HiT, czyli neomarksizm, ekologizm i inne "izmy". "Na grupach nauczycielskich wrze"

Od września przyszłego roku uczniowie szkół średnich będą się uczyć m.in. o tym, dlaczego katastrofę smoleńską należy traktować jako największą tragedię w powojennej historii Polski, jakie były wizje wyjścia Polski z postkomunizmu i jakie znaczenie w tym procesie miał rok 2005. To wtedy po raz pierwszy wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość. - Na grupach nauczycielskich wrze. Ten projekt jest bardzo negatywnie oceniany przez praktyków i praktyczki - komentowała na antenie TOK FM Agnieszka Jankowiak-Maik.
Zobacz wideo

Od 1 września 2022 r. w pierwszej klasie szkoły ponadpodstawowej będzie wprowadzony nowy obowiązkowy przedmiot historia i teraźniejszość. Zastąpi on wiedzę o społeczeństwie. Jak podało Ministerstwo Edukacji, HiT będzie obejmował zagadnienia z zakresu wiedzy o społeczeństwie oraz zagadnienia z historii najnowszej (od 1945 r. do 2015 r.). Na antenie TOK FM nową podstawę programową komentowała Agnieszka Jankowiak-Maik - historyczka, edukatorka, autorka bloga "Babka od histy". 

Gościni audycji zwróciła uwagę, że w resortowym dokumencie znajdują się hasła typowo propagandowe. - Młodzież ma np. umieć wskazać różnice między ekologią a ekologizmem. Oczywiście ekologizm jest rozumiany jako ideologia, która jest agresywna i negatywna, a ekologia jako coś pozytywnego. Inne używane przez ministra i jego doradców "izmy", takie jak np. neomarksizm, również znalazły się w podstawie programowej - wskazała.

Lekcja historii pt. "Czemu Unia Europejska jest zła"

Nauczycielka przytoczyła także inny przykład narzucania młodym ludziom określonej przez ministra Przemysława Czarnka narracji. - W podstawie programowej znajdujemy oczywiście informacje o integracji europejskiej, ale w takim kontekście, że uczeń/uczennica ma scharakteryzować proces zmiany UE po przystąpieniu do niej Polski na takich przykładach jak: wzrost pozycji Niemiec, zjawiska kryzysowe związane z migracją, niestabilność strefy euro, epidemia COVID-19 i kontrowersje ideologiczne na forum instytucji unijnych - mówiła. Prowadzący audycję Paweł Sulik określił, że to "lekcja historii pt. czemu Unia Europejska jest zła".

"Rząd chce, żeby młodzi ludzie głosowali tak, jak oni sobie tego życzą"

Gościni audycji zwróciła też uwagę, że w podstawie programowej nowego przedmiotu brakuje wiedzy o społeczeństwie, budowania obywatelskiej postawy. - Miał to być przedmiot, który będzie łączył historię i WOS, tymczasem tego WOS-u jest bardzo mało, a już na pewno nie w kontekście budowania świadomego obywatela/obywatelki, partycypacji czy doświadczania demokracji w praktyce - oceniła. 

Prowadzący audycję Paweł Sulik przywołał wywiad dla tygodnika "Sieci", w którym minister Czarnek w taki sposób argumentował wprowadzenie do szkół nowego przedmiotu: "Jesteśmy gotowi by odzyskiwać pokolenia nieświadomych, młodych Polaków". Zdaniem "Babki od histy" w tym zdaniu zawiera się cały plan resortu edukacji na nowy przedmiot. 

- Wśród młodzieży poparcie dla PiS-u nie jest duże. Z tego powodu rząd wdraża podstawę programową, w której będzie bardzo dużo martyrologii i afirmowania roli Polski na arenie międzynarodowej, poczucia nieuzasadnionej dumy narodowej. Wydaje im się, moim zdaniem niesłusznie, że to sprawi, że młodzież zacznie głosować tak, jak sobie życzą rządzący. - powiedziała Agnieszka Jankowiak-Maik.

"Dawaliśmy radę w komunizmie, damy i teraz"

Agnieszka Jankowiak-Maik mówiła także, że ma nadzieję, iż nauczyciele się zbuntują i będą prowadzić lekcje polegające na otwartej dyskusji na temat polskiej historii. - Na grupach nauczycielskich wrze i projekt ten jest bardzo negatywnie oceniany przez praktyków i praktyczki. W tej chwili znajduje się on w konsultacjach, ale podejrzewam, że nic to nie zmieni i nadal takie kwiatki jak ten, że uczeń/uczennica ma wyjaśnić, dlaczego katastrofę z dnia 10 kwietnia 2010 roku należy traktować jako największą tragedię w powojennej historii Polski, pozostaną - wskazała. Podkreśliła, że uczniowie powinni oceniać samodzielnie i myśleć krytycznie.

- Z drugiej strony nauczyciele mówią: "dawaliśmy radę w komunizmie, damy i teraz". Tylko to nie chodzi o to, żeby nauczyciel dawał radę i cały czas uprawiał partyzantkę oraz omijał system - ubolewała ekspertka. 

DOSTĘP PREMIUM