''To, co wydarzyło się w ośrodku w Wędrzynie, było do przewidzenia. Ostrzegaliśmy przed tym"

Straż Graniczna informuje, że w czwartek w ulokowanym na terenie poligonu wojskowego ośrodku dla cudzoziemców doszło do "buntu" części migrantów. Z naszych informacji wynika, że był to protest przeciwko fatalnym warunkom pobytu. Już kilka tygodni temu w tej sprawie alarmowali przedstawiciele RPO.
Zobacz wideo

- Tak złych warunków jak te, w których przebywają cudzoziemcy, nie stwierdziliśmy nigdy, w żadnym kontrolowanym przez nas ośrodku ani zakładzie karnym - mówi nam Przemysław Kazimirski, szef Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur, działającego przy Rzeczniku Praw Obywatelskich. Jak dodaje, warunki panujące w ośrodku w Wędrzynie uznano "za nieludzkie".

Dyr. Kazimirski podkreśla, że migranci przebywają w przepełnionych pomieszczeniach. Zdarza się, że to ponad 20 osób w jednym pomieszczeniu. Cudzoziemcy są z różnych krajów i kultur, więc nietrudno o różnice zdań i konflikty. Pomieszczenia są mocno "ascetyczne" wyposażone, jedynie w wielopiętrowe łóżka. Nie ma w nich nawet szafek na ubrania. - Wszystkie nasze rzeczy leżą na podłodze - mówi nam jeden z migrantów. Ośrodek mieści się na poligonie wojskowym, to teren piaszczysty. Piach nanosi się codziennie do pokoi. - Jest tak brudno, że coś nieprawdopodobnego - opisuje nasz rozmówca.

Potwierdza to mec. Piotr Wojciechowski, który też rozmawiał z jednym z przebywających w Wędrzynie migrantów. - Relacjonował mi, że często w związku z przeludnieniem i brakiem odpowiedniej infrastruktury, są problemy z dostępem do bieżącej wody. Jak wynika z relacji mojego rozmówcy, są też problemy z wodą pitną. Twierdzi również, że racje żywnościowe pozostawiają wiele do życzenia - mówi prawnik z Kancelarii Paprocki Adwokaci.

"Część osób nie ma nawet butów"

Cudzoziemiec, z którym rozmawialiśmy, opowiada, że na posiłki trzeba chodzić do zupełnie innego budynku, stojąc na dworze nawet po 20-30 minut. - Niejednokrotnie pada deszcz, jest zimno. Część osób, które tu przebywają, nie ma nawet butów, są w klapkach. I stoją tak na tym zimnie - opowiada mężczyzna, który chce zachować anonimowość. - To było główną przyczyną czwartkowego protestu, w który włączyli się głównie mężczyźni z Iraku - dodaje.

Straż Graniczna poinformowała wczoraj o agresywnych migrantach w ośrodku w Wędrzynie. - Około 100-osobowa grupa mężczyzn zachowuje się agresywnie. Między innymi zaczęli szarpać i niszczyć ogrodzenie. Wybite zostały też szyby w ośrodku - informowała w czwartek rzeczniczka Straży Granicznej Anna Michalska. - Chcą opuścić ośrodek, są niezadowoleni ze swojego pobytu. Te wszystkie osoby chcą dostać się do Niemiec - dodała rzeczniczka. Materiały z tego zdarzenia na swoim profilu w mediach społecznościowych udostępniła lubuska policja.

Jak mówi nam Przemysław Kazimirski, kilka tygodni temu - po kontroli w ośrodku w Wędrzynie, jego współpracownicy przekazywali SG informację, że skrajnie złe warunki pobytu i łączenie ludzi różnych kultur, przekonań czy religii mogą doprowadzić do wybuchu emocji. - Poinformowaliśmy Straż Graniczną o naszych obserwacjach i jakie to może mieć negatywne konsekwencje - podkreśla.

Brak informacji o sytuacji prawnej

Nasz rozmówca zwraca uwagę, że obok złych warunków pobytowych jest coś jeszcze. Często cudzoziemcy nie dostają informacji, jaka jest ich sytuacja prawna. W ośrodku brakuje tłumaczy, prawników. Na teren poligonu nie są wpuszczane organizacje pozarządowe (do innych ośrodków dla cudzoziemców mają dostęp, do Wędrzyna - nie). Część przebywających tu mężczyzn - a jest ich ponad 600 - została rozdzielona ze swoimi rodzinami. Nie wiedzą, gdzie są ich żony czy dzieci. To też rodzi frustracje.

Cudzoziemcy opowiadają też o trudnych warunkach do mycia się. W kabinach prysznicowych w większości brakuje zasłonek. Wskazywał na to także RPO. "Kabiny prysznicowe w łaźniach przedzielone są identycznymi murkami, nie zapewniają także osłony z trzech stron, co w ocenie Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur poważnie godzi w intymność korzystających z urządzeń sanitarnych osób" - napisano w raporcie.

Przedstawiciele RPO zwrócili też w raporcie uwagę na to, że ośrodek w Wędrzynie mieści się na terenie poligonu wojskowego, a to oznacza, że mieszkający w nim migranci niemal codziennie słyszą strzały. To powoduje dodatkową traumę, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że część tych osób doświadczyła wojny, prześladowań, przemocy. "Jest to szczególnie bulwersujące, wziąwszy pod uwagę, że wśród umieszczonych są osoby, które opuściły kraj pochodzenia w związku z toczącymi się tam konfliktami zbrojnymi, a warunki detencji prowadzić mogą do pogłębienia traum" - czytamy. Cały dokument można znaleźć tu.

Rzeczniczka Straży Granicznej Anna Michalska powiedziała dziś dziennikarzom, że wczoraj migranci zaczęli demolować ośrodek. - Zaczęliśmy prowadzić negocjacje, wezwaliśmy na pomoc funkcjonariuszy policji, pojawiła się również straż pożarna i osoby przekonały się, że trzeba czekać na dalsze decyzje administracyjne, więc sytuacja została opanowana - powiedziała. Z naszych - nieoficjalnych - informacji wynika, że wobec cudzoziemców użyto m.in. gazu.

Rzeczniczka SG na konferencji stwierdziła też, że warunki w ośrodku w Wędrzynie "były i są dobre, cudzoziemcy mają dostęp do wszystkich sanitariów, żywienie zapewnia firma cateringowa". - Wszystkie niezbędne rzeczy mają zapewnione. Czasami są to mężczyźni, którzy od kilku tygodni pozostają w tym ośrodku, chcieliby go już opuścić i udać się do Niemiec - stwierdziła.

DOSTĘP PREMIUM