Dostał 25 tys. od premiera i oddał Aborcji Bez Granic. "Przyjęcie nagrody byłoby moralnym samobójstwem"

Historyk dr Michał Siermieński za swoją rozprawę doktorską otrzymał Nagrodę Prezesa Rady Ministrów w wysokości 25 tys. złotych. Całą kwotę przekazał na rzecz Aborcji Bez Granic. - Nawet przez moment nie brałem pod uwagę tego, by zrobić prywatny użytek z tych pieniędzy - mówił w TOK FM.
Zobacz wideo

"Dołożę wszelkich starań, by PiS i jego ideolodzy nie mieli ze mnie żadnego pożytku przy swoich brudnych, orwellowskich zabawach z historią" - napisał w liście do premiera Mateusza Morawieckiego historyk dr Michał Siermiński. Jego rozprawa doktorska, pt.: "Ewolucja ideowa polskiej inteligencji opozycyjnej w latach 1968–1981", otrzymała Nagrodę Prezesa Rady Ministrów, w wysokości 25 tysięcy złotych. Naukowiec przekazał ją na rzecz Aborcji Bez Granic.

- Prawdę mówiąc, nawet przez moment nie brałem pod uwagę tego, by zrobić prywatny użytek z tych pieniędzy - powiedział w programie "Świat się chwieje" dr Siermiński. - I nie jest to oczywiście jakaś forma szantażu. Nie chodzi o to, by teraz każdy, kto dostał jakieś nagrody od tych ludzi, czuł się zobowiązany, by zachować się w ten sam sposób. Też nie jest tak, że każdy może sobie na to pozwolić. Ja nie miałem finansowego noża na gardle - dodał rozmówca Grzegorza Sroczyńskiego.

Naukowiec przyznał, że doszedł do wniosku, iż dla filozofa-lewicowca "jakoś tam zaangażowanego społecznie i politycznie, piszącego o współczesnej historii Polski, byłby to rodzaj naukowego i moralnego samobójstwa", gdyby zdecydował się przyjąć nagrodę premiera.

- Nie mam do tej władzy za grosz zaufania - podkreślił. Jak wyjaśnił, nagroda była efektem zarekomendowania jego i jego pracy przez grupę 20 profesorów - ekspertów, którzy przedstawiają Kancelarii Premiera listę propozycji. Lista została zaakceptowana, nagrody przyznane. - Myślałem, że być może doszło do jakiegoś przeoczenia. Ktoś może nie zauważył, że jest to praca o wyraźnie lewicowym charakterze - przyznał Siermiński.

Gość TOK FM stwierdził też, że jeśli ideolodzy władzy wczytaliby się w jego pracę, to "nie będą mieć z niej żadnego użytku". - Jest to praca pisana z pozycji wyraźnie lewicowej. Ale też jest to bardzo krytyczna analiza lewicy KOR-owskiej - wskazywał. To, co w ocenie historyka jakoś tam mogłoby się pozornie podobać władzy w jego rozprawie to teza, że - wbrew mitom - "to nie lewica KOR-owska była najważniejszym czynnikiem, który przygotował powstanie Solidarności i nie ona odgrywała wiodącą rolę w tej rewolucji".

Krytyka lewicy

Z drugiej strony Siermiński zwracał uwagę, że list do Morawieckiego jest również "formą protestu przeciwko pewnym tendencjom, które się dziejom współcześnie na lewicy". Jak mówił, pewnie w jego środowisku znajdzie się niejedna chętna osoba, która będzie miała pretensje o to, że historyk nie wspomniał nic o tym, jaki Donald Tusk "jest zły".

Bo na lewicy, o czym wspominał gość TOK FM, wciąż istnieje większa obawa przed liberałami po stronie opozycji niż skrajną prawicą u władzy, czego on - jak mówił - nie rozumie.  - Martwi mnie to, co dzieje się na lewicy. Nie wiem, co ta partia [Prawo i Sprawiedliwość - red.] musi jeszcze zrobić, żeby tym ludziom otworzyły się oczy - powiedział. - To, co dzieje się przez ostatnie lata jest najbardziej przerażające w moim życiu. Ja naprawdę nie mogę myśleć o czymś innym niż to, co dzieje się na granicy - tłumaczył Siermiński. 

Pytany, czy w jego ocenie Donald Tusk zachowywałby się inaczej, odparł, że gdyby rządził Tusk, krytykowałby go tak samo stanowczo. - Natomiast teraz rządzi skrajna prawica, potwornie niebezpieczna - podsumował naukowiec.

Słuchaj całej rozmowy!

DOSTĘP PREMIUM