"Migranci opowiadają aktywistom, że w lasach napotykają na ciała". Raport Grupy Granica o kryzysie humanitarnym

Od sierpnia u aktywistów Grupy Granica pomocy szukało ponad 5 tys migrantów. To dane z raportu opublikowanego właśnie przez wolontariuszy. - Chodziło nam głównie o pokazanie skali represji, jaką polskie władze stosują wobec osób migrujących, w tym uchodźców i uchodźczyń na granicy - mówi gość TOK FM, prof. Witold Klaus ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej.
Zobacz wideo

Granica to grupa skupiająca kilkanaście organizacji pozarządowych oraz niezależnych aktywistów i aktywistki. Wszyscy oni od wielu tygodni starają się nieść pomoc ukrywającym się w lasach ludziom. Aktywiści, podobnie jak mieszkańcy pogranicza, dostarczają uchodźcom wodę, jedzenie, leki, śpiwory czy ciepłe ubrania. Przygotowany przez nich raport opisuje m.in., jak na granicy zachowują się służby.

- Przy przygotowywaniu raportu chodziło nam głównie o pokazanie skali represji, jaką polskie władze stosują wobec osób migrujących, w tym uchodźców i uchodźczyń na granicy - mówi gość TOK FM, prof. Witold Klaus ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej. 

Jak wynika z dokumentu, od początku kryzysu humanitarnego Grupa Granica została poproszona o pomoc przez przynajmniej 5 tysięcy osób, m.in. z Iraku, Syrii, Afganistanu, Jemenu, Somalii czy Iranu. W wielu przypadkach migranci doświadczali push-backów, czyli wywózek z powrotem na Białoruś. Niektórzy nawet po kilkanaście razy. Aktywiści podają, że po analizie danych Straży Granicznej szacuje się, że od sierpnia do listopada na 30 tysięcy prób przekroczenia granicy, polskie służby dopuściły się 27,5 tysiąca wywózek na Białoruś.  

Grupa wskazuje, że przy granicy (po polskiej) stronie zmarło już co najmniej osiem osób. Ale zaznacza, że jest to prawdopodobnie zaniżona liczba. "Migrantki i migranci opowiadają aktywistom, że w lasach napotykają na ciała, niektórzy relacjonują śmierć własnych współtowarzyszy podróży" - piszą autorzy dokumentu.

Wskazują też na przemoc stosowaną przez białoruskich, ale i polskich funkcjonariuszy. Chodzi o przemoc fizyczną, ale też psychiczną: zastraszanie, wymuszanie określonych działań, niszczenie telefonów, grożenie bronią czy odmowa dostępu do żywności i wody. Migranci nie mają też dostępu do pomocy medycznej i procedur ochronnych. Odmawia się im prawa do skutecznego środka odwoławczego. Natężenie tych działań uprawnia - w ocenie aktywistów - do nazwania ich "torturami".

"To nie jest kryzys migracyjny. Migranci stają się zakładnikami"

Aktywiści piszą m.in. o tym, że to, co dzieje się na granicy - to nie jest kryzys migracyjny. "Obecna dramatyczna sytuacja ludzi uwięzionych w przygranicznych lasach to kryzys humanitarny. Jest on efektem strategii, jaką polski rząd przyjął w odpowiedzi na poczynania Aleksandra Łukaszenki wobec migrantek i migrantów" - czytamy w raporcie. I dalej: "Polskie służby rozpoczęły z władzami Białorusi przepychankę, w której stawką jest ludzkie życie".

Grupa Granica wskazuje, że działania polskich władz to próba legalizacji bezprawia. Migranci, którzy chcą złożyć wniosek o ochronę międzynarodową, nie mogą tego zrobić. Gdy składają deklarację woli, nie jest ona słyszana, a wniosek nie jest przyjmowany. "Osoby te są odstawiane na granicę i przepychane do Białorusi. Polskie władze łamią przy tym nie tylko prawo dotyczące ubiegania się o ochronę międzynarodową, w tym Konwencję Genewską oraz odpowiednie przepisy UE w zakresie postępowania uchodźczego, ale także tzw. dyrektywę powrotową" - czytamy w raporcie.

Chodzi o przepis, który przewiduje, że każda osoba, która znajduje się na terytorium UE, w tym Polski, bez ważnych dokumentów pobytowych, musi być poddana odpowiednim procedurom, które mogą skończyć się wydaniem wobec niej decyzji o zobowiązaniu do powrotu. "Innymi słowy: nikogo nie można faktycznie i fizycznie 'odstawić' na granicę i zmusić do jej przekroczenia w niedozwolonym miejscu" - czytamy.

"Polskie władze starają się nadać swoim działaniom pozory legalności"

Dlatego - zdaniem aktywistów - 20 sierpnia wprowadzone zostało rozporządzenie pozwalające Straży Granicznej na "zawracanie do linii granicy osób, które nielegalnie ją przekroczyły" - piszą twórcy raportu. I dowodzą, że "legalizacja praktyki wywózek jest jednak pozorna, gdyż to nowe postępowanie pozostaje w sprzeczności z przepisami dyrektywy powrotowej".

"Jest zatem prawdopodobne, że Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, który stoi na straży prawa unijnego, uzna te przepisy za niezgodne z dyrektywą. Tak właśnie zrobił w przypadku analogicznych praktyk w bardzo podobnej sprawie przeciwko Węgrom w wyroku z grudnia 2020 roku. Pokazuje to, że praktyka push-back jest sprzeczna z prawem unijnym" - pisze Grupa Granica. I nazywa rzeczy po imieniu: migranci i migrantki utknęli w strefie przygranicznej jednego i drugiego kraju jako zakładnicy rozgrywki politycznej między reżimem Aleksandra Łukaszenki a Polską i Unią Europejską.

Raport odnosi się również do języka, którym posługuje się władza opisując kryzys na granicy, ale też do danych udostępnianych codziennie przez Straż Graniczną. "Nieustanne epatowanie rosnącymi liczbami zarówno 'prób', jak i 'udaremnień nielegalnego przekroczenia granicy' może tworzyć atmosferę zagrożenia i obawy, a przez to wzmacniać nastroje antyimigranckie i antyuchodźcze wśród obserwatorów i obserwatorek" - czytamy w raporcie. Jego autorzy dowodzą, że epatowanie językiem wojny i liczbami "daje zafałszowany obraz i stawiają funkcjonariuszy i funkcjonariuszki przed fałszywym dylematem, w którym ochrona granic wyklucza działania humanitarne".

DOSTĘP PREMIUM