Zapłacił stanowiskiem za przywrócenie do pracy sędziego Juszczyszyna. "Nie było chwili zawahania"

- Byłem świadomy tego, że moje zachowanie spotka się z jakąś reakcją ze strony Ministerstwa, Sprawiedliwości, ale jestem sędzią i muszę działać zgodnie z prawem, więc nie było chwili zawahania - mówił w TOK FM sędzia Krzysztof Krygielski, który podjął decyzję o przywróceniu do pracy Pawła Juszczyszyna, za co zapłacił stanowiskiem.
Zobacz wideo

Sędzia Krzysztof Krygielski został odwołany z funkcji wiceprezesa Sądu Rejonowego w Olsztynie po tym, jak przywrócił do pracy sędziego Pawła Juszczyszyna. Mógł to zrobić, ponieważ dobiegła końca kadencja prezesa sądu Macieja Nawackiego i zgodnie z przepisami ustawy - do czasu powołania nowego - to właśnie wiceprezes ma pełnić obowiązki prezesa. 

- Pan Paweł Juszczyszyn przyszedł do sądu około godziny 9 [w poniedziałek - red.], złożył kolejny wniosek o przywrócenie go do czynności sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie i taki wniosek byłem zobligowany rozpoznać. Decyzja, którą podjąłem, nie była uzależniona od mojej swobodnej oceny czy interpretacji prawa. Polegała na zwykłym wykonaniu orzeczeń, które zapadły w Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy - powiedział w TOK FM sędzia Krygielski.

- Pan Nawacki jest innego zdania - wtrącił prowadzący audycję red. Piotr Maślak. - Najwyraźniej. Uchylił moje zarządzenie, więc należy domniemywać, że tak - odparł sędzia.

Maciej Nawacki - tego samego dnia - został powołany na prezesa sądu w Olsztynie na kolejną kadencję i również tego samego dnia uchylił decyzję o przywróceniu Juszczyszyna do pracy. 

Krygielski przyznał, że kiedy pełnił funkcję wiceprezesa, jego współpraca z sędzią Nawackim (jako prezesem) układała się "poprawnie". - Nie mieliśmy problemów organizacyjnych między sobą - wskazał. Dopytywany poinformował, że o sprawie Pawła Juszczyszna rozmawiali dwukrotnie. - Pierwszy raz gdy został zawieszony przez pana prezesa i wtedy wyraziłem swoje stanowisko, że to jest nieprawidłowe. I drugi, gdy zapadło postanowienie o udzieleniu zabezpieczenia roszczenia pana Juszczyszyna przez sąd w Bydgoszczy. Wtedy pan prezes nie wykonał tego i też oświadczyłem, że w mojej ocenie powinno to być wykonane. I na ten temat tyle było naszych rozmów, a później skupiliśmy się na bieżącej pracy - opisywał w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

"Spodziewałem się jakichś działań ze strony ministerstwa"

Krygielski przyznał, że "spodziewał się jakichś działań ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości" po tym, jak podjął decyzję o przywróceniu Juszczyna do pracy. Powtórzył jednak, że z jego strony "nie było to żadne bohaterstwo", a jedynie "wykonanie obowiązujących orzeczeń". - To był zwykły akt wykonania orzeczenia, zwykłe obowiązki prezesa. Jeśli wymagamy od obywateli, od firm dużych i małych, żeby przestrzegali prawa, to tak samo powinniśmy tego wymagać od zwykłego sędziego sądu rejonowego i wiceprezesa sądu - tłumaczył.

Pytany, czy w takim razie uważa, że pan Maciej Nawacki nie przestrzega prawa, Krygielski odparł: "W mojej ocenie nie wykonuje orzeczenia, które powinien wykonać". - Sędzia jest traktowany jak każdy obywatel. Jeśli nie są wykonywane orzeczenia, to łamie prawo, takie jest moje zdanie - nadmienił.

Gość TOK FM powiedział, że w poniedziałek miał okazję rozmawiać z Nawackim. Rozmowa ta, jak mówił, "była normalna, nie było żadnych nerwowych słów". - Pan prezes powiedział, że nie było to [przywrócenie Juszczyszyna - red.] potrzebne, że za szybko, żebym udał się na urlop do końca kadencji - wspominał. Następnego dnia, jak dodał, przyszedł jednak do pracy, ponieważ miał zaplanowane prowadzenie kilku posiedzeń. W międzyczasie jednak okazało się, że został odwołany z funkcji wiceprezesa. 

- Ministerstwo Sprawiedliwości napisało tylko, że przyjmuje moją rezygnację z grudnia 2019 roku i zostaje odwołany ze stanowiska - podał Krygielski, wyjaśniając, że w 2019 roku rzeczywiście rezygnację złożył, ale nie została ona w żaden sposób rozpoznana przez resort Zbigniewa Ziobry - nie było żadnej reakcji, aż do teraz. 

- Byłem świadomy tego, że moje zachowanie spotka się z jakąś reakcją ze strony ministerstwa, ale jestem sędzią i muszę działać zgodnie z prawem, więc nie było chwili zawahania - powtórzył gość Piotra Maślaka. - Jestem sędzią 17 lat. W tym czasie różna władza się zmienia, ale obywatele muszą wiedzieć, że są jakieś stale elementy w tym państwie i tym elementem są sady, i sędziowie w nich orzekający - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM