"Tchórze, którzy boją się podjąć potrzebne decyzje". Leszek Miller ostro o zachowaniu rządu w pandemii

- Z punktu widzenia rządzących podjęcie decyzji o pandemicznych restrykcjach to duże polityczne ryzyko. Ale rządzenie polega na tym, że czasem trzeba pójść pod prąd, więc to są po prostu tchórze, którzy boją się podjąć potrzebne decyzje - mówił w TOK FM były premier Leszek Miller.
Zobacz wideo

IV fala pandemii bije w ostatnich dniach niechlubne rekordy liczby zakażeń i zgonów. Rząd jednak nie odpowiada na apele ekspertów i nie wprowadza realnych ograniczeń w dostępie do usług dla niezaszczepionych. Nie zdołał też jeszcze wdrożyć przepisów pozwalających pracodawcom na sprawdzanie, czy ich podwładni są zaszczepieni. A to właśnie te pomysły - zdaniem ekspertów - podniosłyby poziom szczepień w Polsce.

- Okazuje się, że mamy codziennie po 500 zgonów w związku z COVID-19, a pan prezydent kraju twierdzi, że poczucie wolności Polaków nie pozwala na żadne obowiązkowe szczepienia. Z tego wynika, że pan Duda nie wie, że w Polsce są obowiązkowe szczepienia: na świnkę, na gruźlicę, na błonicę czy na różyczkę. To, co słyszymy od przedstawicieli obozu władzy, jest bardzo ponure, bo oznacza, że z powodów politycznych boją się zaostrzyć kurs związany ze szczepieniami - mówił w TOK FM Leszek Miller, eurodeputowany i były premier.

W jego ocenie, wszystko to dlatego że rząd Zjednoczonej Prawicy jest "słaby". - Sądząc po arytmetyce sejmowej, ten rząd wisi na jednym czy dwóch posłach - stwierdził gość TOK FM i dodał, że z punktu widzenia rządzących podjęcie decyzji o pandemicznych restrykcjach to duże polityczne ryzyko. - Ponieważ oni obawiają się, że wtedy część ich parlamentarnego zaplecza ogłosi swoje wyjście z koalicji i stracą większość w Sejmie. Bo tak się składa, że to zaplecze ma elektorat antyszczepionkowy. Ale rządzenie polega na tym, że czasem trzeba pójść pod prąd, więc to są po prostu tchórze, którzy boją się podjąć potrzebne decyzje - podkreślił Miller.

Prowadzący audycję red. Maciej Głogowski zauważył jednak, że rząd Zjednoczonej Prawicy potrafi być bardzo radykalny, np. gdy chodzi o wymiar sprawiedliwości, media czy prawa obywateli. - Bo to jest formacja polityczna, która każdą decyzję poprzedza pytaniem: "Czy to umocni naszą władzę i przybliży nas do zwycięstwa w kolejnych wyborach, czy też to nas osłabi?". A te elementy, o których pan wspomniał, przez lata zapewniały PiS-owi stabilizację w sondażach - tłumaczył.

Polityk odniósł się również do rozmów, na jakie zapraszają opozycję przedstawiciele władzy. Chodzi m.in. o spotkanie marszałek Sejmu Elżbiety Witek z szefami klubów parlamentarnych ws. walki z pandemią. - Dziwię się, że opozycja przyjmuje tego rodzaju zaproszenia. Ja bym na takie spotkanie nie poszedł, a gdyby nawet, to na samym jego początku zapytałbym, gdzie jest projekt ustawy. Jeśliby go nie było, to powiedziałbym: "Dziękuję, herbatka była bardzo smaczna", i bym wyszedł - zapewniał.

Na koniec dodał, że "spotkania u pani Witek" są pokazywane przez rządową telewizję jako dowód poparcia dla obozu rządzącego, a to - zdaniem byłego premiera - duży błąd opozycji.

DOSTĘP PREMIUM