Zero szczepionek przekazanych Polakom w Wietnamie. "Zebraliśmy mnóstwo niezasłużonych gratulacji"

Ani jedna szczepionka z deklarowanych przez resort zdrowia ok. 200 dawek nie dotarła do Polaków mieszkających w Wietnamie. Latem, gdy w Polsce cieszyliśmy się oddechem od pandemii, nasi rodacy mieszkający w tym azjatyckim kraju rozpaczliwie szukali możliwości zaszczepienia się przeciw COVID-19.
Zobacz wideo

Liczący ok. 100 mln mieszkańców Wietnam z początkiem czerwca tego roku kompletnie przestał sobie radzić na froncie walki z pandemią i doświadczył pierwszej poważnej fali zakażeń. W lipcu władze wprowadziły bardzo ostre obostrzenia, głębsze niż lockdowny znane z Europy. 

W Polsce był to czas, kiedy szczepionki były już bez problemu dostępne dla wszystkich, a zapisanie się na szczepienie nie było żadną trudnością. W tej sytuacji grupa Polaków mieszkających w Wietnamie zwróciła się z apelem do polskich władz, przedstawionym również na antenie TOK FM, o przekazanie im ok. 200 dawek szczepionki. Deklarowali, że pokryją koszt ich transportu i dystrybucji, sami mieli też zorganizować podanie szczepionek. 

Reakcja była bardzo szybka. Minister zdrowia Adam Niedzielski deklarował, że Polacy w Wietnamie dostaną szczepionki, i to w najbliższym czasie. Potem w TOK FM Anna Goławska, ówczesna wiceminister zdrowia twierdziła, że toczą się rozmowy z rządem wietnamskim, że wyjaśniane są kwestie prawne po naszej stronie. W połowie sierpnia na stronie polskiej ambasady w Wietnamie pojawił się nawet wpis, który mógł sugerować, że lada chwila ruszą zapisy na szczepienia. Odtrąbiono sukces i... o sprawie zapomniano.

Nie dało się

Okazuje się jednak, że do Polaków w Wietnamie żadne szczepionki z Polski nie dotarły. Mówią to oni sami, potwierdzają to również nasze władze. Odpowiedzialny za program szczepień minister Michał Dworczyk odesłał po odpowiedzi w tej sprawie do Agencji Rezerw Materiałowych, ta do resortu zdrowia, a ten - do MSZ. Tam usłyszeliśmy, że szczepionki do Wietnamu nie dotarły, bo nie było takiej możliwości. 

- Te szczepionki do Wietnamu nie dotarły. Zebraliśmy wiele niezasłużonych gratulacji - przyznaje mieszkająca w Wietnamie Beata Ufniarz, która była jedną z inicjatorek apelu do polskich władz. Dodaje, że doszło za to do przekazania polskiej pomocy dla Wietnamu - w postaci 500 tys. dawek szczepionek. Ale przeznaczonych dla obywateli Wietnamu. 

Polska chciała, by umowa z Wietnamem była szersza i obejmowała również odsprzedaż kilku milionów dawek. Do tego jednak nie doszło. Ale to właśnie ten kontekst mógł stać za porażką akcji pomocowej dla Polaków w tym kraju. - Odnieśliśmy wrażenie, że nasza akcja była włożeniem kija w mrowisko działań handlowo-dyplomatycznych między Polską a Wietnamem. Dostałam nawet taki "telefon od przyjaciela", żeby zaprzestać tych działań - mówiła Ufniarz w rozmowie z Jakubem Janiszewskim. Nie chciała zdradzić, kto był owym "przyjacielem". Podkreślała jednak, że w porównaniu z obywatelami innych krajów mieszkającymi w Wietnamie podejście podejście polskiej ambasady do ich apelu było bardzo poważne - był kontakt, wymiana informacji, zrozumienie. 

"Jak weszłam, to wiedziałam, że się uda"

Przyznała, że Polacy w Wietnamie zdani byli na siebie i na własną rękę zaczęli szukać możliwości przyjęcia szczepionki. Nie było to jednak łatwe, ponieważ kraj w tym czasie działał w ogromnym chaosie. - Często tych szczepionek nie było, krążyliśmy więc między punktami szczepień. Mnie się udało za piątym podejściem, w warunkach ogólnego chaosu. Na przykład nie sprawdzano mi dokumentu tożsamości. Usłyszałam "proszę wejść" - jak weszłam, to wiedziałam, że się uda - relacjonowała Beata Ufniarz. Dodała, że w Wietnamie uruchomiono kilka systemów zapisów na szczepienia - i choć ona zapisała się w nich wszystkich, nigdy nie dostała wezwania na podanie szczepionki. 

Dziś sytuacja w Wietnamie wygląda już zupełnie inaczej. - Są szczepionki, ludzie się chętnie szczepią, nie ma ruchów antyszczepionkowych, karalne jest świadome narażanie innych na zakażenie. Dyscyplina jest imponująca, na pewno pomaga taki a nie inny ustrój - przyznała rozmówczyni TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM