowego organizacji humanitarnych, medyków i o natychmiastowe załatwienie tej sprawy - powiedziała Joanna Stańczyk.

DOSTĘP PREMIUM