Pod CPK mają wywłaszczyć ponad 1000 osób. Gdzie? Nie wiadomo. "Takiej liczby nie da się zapakować do autobusów i wywieźć"

Mieszkańcy Baranowa i okolic protestują przeciwko budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego. - Przez cztery lata nie potrafiono nam przekazać dokładnej lokalizacji lotniska - mówił w TOK FM Robert Pindor z Rady Społecznej ds. CPK. Jak dodał, za rok mają rozpocząć się wywłaszczenia, a mieszkańcy nie wiedzą, gdzie mają się wynieść.
Zobacz wideo

O tym, że w Baranowie powstać ma gigantyczny port władza mówi od kilku lat. Gdzie dokładnie to się stanie? Tego już nie precyzuje. Dopiero w zeszłym tygodniu, na specjalnej konferencji, rządowa spółka CPK i wiceminister Marcin Horała przedstawili lokalizację planowanego Centralnego Portu Komunikacyjnego. Zgodnie z zapowiedziami teren lotniska ma zająć ponad 41 tysięcy kilometrów kwadratowych. Od północy ograniczony będzie miejscowościami Szymanów i Kaski, od zachodu ma przebiegać częściowo między miejscowościami Maurycew w Teresinie i Aleksandrów w Wiskitkach, na południu m.in. przez Janówek i Stary Drzewicz, a od wschodu granicą ma być ul. Południowa w Starej Pułapinie.

Teren ten obejmuje około 520 budynków mieszkalnych na ok. 3 tys. 800 działek ewidencyjnych. Według szacunków, zamieszkuje go nieco ponad 1 tysiąc osób.

Awantura w remizie

Tego samego dnia, kiedy minister Horała przedstawiał ambitne wizje budowy CPK, w remizie Baranowie miało odbyć się posiedzenie Rady Społecznej. Doszło jednak do karczemnej awantury. Na miejscu stawili się mieszkańcy wspierani przez rolników z Agrounii. Rzucali jajkami, skandowali hasła o "oszustach". Wiceminister Horała napisał na Twitterze, że jest "oburzony" takim przebiegiem spotkania. 

Czy jest się jednak czemu dziwić? - Zapowiedź budowy portu padła już cztery lata. Przez cały ten czas nie potrafiono przekazać mieszkańcom ani dokładnej lokalizacji [lotniska], ani informacji o tym, które nieruchomości będą podlegały wywłaszczeniom. Do tej pory tego precyzyjnie nie wiemy - mówił w TOK FM Robert Pindor, wiceprzewodniczący Rady Społecznej ds. CPK.

Jak dodał, mieszkańcy nie wiedzą, jakie odszkodowania otrzymają za swoje nieruchomości ani tego, gdzie mają się wyprowadzić. - Wywłaszczenia mają się zacząć już za około 12 miesięcy, natomiast do tej pory nie ma żadnych informacji na temat wioski zastępczej. Ewentualne wywłaszczenia mają dotyczyć około 1500 osób, być może 2 tysięcy. Takiej liczby nie da się zapakować do autobusów i wywieźć. Potrzeba rozwiązań systemowych, a tych nie ma - przekonywał.

- Właśnie takie oczekiwanie - w niepewności, przez cztery lata - wywołało słuszne oburzenie mieszkańców - mówił dalej Pindor. 

Dopytywany, czy mieszkańcy zaakceptowali najnowszy pomysł rządu dotyczący lokalizacji CPK - wiceprzewodniczący odparł, że nie, ponieważ nikt go z nimi nie konsultował. Gość TOK FM podkreślał zresztą, że nie konsultowano go także z samorządami. - Więc można powiedzieć, że ta inwestycja jest w tym miejscu projektowana tak trochę siłowo i wbrew wszystkim - stwierdził.

Kilka dni temu "Fakty" TVN opublikowały materiał, w którym cytowano fragmenty raportu Najwyższej Izby Kontroli na temat CPK, do którego mieli dotrzeć dziennikarze. W raporcie podano m.in., że "zapowiadane terminy budowy są niemożliwe do dotrzymania i że nie został opracowany budżet finansowy programu CPK po 2023 roku", czyli po rozpoczęciu budowy. Przypomnijmy, zgodnie z planami rządu - lotnisko powinno powstać w 2027 roku.

"Fakty" TVN podały też, że tylko w 2020 roku zarząd spółki budującej Centralny Port Komunikacyjny otrzymał prawie trzy i pół miliona złotych wynagrodzenia. W zarządzie są trzy osoby. W całej spółce ma pracować niemal 600 osób. 

Spółka CPK odpowiedziała na materiał TVN, przekonując, że "zawierał szereg nieprawdziwych informacji, półprawd i manipulacji". 

DOSTĘP PREMIUM