30-letnia Marwa z Syrii uratowana w przygranicznym lesie. Kobieta jest już z rodziną w Niemczech

30-letnia Marwa została znaleziona pod koniec października w lesie na polsko - białoruskiej granicy w stanie skrajnego wyczerpania. Ponad dwa miesiące spędziła w szpitalu, walcząc o życie. Aktywistom udało się doprowadzić, by po opuszczeniu placówki mogła wyjechać do Niemiec, do swoich rodziców.
Zobacz wideo

Jedną z osób, która brała udział w październikowej interwencji w lesie była Agata Purol, aktywistka Grupy Granica, która przyjechała pomagać na granicy aż z okolic Szczecinka. 

- Ta interwencja zapowiadała się dość niewinnie. Mieliśmy udzielić pomocy humanitarnej grupie, która o tę pomoc poprosiła. Przekazać suche ubrania, jedzenie, wodę. Na miejscu okazało się, że jest wśród nich osoba na wpół przytomna - była to właśnie Marwa - opowiada Agata Purol. Jak dodaje, Marwa cierpi na padaczkę i dlatego jej towarzysze podróży przypuszczali, że jej stan zdrowia ma związek z atakiem, którego doznała kilka godzin wcześniej. - Dopiero później okazało się, że to, co było wzięte za padaczkę, tak naprawdę było objawem głębokiej hipotermii - mówi Agata.

Wolontariuszka podkreśla przy tym, że okoliczności, w których pomagano Marwie, też były dramatyczne. - Pamiętam, że był wtedy bardzo silny wiatr. Grupa uchodźców przedzierała się przez las, uciekając przed drzewami, które się przewracały, przed łamiącymi się konarami - opowiada Agata Purol.

Marwa była niemal w agonii, nie było z nią kontaktu. Jej ciało było bezwładne. - Próbowaliśmy ją wynieść z tego lasu w sześć osób i nie dawaliśmy rady. Nie mieliśmy ze sobą noszy. W końcu tego heroicznego wysiłku podjął się mężczyzna z jej grupy. Trafiła do szpitala. Nie wiedzieliśmy, czy uda się ją uratować - przyznaje Agata.

- Gdy odzyskała przytomność, zdołała podpisać dokumenty. Potem w kolejnych tygodniach na przemian odzyskiwała przytomność i ją traciła - opowiada prawniczka Grupy Granica, Marta Górczyńska. - Naszym celem było po pierwsze, by jej nie wyrzucono z powrotem na Białoruś, a po drugie - by umożliwić jej wyjazd do Niemiec, do mieszkających tam od kilku lat rodziców - dodaje. Rodzice zresztą bardzo szybko przyjechali na Podlasie; dzięki sercu mieszkańców tej okolicy mieli gdzie mieszkać, by być blisko córki.

"Takie świąteczne cuda"

Wniosek o udzielenie ochrony międzynarodowej powinna rozpoznać Polska. Ale - jak mówi Marta Górczyńska - są przepisy szczególne, które pozwalają, by zmienić kraj odpowiedzialny za rozpatrzenie takiego wniosku. Prawnikom i wolontariuszom zależało, by tym razem były to Niemcy. Nie było to proste, bo Marwa jest dorosła, dlatego nie mogło być mowy o przepisach dotyczących łączenia rodzin.

- Wiedzieliśmy jednak od lekarzy, że po wyjściu ze szpitala Marwa jeszcze co najmniej przez rok będzie wymagać rehabilitacji, a tym samym pomocy rodziców. Nie może funkcjonować samodzielnie, potrzebuje wsparcia na co dzień. To było takie "okienko", które postanowiliśmy wykorzystać - opowiada Marta Górczyńska.

Ostatecznie aktywiści złożyli wniosek do polskich władz, by to one poprosiły władze niemieckie o przyjęcie Marwy. - I ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu, Urząd do Spraw Cudzoziemskich bardzo szybko wysłał ten wniosek do Niemiec i została wydana pozytywna decyzja. Po 2-3 dniach od wypisu ze szpitala mogliśmy zacząć organizować podróż rodziny do Niemiec - mówi Marta.

- To był jeden z najpiękniejszych prezentów na święta, że coś się w końcu udało. Takie świąteczne cuda. Rodzina jest już razem i to jest najważniejsze - dodaje Agata Purol. - Oczywiście, że wracam często myślami do tej interwencji, do tego lasu. Jestem w kontakcie z rodzicami Marwy. Zaprosili nas do Niemiec. Nieśmiało już o tym myślimy, że jak skończy się pandemia, będziemy chcieli ją odwiedzić i bliżej poznać - przyznaje pani Agata.

Chory 16-latek z Syrii - czy jest bezpieczny?

Aktywiści pomagający migrantom przy granicy z Białorusią, ostatnio apelowali o pomoc także dla 16-letniego Obadaha z Syrii. Chłopak również choruje na padaczkę. Obecnie przebywa w placówce Straży Granicznej. Pogranicznicy już raz wypchnęli go na Białoruś.

"Po wielu telefonach od Fundacji Ocalenie, Grupa Granica, RPO, posłanek, aktorek, dziennikarzy i dziennikarek i chyba naprawdę połowy kraju SG deklaruje, że Obadah zostanie w Polsce, a jego wniosek ochronę będzie przyjęty" - poinformowała w mediach społecznościowych Grupa Granica.

DOSTĘP PREMIUM