Wpadli w długi, by dostać się do lekarza. "Nawet mnie, komornikowi, czasami ciężko wyłączyć emocje"

Gdy w czasie pandemii dostanie się do lekarzy specjalistów graniczyło z cudem, część chorych wybierała wizyty prywatne. - Niestety dla wielu osób ta ostania deska ratunku stawała się finansowym gwoździem do trumny - mówi komornik sądowy Robert Damski.
Zobacz wideo

Kolejne fale epidemii koronawirusa paraliżowały system publicznej ochrony zdrowia. Dostanie się do lekarza - w ramach ubezpieczenia - graniczyło z cudem. Przed szpitalami stały długie kolejki karetek z pacjentami wymagającymi natychmiastowej pomocy, szpitalne sale przepełnione były dostawianymi łóżkami. Uwaga i siły skupione były przede wszystkim na walce z koronawirusem. Zdarzało się, że chorzy cierpiący na inne schorzenia byli zostawieni sami sobie.

Wiele osób nie mogło sobie pozwolić na to, by czekać na konsultację lekarską i decydowało się na wizyty prywatne, nawet kosztem dodatkowego zapożyczania się. 

- Mam wielu dłużników, których długi są związane właśnie z koniecznością opłacenia wizyt w prywatnej służbie zdrowia w czasie pandemii - mówi Robert Damski, komornik sądowy przy Sądzie Rejonowym w Lipnie w województwie kujawsko-pomorskim. - COVID-19 spowodował, że publiczna służba zdrowia stała się mocno niewydolna. Osoba, która w czasie pandemii dowiadywała się o swojej chorobie, nie była w stanie skorzystać z pomocy lekarskiej. Teleporady nie wystarczały i ostatnią deską ratunku były wizyty prywatne. A to jest płatne - tłumaczy nasz rozmówca.

Pieniądze na prywatne wizyty łatwo było dostać m.in. z różnych firm pożyczkowych. - Firmy te, w mojej ocenie, miały w czasie pandemii i lockdownów dobry czas dla swojego biznesu - ocenia. Jak mówi komornik, jest spora grupa osób, która tam zaciągała pożyczki właśnie na leczenie.

"Ciężko wyłączyć emocje"

Opowieści zadłużonych są często bardzo dramatyczne. - Nawet mnie, jako komornikowi, czasami ciężko wyłączyć emocje - przyznaje Damski.

Wśród pożyczkobiorców są na przykład rodziny, w których z powodu COVID-19 zmarł ojciec, który jako jedyny zarabiał. - Rodzina miała plan wychodzenia z długów, bo ojciec miał podpisany kontrakt z pracodawcą, miał zarabiać, a tu nagle wszystko się rozsypało jak domek z kart. To nie są osoby, które uciekały przed komornikiem. Wprost przeciwnie, chciały spłacić swoje zobowiązania, ale lockdown wszystko im zrujnował - tłumaczy nasz rozmówca.

Komornik zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: w czasie pandemii obowiązuje zakaz określonych licytacji. - Zgodnie z przepisami, nie przeprowadza się licytacji nieruchomości, które służą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych dłużnika. Konsekwencje są znaczące: dług cały czas narasta, dłużnikowi naliczane są odsetki, wierzyciel nie może odzyskać swojego długu - wyjaśnia Przemysław Małecki z Krajowej Rady Komorniczej.

- Czyli jeśli dłużnik ma dom czy mieszkanie, które można byłoby sprzedać, a pieniądze przekazać wierzycielowi, to w pandemii jest to niemożliwe - podkreśla Robert Damski.

Z danych Krajowej Rady Komorniczej wynika, że w 2019 roku dokonano sprzedaży nieruchomości w trybie licytacji publicznej 7594 razy. - Natomiast w roku 2020, w którym wprowadzono zakaz, ta liczba spadła i było to 5397 licytacji. W tym roku jest podobnie - dodaje Małecki.

Kto pierwszy poprosił o zawieszenie długów?

Pandemia to także e-licytacje. Początkowo dotyczyły wyłącznie ruchomości (samochody, wyposażenie sklepów czy hoteli) - od niedawna można w ten sposób licytować także nieruchomości. Warunkiem udziału w przetargu na portalu elicytacje.komornik.pl jest utworzenie indywidualnego konta w systemie teleinformatycznym.

Komornicy, zwłaszcza na początku, zauważyli coś jeszcze. Otóż pierwszymi, którzy zapukali do komorników z prośbą o zawieszenie długów w związku z pandemią, byli... dłużnicy alimentacyjni.

- Było to zaskakujące, że nie była to wcale pani, która prowadziła zakład fryzjerski i z dnia na dzień musiała go zamknąć z powodu lockdownu. Nie byli to również właściciele lokali gastronomicznych, ale właśnie dłużnicy alimentacyjni. Poczuli się usprawiedliwieni, że w czasie pandemii mogą być zwolnieni z płacenia alimentów - mówi nam Robert Damski.

Długi Polaków w czasie pandemii

Jak wynika z danych, długi Polaków w czasie pandemii zmniejszyły się. Kwota niespłaconych zobowiązań spadła po półtora roku epidemii do 77,8 miliarda złotych. Spadła też liczba dłużników, najbardziej w grupie 18-24 lat - wynika z raportu Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK.

Warto jednak odnotować, że jednocześnie wzrosła - o 182 złotych - średnia zaległość dłużników, do kwoty 28 530 złotych.

DOSTĘP PREMIUM