"Współkochać przyszłam, nie współnienawidzić". Pozwani za "Atlas Nienawiści" przed sądem

Sąd w Ostrołęcie wysłuchał mów końcowych w procesie, który powiat przasnyski wytoczył twórcom "Atlasu Nienawiści". To pierwsza z siedmiu sądowych spraw przeciwko aktywistom. Pozwy za rzekome naruszenie ich dobrego imienia złożyły gminy i powiaty, wspierane przez Ordo Iuris. - Władze powiatu muszą słuchać głosu obywateli. Pozywanie za krytykę jest jedynie próbą jej tłumienia - argumentował przed sądem Jakub Gawron.
Zobacz wideo

"Atlas Nienawiści" to internetowa mapa samorządów, które przyjęły homofobiczne uchwały anty-LGBT i Samorządowe Karty Praw Rodzin. Kilka gmin i powiatów uznało, że twórcy atlasu, umieszczając je na mapie, naruszyli ich dobre imię. Stąd pozwy, przygotowane przy wsparciu prawników z Ordo Iuris.

Samorządy domagają się m.in. po 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia na lokalne organizacje, ale też zorganizowania spotkania przed Parlamentem Europejskim w Brukseli i odczytania tam przeprosin. Chce tego m.in. powiat przasnyski, który wytoczył pierwszy proces. Ten właśnie się zakończył - sąd wysłuchał mów końcowych.

"Status osób drugiej kategorii"

- Uchwały mają swój odpowiednik w przedwojennych nazistowskich Niemczech. To tabliczki z napisem "Juden sind hier unerwünscht" – czyli "Żydzi są tu niepożądani". Nie były one kategorycznym zakazem wstępu. Ale sygnalizowały Żydom, że są niemile widziani - dowodził przed sądem Jakub Gawron, jeden z pozwanych. - Tabliczki przypominały im o statusie osób drugiej kategorii. Obecne uchwały przeciwko "ideologii LGBT" kierują taki sam przekaz do osób LGBTQ. Również nie zakazują im wstępu do określonych miejsc - ale dają im do zrozumienia, że są niechętnie widziane - napisał w swoim oświadczeniu dla sądu.

Pozwani aktywiści Atlasu Nienawiści domagają się oddalenia powództwa. Przekonują, że działają w interesie społecznym, a ich celem jest m.in. monitorowanie kroków wymierzonych w społeczność LGBT. - Oddalenie powództwa będzie wkładem w obronę społeczeństwa obywatelskiego przed represjami ze strony państwa - oświadczył przed sądem jeden z pozwanych, Jakub Gawron. - Władze powiatu muszą słuchać głosu obywateli. Także tego krytycznego - dodał w swoim oświadczeniu.

W przypadku Przasnysza chodzi o Samorządową Kartę Praw Rodzin (SKPR). Władze powiatu przekonują, że nie jest to dokument homofobiczny i dlatego - w ich ocenie - samorząd nie powinien się znaleźć na mapie Atlasu Nienawiści. Tyle, że zdaniem mecenas Karoliny Gierdal, bez wątpienia również karty - podobnie jak uchwały antyLGBT - są dyskryminujące. - Tylko trzeba się w nie dokładnie wczytać - mówi adwokatka. 

"Zostałam pozwana za opracowanie powszechnie dostępnych danych"

- Konstytucyjna wolność słowa daje nam prawo nie tylko do pozyskiwania i rozpowszechniania informacji o działaniach podejmowanych przez władze publiczne - w tym samorządy, lecz także do ich oceny - argumentował przed sądem inny z twórców "Atlasu Nienawiści", Paweł Preneta. - Uczestnicząc w naszej inicjatywie korzystam z tego prawa - wyrażam swoją opinię o samorządowych uchwałach. Upublicznienie tej opinii, ocena takich działań jako "nienawistnych", nie wykraczają poza przyjęte granice debaty publicznej - dodał przed sądem.

Mowę końcową przed sądem wygłosiła też jeszcze jedna z twórczyń "Atlasu Nienawiści", Paulina Pająk. - Nigdy nie wypowiadałam się na temat powiatu przasnyskiego, którego władze z pomocą Ordo Iuris pozywają mnie o naruszenie dobrego imienia i dóbr osobistych - mówiła pani Paulina. - Mam poczucie, że zostałam pozwana raczej za opracowanie powszechnie dostępnych danych i udostępnianie ich opinii publicznej, za korzystanie z mojego prawa wolności słowa i krytyki władzy, za sprzeciw wobec kampanii nienawiści wobec osób LGBT - dodała przed sądem.

"Sprzeciw ma znaczenie"

Aktywiści mówili również o tym, że ostatnie miesiące pokazały, że sprzeciw wobec dyskryminacji i mowy nienawiści ma sens. - Jeszcze w połowie września samorządy, które przyjęły uchwały anty-LGBT i inne dyskryminujące akty prawne, zajmowały jedną trzecią powierzchni naszego kraju – dziś ich obszar jest mniejszy o połowę - dowodzili. A chodzi o to, że z pięciu województw, które przyjęły dyskryminujące uchwały, cztery uchyliły je, a piąte zmodyfikowało treść dokumentu. - Kolejne powiaty i gminy uchylają zarówno uchwały anty-LGBT, jak i Samorządowe Karty Praw Rodzin - dowodziła przed sądem Paulina Pająk.

Jak dodała, sprzeciw wobec dyskryminujących uchwał wyraziła właśnie poprzez ich monitoring. - Tzw. karty rodzin mogą blokować edukację antydyskryminacyjną czy działania organizacji na rzecz równych praw osób nieheteronormatywnych i transpłciowych. Samorządowa karta praw rodzin została zaplanowana jako część lobbingu, który jak ujął to prezes Ordo Iuris, Jerzy Kwaśniewski, ma "zatrzymać coraz śmielszy pochód dyktatury LGBT" - przekonywała Paulina Pająk. - "Współkochać przyszłam, nie współnienawidzić" - dodała na koniec cytując Antygonę. 

Wyrok przed Sądem Okręgowym w Ostrołęce - w procesie z powództwa powiatu przasnyskiego - 29 grudnia.

DOSTĘP PREMIUM