Jeden miesiąc i cztery kwarantanny. COVID-19 paraliżuje szkoły. "Siedzimy na bombie"

Dziurawe plany lekcji, zastępstwa, ciągłe kwarantanny - COVID-19 paraliżuje szkoły. W ostatnich tygodniach w całości lub częściowo zdalnie pracowała co czwarta z nich. Od września niektóre klasy już kilka razy były odsyłane na naukę w domu. - Luka edukacyjna może być nie do zasypania - alarmują eksperci.
Zobacz wideo

To już trzeci rok szkolny z koronawirusem, ale - jak twierdzą niektórzy - tak źle jeszcze nie było. Eksperci alarmują, że chaos w szkołach może doprowadzić do powstania luki edukacyjnej, która będzie trudna do zasypania. Robert Wojciechowski jest przewodniczącym rady rodziców w największej warszawskiej podstawówce nr 340 na Ursynowie. Jego córka - pierwszoklasistka - w ciągu miesiąca już cztery razy była na kwarantannie. Przez ostatni tydzień w domu musiał uczyć się też jego syn. - To wygląda strasznie - mówi Wojciechowski. - Syn ma dzień, w którym powinien mieć siedem lekcji, a odbywa się tylko WF i muzyka, bo reszta nauczycieli nie ma jak pracować - dodaje. 

Jak mówi dyrektorka CLX Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie Dorota Postek, pracę szkoły trudniej zorganizować niż rok temu. W swoim gabinecie ma tablicę, na którą wpisuje kolejne klasy przechodzące na tryb zdalny. W zeszłym tygodniu na kwarantannie było tam aż dziewięć z 16 klas. Niedawno szkoła musiała w całości przejść na tryb zdalny na dwa dni, bo w domach musiało zostać 14 nauczycieli.

- Siedzimy na bombie, bo nie wiemy kiedy klasa pójdzie na kwarantannę - mówi Postek, której trudno planować np. wyjścia do teatru. Szkole coraz ciężej też realizować program. Największym problemem dla dyrektorów są nauczyciele, którzy również trafiają na kwarantannę, bo są niezaszczepieni. - Niektórzy byli na niej po pięć czy sześć razy - dodaje dyrektorka.

"Nie ma szans na spokojną pracę"

W Warszawie w ostatnich tygodniach mniej więcej połowa placówek działa w całości lub częściowo zdalnie. Dyrektorka Biura Edukacji stołecznym ratuszu Joanna Gospodarczyk przekonuje, że to najtrudniejszy rok, pełen chaosu. - Nauczyciel nie ma szans na to, żeby zaplanować spokojną pracę z klasą. To za chwilę naprawdę nam się przełoży na jakość nauczania i wyniki uczniów - mówi Gospodarczyk.

Ostatnio dyrektorzy dostali nowe narzędzie. Według wytycznych Ministerstwa Edukacji i Nauki, jeśli mają możliwości techniczne, mogą organizować lekcje stacjonarne dla uczniów, którzy nie są objęci kwarantanną. W praktyce oznacza to, że w przypadku wykrycia zakażenia, nauczyciele mogą prowadzić lekcje w klasie dla zaszczepionych i jednocześnie transmitować je do domów uczniów przebywających na kwarantannie.

CLX LO zorganizowało w ten sposób lekcje dla maturzystów. - To się spotkało z dosyć gwałtowną reakcją rodzica, który zarzucił nas pismami wydrukowanymi z różnych stron, w odwecie, że jego córka znalazła się na kwarantannie - mówi Postek. - Działam zgodnie z prawem, więc to nie jest problem, ale jak czytam takie pisma, to sposób ich formułowania jest nieprzyjemny. To zostaje w człowieku - podkreśla nasza rozmówczyni. 

"Jedna klasa nie ma zajęć z fizyki"

COVID-19 to nie jedyny problem. Dziury w planach lekcji to również efekt braków kadrowych. O zastępstwa trudno, bo nauczyciele i tak już pracują na półtora etatu. A niektóre szkoły nadal mają wakaty. W CLX liceum w Warszawie od września brakuje nauczyciela fizyki, bo nie ma chętnych do pracy. - Kilka klas nie realizuje zajęć z fizyki - mówi dyrektorka Dorota Postek. - Jedyna nauczycielka fizyki i tak ma już dużo godzin i nie jest w stanie wziąć więcej. Myślę sobie, że gdy trzecie klasy skończą szkołę w kwietniu, to uda mi się przekonać panią, żeby wzięła godziny w tych klasach. Ale w przyszłym roku będziemy musieli nadrabiać - ubolewa dyrektorka. 

Poziom umiejętności uczniów po miesiącach pandemii i tak już jest niski. Przekonują się o tym nauczyciele akademiccy. - Widać lukę edukacyjną absolwentów liceów - mówi szef Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP Janusz Szczerba. - Na uczelniach są zajęcia wyrównawcze dla studentów pierwszego roku, żeby mogli nadgonić.

Prywaciarze zyskają

Zdaniem Igi Kazimierczyk, prezeski fundacji Przestrzeń dla Edukacji, chaos w szkołach już widać. Jak twierdzi, rodzice coraz częściej będą wybierać szkoły niepubliczne, albo wysyłać dzieci na korepetycje, co tylko pogłębi różnice społeczne.

- Uczniowie z rodzin, które nie mają takich możliwości, nie tylko ekonomicznych, ale też czasowych, żeby rodzice nadrobili pewne zaległości, będą te zaległości ciągnąć za sobą latami - mówi ekspertka.  Jej zdaniem dotyczy to np. edukacji językowej czy matematycznej. Jeśli takich umiejętności zabraknie na początku, trudno będzie je nadrobić.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM