Jest zażalenie na areszt wobec mężczyzny podejrzanego o wymalowanie napisów na ścianie kościoła

Pełnomocnik podejrzanego o namalowanie sprayem napisów na Kościele św. Krzyża w Warszawie dowodzi, że nie było podstaw do zastosowania tak drastycznego środka zapobiegawczego, jakim jest tymczasowy areszt. W poniedziałek mec. Bartosz Obrębski złożył do Sądu Okręgowego w Warszawie zażalenie.
Zobacz wideo

Na trzy miesiące trafił do aresztu mężczyzna, który jest podejrzany o to, że w nocy z 24 na 25 grudnia - razem z inną osobą - namalował sprayem napisy na Kościele św. Krzyża w Warszawie. Chodzi m.in. słowa "PiS won" i "Świeckie państwo".

Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia w niedzielę zastosował wobec mężczyzny trzymiesięczny areszt - między innymi ze względu na obawę matactwa. Sąd uznał, że istnieje zagrożenie, że podejrzany mógłby próbować uzgadniać wspólną wersję z drugą osobą. Wskazał również, że okolicznością obciążającą jest fakt, że nie przyznał się on do winy i odmówił składania wyjaśnień.

W poniedziałek pełnomocnik mężczyzny - mec. Bartosz Obrębski - złożył do Sądu Okręgowego w Warszawie zażalenie. Przekonuje, że areszt w ogóle nie powinien mieć miejsca. Wskazuje, że czyn - o ile dopuścił się go podejrzany - może nosić znamiona wykroczenia, a nie przestępstwa. "W realiach niniejszej sprawy nie zachodzi potrzeba stosowania jakichkolwiek środków zapobiegawczych" - dowodzi mecenas w zażaleniu.

Nadmienia również, że druga z osób, które miały być w nocy z 24 na 25 grudnia przed kościołem, też jest już zatrzymana. Dlatego - jak dowodzi adwokat - nie może być mowy o żadnym uzgadnianiu wersji czy składaniu fałszywych zeznań.

Zdaniem mecenasa Obrębskiego, nie ma też podstaw, by zakładać, że podejrzanego spotka surowa kara. Przestępstwo, które mu zarzucono z Ustawy o ochronie zabytków jest co prawda zagrożone karą do 8 lat więzienia, ale - jak wskazuje prawnik - jest mało prawdopodobne, by namalowanie na budynku kilku napisów traktować na równi choćby ze zburzeniem zabytku czy uszkodzeniem go za pomocą kilofa. "Zwrócenia uwagi wymaga, że naniesienie napisu na elewacji budynku, nawet postrzegane przez pryzmat art. 108 ust. 1 Ustawy o ochronie zabytków, samo w sobie nie stanowi zachowania, w stosunku do którego realna byłaby prognoza orzeczenia surowej kary" - pisze mecenas w złożonym zażaleniu na areszt.

"Naniesienie napisów za pomocą farby nie daje podstaw do prognozowania orzeczenia surowej kary, zwłaszcza biorąc pod uwagę dotychczasowe orzecznictwo sądów, w tym również apelacji warszawskiej, w których nawet w przypadkach wyburzenia zabytkowych budynków nie miało miejsca wymierzanie kar dających się określić jako surowe" - wskazuje adwokat.

Zażaleniem zajmie się Sąd Okręgowy. Podejrzany mężczyzna nie przyznał się do winy. Wiadomo, że wcześniej nie był karany. W tej sprawie poręczyło za niego kilkanaście osób, w tym opozycjoniści z czasu PRL i ludzie kultury. Poręczenia nie pomogły - sąd zastosował areszt. Stąd zażalenie.

Sprawa wywołała duże emocje wśród prawników, uznających, że areszt za taki czyn nie powinien wchodzić w grę. O absurdzie pisał m.in. mecenas Jakub Wende. "Postanowienie Sądu w Warszawie o zastosowaniu tymczasowego aresztowania wobec człowieka, który pomazał ściany kościoła, jest tak absurdalne, że aż trudno uwierzyć, że jakiś sędzia się pod tym podpisał" - stwierdził na Twitterze.

"Zniszczenie? To znaczy, że ten zabytek już nie istnieje? Jaka nieodwracalna szkoda się tu wydarzyła?" - zastanawiała się z kolei mecenas Karolina Gierdal, specjalizująca się w prawach człowieka.

DOSTĘP PREMIUM