Proces ojca Rydzyka odroczony. Możliwe, że w ogóle nie dowiemy się o dotacjach dla fundacji Lux Veritatis

Proces ws. Fundacji Lux Veritatis, której zarząd oskarżono o nieujawnienie wydatków fundacji z publicznych pieniędzy, zakończy się prawdopodobnie dopiero w drugiej połowie stycznia - dowiedziała się PAP od stron tego procesu. Rozprawa zaplanowana na czwartek została odwołana.
Zobacz wideo

Sprawa, którą Sieć Obywatelska Watchdog wytoczyła trzyosobowemu zarządowi Fundacji Lux Veritatis, dotyczy nieujawnienia wydatków fundacji z publicznych pieniędzy. Stowarzyszenie podkreśla, że odpowiedzi ostatecznie udzielono, jednak była ona spóźniona i niepełna. Prokuratura najpierw odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie, a potem dwukrotnie je umorzyła. Stowarzyszenie złożyło więc do sądu subsydiarny akt oskarżenia. Objęci nim zostali: prezes fundacji o. Tadeusz Rydzyk oraz członkowie zarządu o. Jan Król i Lidia Kochanowicz-Mańk.

Proces, toczący się przed Sądem Rejonowym Warszawa-Wola, miał zakończyć się w czwartek. Jak poinformowała PAP sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie, termin został jednak odwołany. Stowarzyszenie Watchdog podało, że wniosek w tej sprawie złożyła obrona, powołując się na zły stan zdrowia jednego z oskarżonych.

Kwestia jawności przed TK

Z informacji uzyskanych od stron postępowania wynika, że kolejny termin prawdopodobnie wyznaczony zostanie dopiero na drugą połowę stycznia. Do tego czasu przed Trybunałem Konstytucyjnym Julii Przyłębskiej może zapaść już orzeczenie ws. przepisu dotyczącego dostępu do informacji publicznej, który jest podstawą aktu oskarżenia. Rozprawę przed TK wyznaczono na 15 grudnia - jeśli Trybunał uzna, że zaskarżony przepis jest niekonstytucyjny, możliwe jest umorzenie całego postępowania.

Jak pisała ostatnio "Gazeta Wyborcza", w składzie sędziów, który w TK rozpatrywać będzie tę sprawę zasiadać będą m.in. Wojciech Sych - jako przewodniczący, Stanisław Piotrowicz oraz Krystyna Pawłowicz - jako sprawozdawca. Co ciekawe, jak donosił dziennik, byłej posłanki Prawa i Sprawiedliwości w owym składzie początkowo nie było, a funkcję sprawozdawcy pełnić miała Julia Przyłębska. W lipcu jednak doszło do cichej zamiany miejsc.

O stwierdzenie niekonstytucyjności niektórych przepisów o dostępie do informacji publicznej w lutego tego roku wniosła I prezes SN Małgorzata Manowska. To właśnie na ten fakt powoływała się obrona i prokuratura, chcąc zawieszenia postępowania ws. Fundacji Lux Veritatis. Sąd nie zgodził się na zawieszenie procesu. Oddalił również pozostałe wnioski dotyczące umorzenia postępowania. Proces ruszył w czerwcu, na trzecim z wyznaczonych terminów.

Sprawa od samego początku wzbudzała duże emocje. O to, czym jest motywowana, już na pierwszym posiedzeniu pytał obrońca o. Tadeusza Rydzyka mec. Maciej Zaborowski. Jego zdaniem mediom nie zależy na wyjaśnieniu sporu. - Chcą jednego: zobaczyć na tej ławie oskarżonych naszych klientów. Chcą tego obrazka, kiedy oni wchodzą do sądu, wychodzą z sądu, jest odczytywany akt oskarżenia, co w sposób bezpośredni narusza ich dobra osobiste i w stawia w negatywnym świetle - mówił.

Ojciec Rydzyk nie przyznaje się do zarzutów

O. Rydzyk nigdy nie stawił się jednak w siedzibie wolskiego sądu, a jedynie w Sądzie Rejonowym w Toruniu. W rozprawie uczestniczył poprzez wideokonferencję. Jak podkreślał, "w żadnym razie" nie przyznaje się do stawianego mu zarzutu. Przekonywał też, że w procesie chodzi o odebranie dobrego imienia Telewizji Trwam oraz "niszczenie wszystkiego, co polskie i katolickie". - Cały czas służę Polsce, narodowi, a mój naród mnie tutaj oskarżył - mówił. Wcześniej, w specjalnym apelu opublikowanym na stronie Radia Maryja, duchowny nazwał podejmowane działania "nękaniem". Dodawał, że nie rozumie, dlaczego jego fundacja ma tłumaczyć się "siłom spoza Polski".

W procesie przesłuchano łącznie pięciu świadków, w tym czterech pracowników fundacji. Z ich zeznań wynikało, że osobą odpowiedzialną za udzielanie informacji publicznej była Lidia Kochanowicz-Mańk. Pracownica odpowiedzialna za sporządzenie odpowiedzi na wniosek Watchdoga podkreślała, że nigdy nie kazano jej niczego zataić, a nad odpowiedzią pracowała przez kilka miesięcy, starając się, by była jak najbardziej wyczerpująca.

Zeznania składał również prezes Watchdoga Szymona Osowski, pod adresem którego pełnomocnicy członków zarządu fundacji kierowali szereg pytań o finansowanie stowarzyszenia. - Wielokrotnie padało tutaj to, że jesteśmy finansowani z zagranicy (...) Padało to, że działamy na czyjąś korzyść. To twierdzenia bezpodstawne i jedynym ich celem jest zdyskredytowanie organizacji. Nigdy nikt na nas nie wpływał, zarówno z osób fizycznych, jak i instytucji - to działanie, z którym się nigdy nie spotkałem - mówił.

DOSTĘP PREMIUM