"Chłopak miał złamanie otwarte, kategorycznie nie chciał karetki". Raport o sytuacji na granicy oczami medyków

Szpitale na Podlasiu działają często jak centra pomocy humanitarnej, a lekarze i pielęgniarki są świadkami dramatycznych wydarzeń. Jeden z uchodźców próbował popełnić samobójstwo, inni błagali, by ich nie wywozić. Wszystko to opisuje raport przygotowany przez dwie aktywistki.
Zobacz wideo

Autorki dokumentu postanowiły spojrzeć na obecny kryzys humanitarny oczami personelu medycznego z pogranicza. Piszą m.in. o pacjentach wywożonych ze szpitali z powrotem na Białoruś i o tym, jak bardzo potrzebna jest pomoc psychologiczna.

Raport to zbiór relacji lekarzy i pielęgniarek, pod opiekę których prosto z lasu trafiają uchodźcy i migranci. Są  odwodnieni, głodni, z zatruciami pokarmowymi, często na skraju wyczerpania czy w poważnej hipotermii. Były też przypadki zmiażdżonej kości twarzoczaszki, urazy nóg. "Zdarzają się ludzie bez butów, bo zabrali je im pogranicznicy. Po przejściu boso kilkunastu kilometrów mają sączące się rany, martwicę" - czytamy w raporcie.

"Wolą umrzeć teraz"

Szpitale stały się centrami pomocy humanitarnej, do których trafiają dary dla uchodźców. - Te osoby najczęściej nie mają nic, choćby szczoteczki do zębów. Potrzebują ubrań, środków czystości. Czasami dostarcza się te najpotrzebniejsze rzeczy prosto do szpitala - mówi Natalia Gebert, jedna z autorek raportu. Stąd tak ważna jest m.in. współpraca szpitali z Grupą Granica, z aktywistami i mieszkańcami Podlasia.

Personel medyczny - jak wynika z raportu - doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co może spotkać uchodźców po udzieleniu im pomocy medycznej w szpitalu. Wie, że duża część tych osób jest wywożona z powrotem na Białoruś, w ramach tzw. push-backów. Lekarze i pielęgniarki nie mają na to wpływu.

"Jedna z lekarek pracująca w terenie opowiedziała o tym, do jakiego stopnia migranci boją się kontaktu z polskimi służbami. Chłopak miał złamaną nogę i to było złamanie otwarte. Ja nie jestem ortopedą, na tyle, na ile potrafiłam, to nastawiłam nogę, ale myślę, że zrobiłam to źle. Chłopak był w strasznym bólu, ale odmawiał kategorycznie wezwanie karetki. Chciał od nas tylko ortezę i dwie kule, nawet nie wiem, czy to w jego przypadku było korzystne. Podobnie relacjonuje to mieszkanka strefy objętej zakazem wstępu: Niektórzy cudzoziemcy informują, że wolą umrzeć teraz, niż biegać kolejny tydzień po lesie" - czytamy w raporcie.

Załamania psychiczne, depresje uchodźców

Z dokumentu wynika, że pacjenci-migranci są w bardzo złym stanie psychicznym. Nie spodziewają się np. żadnych życzliwych gestów ze strony innych. Po wielu dniach pobytu w lesie, kilku czy kilkunastu push-backach są wykończeni emocjonalnie. "Gdy cudzoziemcy dowiadują się, że mają być wypisani ze szpitala, bardzo negatywnie wpływa to na ich stan psychiczny, ponieważ boją się wywózek na Białoruś" - wynika z relacji zawartych w raporcie.

Znajdziemy w nim m.in. historię dwóch mężczyzn, którzy na wieść o tym, że mają być wypisani, dostali ataku paniki. "Byłam akurat na dyżurze nocnym i on upadł mi w przejściu, wracając z łazienki do sali. Takiego ataku paniki nie widziałam nigdy. Potem próbował zacisnąć sobie pasek od spodni na szyi. Gdyby nie lekarz, myślę, że mogłoby być różnie. Mówił, że tam byli bracia, którzy zmarli u niego na rękach, po stronie białoruskiej i on się strasznie bał" - to opowieść o próbie samobójczej jednego z uchodźców, do której doszło w szpitalu.

Zdarzyło się też tak, że gdy lekarz z SOR-u wezwał do migranta psychiatrę, ten odmówił pomocy. Tłumaczył, że do stwierdzenia choćby depresji potrzeba czasu, a uchodźcę i tak zaraz zabiorą ze szpitala i wywiozą.

"To byłaby idealna pomoc"

Raport opisuje również pomysł jednego ze szpitali, by stworzyć miejsce pomocy doraźnej, do którego mogłyby trafiać osoby z granicy. "Bo tak naprawdę większość ludzi nie potrzebuje szpitala, potrzebuje jednak nakarmienia, napojenia, ogrzania, wymiany ubrań na czyste i suche - po prostu opieki humanitarnej. Ci ludzie są wręcz szczęśliwi, kiedy mogą się umyć. Dzięki takiemu rozwiązaniu migranci nie musieliby się tułać po lasach, a ci, którzy faktycznie potrzebowaliby pomocy medycznej, trafialiby do naszego szpitala. To byłaby idealna pomoc. Wójt daje na to duże pomieszczenie. Niestety mimo tego, że pomysł był przedstawiany wielokrotnie wojewodzie podlaskiemu, nie ma woli politycznej, by taki punkt powstał, dlatego do szpitali nadal trafiają migranci w różnych stanach i z różnymi potrzebami" - czytamy.

Autorkami raportu są Natalia Gebert, kulturoznawczyni, działaczka na rzecz uchodźców i edukatorka z Fundacji "Dom Otwarty" (wchodzącej w skład Grupy Granica) i dr Marta Jadwiga Pietrusińska, socjolożka i edukatorka równościowa, adiunktka na Uniwersytecie Warszawskim oraz aktywistka, która od 14 lat pracuje z i na rzecz migrantów. Ich raport jest dostępny TUTAJ.

Pomoc medyczna w liczbach

Z informacji przekazanej przez wojewodę podlaskiego w odpowiedzi na pytania jednego z senatorów wynika, że w okresie od 15 sierpnia do 22 listopada 2021 roku na terenie województwa podlaskiego hospitalizowano 506 migrantów. Wśród nich 110 to osoby niepełnoletnie, 389 osób było w wieku 18-60, a siedmioro pacjentów miało więcej niż 60 lat.

W tym samym czasie zespoły ratownictwa medycznego podjęły 483 interwencje, a pomocą objęto 492 osoby, z czego 310 trafiło do szpitali. Pomocy udzielano uchodźcom m.in. z Iraku, Syrii, Afganistanu, Jemenu i Iranu.

DOSTĘP PREMIUM