Dyrektorzy na skraju załamania? "Dzielą się nazwami leków psychiatrycznych, a nie pomysłami, jak rozwijać szkołę"

Problemy związane z pandemią i nowe Prawo oświatowe, które lada moment ma trafić do Sejmu, to problemy, którymi żyją dyrektorzy szkół. - My się teraz dzielimy nie rozwiązaniami dotyczącymi tego, jak rozwijać szkołę na przyszłość, tylko o co poprosić psychiatrę, żeby przetrwać to wszystko - mówił w TOK FM Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.
Zobacz wideo

Dyrektorzy szkół z różnych części Polski donoszą, że otrzymują od kuratoriów specjalne kwestionariusze do wypełnienia. Muszą w nich podać m.in. informacje dotyczące tego, od jak dawna pełnią swoją funkcję, czy zamierzają startować w kolejnych konkursach. - Są dyrektorzy, którzy mówią, że jak dostają takie ankiety, to wyrzucają je do kosza, bo kuratorium nie ma prawa o coś takiego pytać - poinformował Jan Wróbel.

- Myślę, że kuratorium ma prawo pytać. Zresztą kuratorium ma prawo, rękami swoich urzędników, dowiedzieć się tego bez tych wszystkich demonstracji - komentował Marek Pleśniar. Dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty potwierdził, że takie ankiety "rzeczywiście hulają" i jest o nich w środowisku szkolnym dość głośno. 

- Wygląda to fatalnie, zwłaszcza w sytuacji, gdy w grudniu ma być procedowane to "prawo karne na dyrektorów" - mówił dalej, nawiązując do projektu określanego jako "lex Czarnek".

Nowe prawo, przypomnijmy, miałoby wprowadzić wzmocnienie roli kuratorów oświaty i jeszcze większy nadzór nad zajęciami. Wprowadza także karę pozbawienia wolności do lat trzech dla dyrektorów placówek oświatowych, którzy nie dopełnią nadzoru nad dziećmi. A jeżeli następstwem tego braku nadzoru będzie np. ciężki uszczerbek na jego zdrowiu, to kara pozbawienia wolności może wynosić od trzech miesięcy do lat pięciu. Projekt ten w połowie listopada został przyjęty przez Radę Ministrów i prawdopodobnie w grudniu trafi do Sejmu. 

Pleśniar nie ukrywał, że atmosfera wśród dyrektorów jest okropna. - My się teraz dzielimy nie rozwiązaniami dotyczącymi tego, jak rozwijać szkołę na przyszłość, tylko nazwami leków psychiatrycznych i tego, o co poprosić psychiatrę, żeby przetrwać to wszystko - powiedział. Jak mówił, zna masę dyrektorów, którzy mają opiekę psychiatryczną i przyjmują leki. - To jest nasza codzienność - podkreślił.

"Nie da rady uczyć naraz i zdalnie, i stacjonarni"

Jan Wróbel pytał swojego gościa także o pandemiczną rzeczywistość w szkołach. Podkreślił, że w Warszawie każdego dnia słyszy się o kolejnych szkołach, w których całe klasy przechodzą na naukę zdalną, ponieważ któryś z uczniów jest zakażony koronawirusem. Zdaniem dziennikarza, ale też nauczyciela z długoletnim stażem, takie działanie może być nie fair wobec uczniów i ich rodziców, którzy zaszczepili się przeciwko COVID-19.

Marek Pleśniar nie podzielił tej opinii. - Zdecydowanie jestem za tym, żeby całymi klasami przechodzić na edukację zdalną lub stacjonarną - mówił. Argumentował, że sytuacji nie da się inaczej rozwiązać. - Nie mamy przecież dwóch kompletów nauczycieli w szkole. Ba, często nie mamy nawet jednego, bo jest tak duża absencja, że te dziury w planie lekcji są właściwie w każdej szkole. Nie da rady uczyć naraz i zdalnie, i stacjonarnie - przekonywał.

Jak dodał, dobrze byłoby, żeby "dzieciaki odpowiedzialnych rodziców chodziły do szkoły cały czas", ale rzeczywistość szkolna na to nie pozwala. 

DOSTĘP PREMIUM