"Najbardziej przestraszony był esbek, który pytał: panie Komorowski, a co to z tego kurna będzie"

- Nie wystawia się ojczyźnie rachunków za własną służbę wolności, mnie to razi - mówił w Poranku TOK FM były prezydent Bronisław Komorowski, odnosząc się do sprawy Andrzeja Gwiazdy i jego walki o odszkodowanie za internowanie w stanie wojennym.
Zobacz wideo

Mija 40 lat od wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku władzę przejęło wojsko pod przywództwem generała Wojciecha Jaruzelskiego. W jego trakcie zginęło co najmniej kilkadziesiąt osób. Służby internowały ponad 10 tysięcy działaczy "Solidarności". Jednym z internowanych był Bronisława Komorowski. 

- To aż dziwnie pomyśleć, że to minęło już 40 lat. Ale wspomnienia są świeże - przyznał w Poranku TOK FM. - Byłem aresztowany 12 grudnia. Jeszcze przed północą do naszego małego mieszkania na Bruna w Warszawie załomotało ZOMO, Milicja Obywatelska i oficer SB, który był z całej grupy chyba najbardziej przestraszony i pytał: "panie Komorowski, a co to z tego kurna będzie?" - wspominał były prezydent.

Najpierw, jak dodawał, zawieźli go na komendę MO na Mokotowie, potem przewieziono do aresztu na Białołęce, gdzie spędził około tygodnia, a przed świętami trafił do aresztu do Jaworza. - Te momenty były pełne niepewności, szczególnie przeżywali to działacze "Solidarności", którzy nie mieli wcześniej stażu działania w opozycji. My już byliśmy już "ostrzelani". Wielu z nas, ja także, byliśmy już wielokrotnie aresztowani wcześniej (…), więc myśmy trochę - nadrabiając miną - starali się ich podtrzymywać na duchu - mówił gość Dominiki Wielowieyskiej.

Przyznał, że wszyscy niepokoili się najbardziej o swoje rodziny. Ale byli też związkowcy, którzy obawiali się o swoje zakłady pracy i kolegów ze związku. - Były skrajne poglądy odnośnie tego, co się nam wydarzy. Jedni sądzili, że zaraz przyjdą związkowcy i nas odbiją, a "Solidarność" wywoła generalny strajk i on będzie zwycięski. A inni już widzieli nas gdzieś tam pod murem rozstrzeliwanych - dodawał Komorowski.

Podkreślił też, że jednym z najbardziej symbolicznych dla niego wspomnień z tamtego okresu jest moment, w którym przenosili ich do cel jednego z pawilonów na Białołęce. Były prezydent, wraz z innymi zatrzymanymi, szli między szpalerem straży więziennej wyposażonej w broń, hełmy, tarcze i mające psy służbowe. - Nikogo nikt nie bił, ale chodziło o wytworzenie takiej atmosfery grozy - powiedział. - Apogeum nastąpiło, jak weszliśmy do tego pawilonu i tam na półpiętrze stał telewizor, z którego ciągle leciało wystąpienie Wojciecha Jaruzelskiego informującego całą Polskę, że wprowadzono stan wojenny - dodawał.

Andrzej Gwiazda walczy o odszkodowanie

Na koniec prowadząca audycję red. Dominika Wielowieyska pytała o sprawę Andrzeja Gwiazdy. Opozycjonista domaga się odszkodowania w wysokości 2 mln zł za odszkodowanie w stanie wojennym. Podczas toczącego się w tej sprawie postępowania sąd przyznał mu 400 tys. zł, ale Gwiazda się nie zgodził. 22 grudnia Sąd Apelacyjny w Gdańsku ogłosi wyrok w procesie.

Komorowski w TOK FK skomentował tę sprawę krótko. - Nie wystawia się ojczyźnie rachunków za własną służbę wolności, więc mnie to razi - powiedział. Jak dodał, on sam ma problem, by wystąpić o dodatek z tytuły represji do własnej emerytury. - Więc mnie się to nie podoba, ale pewnie są takie przypadki, kiedy ludzie bardzo dzielni ponieśli na tyle poważne straty przed wieloma laty, że sobie potem w życiu już nie radzili. Takich osób pewnie nie jest sporo i takie osoby bym traktował na jakichś ekstra zasadach, ale nie przez odszkodowania, ale raczej jako formę właśnie dodatku do emerytury czy emerytury specjalnej - podsumował były prezydent.

DOSTĘP PREMIUM