"To już nawet nie jest państwo z tektury". Bochniarz o rządzie, który "udaje" wprowadzanie restrykcji

Od 15 grudnia będą obowiązywać nowe restrykcje pandemiczne, m.in. zmniejszenie limitów frekwencji w hotelach czy restauracjach. Wciąż nie wiadomo jednak, jak miałyby być one egzekwowane. - Władza tworzy świat kompletnie odległy od realnego. Udajemy, że wprowadzamy jakieś przepisy, które nie mają żadnego znaczenia - komentowała w TOK FM Henryka Bochniarz z Konfederacji Lewiatan.
Zobacz wideo

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało we wtorek m.in. zmianę limitów frekwencji dla niezaszczepionych w kościołach, hotelach, restauracjach czy obiektach sportowych. Od następnej środy ten limit miałby wynosić 30 proc. dopuszczalnej liczby gości. Nie wiadomo jednak jak miałoby wyglądać jego egzekwowanie, bo przedsiębiorcy nie mają prawa wymagać od klientów przedstawiania dowodów zaszczepienia. Przedstawiciele rządu nie potrafili odpowiedzieć na pytanie o konkretne przepisy w tej sprawie. - Wszystko jedno czy to będzie taki limit czy inny, on sam w sobie nie ma żadnego znaczenia, gdy nie ma narzędzi do jego kontrolowania. Dzisiaj jedyne na co możemy liczyć - i tak się dzieje w wielu firmach czy lokalach usługowych - to dobra wola konsumentów czy pracowników - mówiła w audycji EKG Henryka Bochniarz, przewodnicząca Rady Głównej Konfederacji Lewiatan. 

Przedsiębiorcy są zdezorientowani rządowymi zapowiedziami w sprawie nowych obostrzeń wprowadzanych od przyszłego tygodnia. - Może już lepiej, żeby nic nie mówili, bo my wiemy, że i tak sami musimy to wszystko sobie zorganizować - stwierdziła Bochniarz. 

Gościni TOK FM była oburzona zapowiedziami Ministerstwa Zdrowia o tym, że sanepid będzie kontrolować przedsiębiorców. - Pan minister straszy kontrolami, ale to już nawet nie jest zabawne, przecież nikt nie ma żadnych instrumentów do sprawdzania paszportów covidowych, w tym sanepid - oceniła. - Władza tworzy świat kompletnie odległy od realnego. Udajemy, że wprowadzamy jakieś przepisy, które nie mają żadnego znaczenia - dodała.

"Nikt nie wie, jakby to miało wyglądać"

Szefowa Rady Głównej Lewiatana zastanawiała się nad zapowiadaną przez rząd możliwością wymagania przez pracodawców od pracowników negatywnego testu na COVID-19. - Nikt nie wie, jakby to miało wyglądać - zastanawiała się Henryka Bochniarz.

Minister zdrowia poinformował wczoraj o takim rozwiązaniu, miałoby ono działać w miejsce paszportów. Chodziłoby o fundowane przez państwo testy antygenowe wykonywane na życzenie. Różnica wobec tych, które są wykonywane dzisiaj, miałaby polegać na tym, że testy pracownicze nie wiązałyby się z urzędową kwarantanną, z jaką wiążą się dzisiaj państwowe testy PCR. Ministerstwo nie poinformowało jednak ani o tym, od kiedy takie rozwiązanie miałoby obowiązywać, ani jak dokładnie miałoby działać. Nie wiadomo też czy pracodawcy mieliby korzystać z testów zamiast paszportów czy równolegle z nimi.

- To wszystko to zaprzeczenie profesjonalizmu i zasady zaufania do władzy. O ile w pierwszej czy drugiej fali pandemii, nie za bardzo wiedzieliśmy, jak się w tym wszystkim odnaleźć, o tyle teraz nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego chaosu, nieprzewidywalności i nieprzygotowania - mówiła Henryka Bochniarz.

Krytykowała brak planu i zauważała, że zespoły naukowe - w tym zespoły matematyków - na bieżąco przygotowują trafne prognozy przebiegu pandemii. - To już nawet nie jest państwo z tektury, chyba z papieru jakiejś czwartej kategorii. To niewybaczalne - powiedziała gościni audycji.

DOSTĘP PREMIUM