"Łukaszenka nie jest wytłumaczeniem dla tego, że - my Polacy - traktowaliśmy ludzi w sposób nieludzki"

- Chciałem spytać pana dr Piechę, który jest ginekologiem, co by pan radził w środku lasu kobiecie, która od dwóch tygodni krwawi z dróg rodnych? Łukaszenka nie jest wytłumaczeniem dla tego, że - my Polacy - traktowaliśmy tych ludzi w sposób nieludzki - mówił na sejmowej komisji zdrowia dr Jakub Sieczko, koordynator Medyków na Granicy.
Zobacz wideo

Wolontariuszy z grupy Medycy na Granicy uczestniczyli w czwartek w posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia. Spędzili na granicy miesiąc, pomagali dzięki wsparciu wielu ludzi, którzy wsparli ich zbiórkę.

W Sejmie dostali na swoje wystąpienie ledwie... około 25 minut. Dodatkowo, wiceprzewodniczący komisji co chwilę ich pospieszał, mówiąc, że czekają już kolejni goście. Polityk na koniec stwierdził, że w Polsce jest demokracja, bo lekarze mogli przyjść do Sejmu i opowiedzieć, co robili na Podlasiu i co tam zastali.

"Czy rząd PiS uważa, że osoby, które są na granicy, to ludzie"?

- To medycyna z pola walki. Stopa okopowa, czyli martwiczo-ropne zmiany stóp, była przypadłością typową dla żołnierzy przebywających w okopach. Teraz była przypadłością typową dla naszych pacjentów - mówiła Kaja Filaczyńska z Medyków na Granicy. Lekarka mówiła też o hipotermii i wielu innych problemach, wynikających głównie z warunków pogodowych i braku wody do picia. Jak dodała, nie byłoby takich sytuacji, gdyby uchodźcom zapewniono godziwe warunki.

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska przekonywał, że na Podlasiu - tak jak w całej Polsce - działa system ratownictwa medycznego. Lekarze mówili jednak coś zupełnie innego. - Na analogicznym terenie kraju dyspozytor nie zadaje pytania o narodowość i status prawny osoby poszkodowanej - pyta jedynie o to, jakiej wymaga pomocy. Na Podlasiu takie pytania padają - oceniła Filaczyńska.

Posłanka opozycji Marcelina Zawisza wskazała przy tym, że jest w polskich przepisach art. 162 Kodeksu karnego, odnoszący się do nieudzielania pomocy osobie w niebezpieczeństwie: "Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

- W tych przepisach nie jest napisane ani o obywatelu, ani o Polaku, tylko o pomocy człowiekowi. Więc ja mam pytanie, czy generalnie rząd PiS uważa, że te osoby, które są na granicy, to ludzie? - pytała Zawisza.

Karetki odmawiają przyjazdu

Z relacji lekarzy, jakie przedstawili w Sejmie, wynikało też, że dochodziło do sytuacji, kiedy karetka w ogóle nie chciała przyjechać. - Panie ministrze, to nie jest prawdą, że zasady udzielania pomocy medycznej są obecnie na Podlasiu analogiczne jak na pozostałym terytorium RP. Nie jest prawdą, że udzielają pomocy każdej osobie, która tego potrzebuje - grzmiał dr Jakub Sieczko, koordynator Medyków na Granicy.

- Jeden z pacjentów był w bardzo ciężkim stanie. Wiedzieliśmy, że dojazd do niego zająłby nam godzinę. Dlatego zadzwoniliśmy na dyspozytornię medyczną z prośbą o pilne zadysponowanie tam najbliższego zespołu ratownictwa medycznego. Dyspozytor powiedział, że z powodu tego, że lokalizacja tego pacjenta jest niepewna - nie może wysłać karetki. My jechaliśmy godzinę do nieprzytomnego człowieka i natychmiast go znaleźliśmy - mówił Sieczko.

- Pomoc lekarska jest na granicy absolutnie niewystarczająca - alarmowała posłów dr Hanna Machińska, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. Wskazała również, że dziś wielu uchodźców potrzebuje wsparcia psychiatrycznego. - Byliśmy świadkami nocnej pomocy dla 15-letniej dziewczynki w dramatycznej sytuacji psychiatrycznej. I okazuje się, że tej pomocy nie można szybko udzielić - mówiła Machińska. Jak dodała, RPO skierował do premiera raport o sytuacji na granicy - jest jednak objęty klauzulą tajności i nie można go ujawnić, bo dotyczył sytuacji ze strefy stanu wyjątkowego.

Kalina Czwarnóg z Fundacji Ocalenie opowiedziała posłom o młodym, znalezionym w lesie mężczyźnie w głębokiej hipotermii i z urazem klatki piersiowej. Nie mógł sam iść. Trafił do szpitala, skąd bardzo szybko - w ciągu kilkunastu godzin - zabrała go Straż Graniczna. - Chciałabym, abyście państwo wiedzieli, że przedstawiciele polskich służb ciągnęli tego człowieka za ręce po ziemi. Tak wygląda odstawianie na linię granicy naszych pacjentów - mówiła Czwarnóg.

"Co by pan radził w środku lasu kobiecie, która od dwóch tygodni krwawi z dróg rodnych?"

Dr Jakub Sieczko zwrócił się bezpośrednio do posłów PiS z sejmowej Komisji Zdrowia, którzy są z zawodu lekarzami. - Chciałem spytać pana doktora Latosa, który jest radiologiem, jak ocenia pan czułość i swoistość badania USG wykonywanego w środku lasu? Chciałem spytać pana dr Piechę, który jest ginekologiem, co by pan radził w środku lasu kobiecie, która od dwóch tygodni krwawi z dróg rodnych albo jak ocenia pan to, że z powodu sepsy zmarła 38-letnia kobieta w ciąży w szpitalu w Hajnówce? Chciałem spytać pana doktora Hoca, panią doktor Płonkę i panią doktor Sójkę - to są interniści - jak w środku lasu leczyliby kwasicę metaboliczną i ciężką niewydolność nerek? To są sytuacje, które spotykaliśmy i to są sytuacje spowodowane tym, jak polskie państwo traktuje tych ludzi. Łukaszenka nie jest wytłumaczeniem dla tego, że traktowaliśmy tych ludzi - my jako Polacy - w sposób nieludzki - przekonywał dr Jakub Sieczko.

DOSTĘP PREMIUM