Koniec z dorożkami na Rynku Głównym w Krakowie? Pomysłem aktywistów zajmie się rada miasta

To może być koniec z dorożkami na Rynku Głównym w Krakowie. Już kilkaset osób podpisało się pod obywatelskim projektem uchwały w sprawie usunięcia dorożek. Teraz pomysłem zajmą się radni.
Zobacz wideo

Aktywiści z krakowskiego Stowarzyszenia Obrony Zwierząt uważają, że dorożkarstwo to archaizm, a koniom dzieje się krzywda. - Występujemy w imieniu zwierząt, które same się nie obronią. Występujemy w imieniu ich dobra. Zwierzęta nie powinny w XXI wieku pracować w centrum wielkiego miasta - mówi Agnieszka Wypych, przedstawicielka tej organizacji. 

Dodaje, że zwierzęta pracują ponad siły i w złych warunkach. - Jest to niewłaściwe dla ich zdrowia. Są wykorzystywane przez 12 godzin dziennie albo i dłużej. Czasami wracają dopiero w nocy - przekonuje aktywistka. Wskazuje również, że często dochodzi do wypadków komunikacyjnych z udziałem koni dorożkarskich. 

Ponad 800 podpisów pod projektem

Pod obywatelskim projektem "Nie dla dorożek" podpisało się ponad 830 mieszkańców. Projekt KSOZ zobowiązuje prezydenta miasta m.in. do wprowadzenia zakazu wjazdu dorożek konnych na Rynek Główny oraz likwidacji postoju dorożek na Rynku. Jako termin wprowadzenia postulatów zakłada 31 grudnia 2022 roku.

W uzasadnieniu projektu uchwały stowarzyszenia czytamy: "W XXI wieku utrzymywanie takiego stanu rzeczy jest coraz bardziej palącą skazą na wizerunku miasta i jego władz. Tym bardziej, że to właśnie władze Krakowa są faktycznym organizatorem ruchu dorożkarskiego i wydają płatne koncesje na tego typu działalność, kompletnie ignorując postęp cywilizacyjny i idee współczesnej etyki, w której podkreśla się, że wszystkie istoty czujące wymagają decyzji moralnych w naszym postępowaniu względem nich".

Co na to dorożkarze?

Dorożkarze odpierają zarzuty aktywistów. Przekonują, że konie są "doglądane przez lekarzy weterynarii non stop" i że nie dzieje im się krzywda.

- Stajnie i wszystkie obiekty, z których korzystamy, są odbierane i sprawdzane przez lekarzy oraz ludzi z urzędu miasta. Tam nie ma rzeczy, które można by nam zarzucić - przekonywał w rozmowie z reporterką TOK FM jeden z dorożkarzy.

Mężczyzna utrzymywał również, że konie dorożkarskie pracują "jeden, maksymalnie dwa razy w tygodniu" i że ich praca jest i tak znacznie lżejsza w porównaniu do tej, jaką wykonują, chociażby w lesie, w innych miejscach turystycznych czy w ujeżdżalniach.

DOSTĘP PREMIUM