Wykładowca stanął w obronie studentek, które śpiewały o "kaczorze". Został zwolniony z pracy

Prof. Maciej Grzywacz został zwolniony z Akademii Muzycznej w Gdańsku, gdzie pracował od prawie 20 lat. Twierdzi, że stracił pracę za to, że stanął po stronie studentek, które doświadczyły cenzury.
Zobacz wideo

8 czerwca 2021 roku zaplanowano internetową emisję - na kanale Akademii Muzycznej w Gdańsku - koncertu "Żywioły", który przygotowany został przez cztery studentki. Koncert był częścią projektu realizowanego w Katedrze Jazzu i Muzyki Estradowej. Studentki zebrały piosenki i monologi, które stanowiły słowno-muzyczną opowieść o czterech żywiołach: ziemi, wodzie, wietrze i ogniu. Wśród tych utworów znalazła się rapowa kompozycja "Nie żałuję" nawiązująca m.in. do protestów kobiet. 

 

Autorka mówi na nagraniu, że stawia na szczerość. Podkreśla, że sztuka jest tolerancyjna i łączy wszystkich. "Kaczor lata bez maseczki po stolicy, to właśnie Polska - witamy w wielkiej dziczy. Kolejny dzień jak na smyczy" - słyszymy w piosence.

Pojawia się w niej również apel "zostawcie maile" i "ogarnijcie się, bo czas już nastał, farmazonu basta". A także słowa:: "Nie żałuję, przeciwnie bardzo ci dziękuję za to, że jesteś moim krajem, piekłem mym i rajem".

Uczelnia zastosowała cenzurę?

Do emisji koncertu na kanale uczelni jednak nie doszło. Nie zgodził się na to rektor i senat Akademii Muzycznej. W odpowiedzi na tę decyzję pojawiły się zarzuty o to, że uczelnia zastosowała cenzurę i ograniczyła wolność twórczości artystycznej. Sprawę opisał "Duży Format".

Murem za studentkami stanął prof. Maciej Grzywacz - ich wykładowca oraz kierownik Katedry Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w Akademii Muzycznej w Gdańsku. Zabrał głos m.in. na nadzwyczajnym posiedzeniu uczelnianego senatu. Jak mówi, niczego nie żałuje, bo nigdy nie zgadzał się na cenzurę, a tak odbiera decyzję o wstrzymaniu emisji koncertu.

Prof. Grzywacz uczył studentów gdańskiej uczelni od prawie 20 lat. Był ceniony przez studentów i dostawał nagrody rektorskie, został także odznaczony medalem "Zasłużony dla Kultury Polskiej". Jednak we wrześniu 2021 roku nagle został zwolniony. Oficjalnie w wypowiedzeniu, które dostał, nie ma mowy o tym, że stracił posadę za jasne opowiedzenie się po stronie studentek. Ale profesor nie ma wątpliwości, że to kara właśnie za to. Dlatego poszedł do sądu. Będzie walczył o przywrócenie go do pracy.

Kierownicy z katedr jazzu stanęli murem za Maciejem Grzywaczem

Zwolnienie profesora to ewenement w skali kraju. Uczelnie walczą o tzw. pracowników samodzielnych, po habilitacji. To wpływa na ich prestiż. Jazz jest młodym kierunkiem na Akademii Muzycznej w Gdańsku - obecnie jest tam zatrudnionych tylko trzech profesorów tytularnych. Obok Macieja Grzywacza to profesorowie Leszek Kułakowski i Włodzimierz Nahorny. Grzywacz jest też jednym z zaledwie dwóch gitarzystów w Polsce z tytułem profesora.

Kierownicy katedr jazzu z całej Polski stanęli murem za Maciejem Grzywaczem. Wskazali, że to wyjątkowy gitarzysta jazzowy. "Wielu studentów gitary jazzowej w Polsce wybrało studia na gdańskiej Akademii Muzycznej właśnie ze względu na osobę Pana Profesora Macieja Grzywacza. Pozbawienie ich mentora i mistrza może być w naszej opinii krzywdzące, przede wszystkim dla nich" - napisali wykładowcy z całej Polski.

Murem za profesorem stanęli też studenci. Nie pomogło. Został zwolniony.

"Jazz przed laty też był w szkołach muzycznych niemile widziany. Tak jak dziś rap"

Profesor nie ma wątpliwości, że studentki, które przygotowały koncert "Żywioły", miały pełne prawo do wyrażenia w piosenkach swoich odczuć, emocji, pomysłów i do pokazania swojego spojrzenia na to, co się wokół nich dzieje. Bo na tym polega wolność twórczości artystycznej i wolność słowa. Zagwarantowane m.in. w Konstytucji RP.

- Piosenka Natalii jest utrzymana w stylistyce rap i używa środków wyrazu, które są dla tej stylistyki typowe. Chodzi m.in. o ostry język, wulgaryzmy, krytykę polityków. To sposób wyrażania emocji. Rap dopiero wkracza do akademii muzycznych, tak jak wcześniej wkraczał jazz. Przecież przed laty też było niemile widziane, gdy studenci wyższych szkół muzycznych grali jazz. W mojej ocenie, w tym samym położeniu obecnie jest rap. Ale czy to oznacza, że trzeba stosować cenzurę? - pyta retorycznie prof. Grzywacz.

- Moim zdaniem, należało wziąć pod uwagę, że istnieje coś takiego jak kontratyp sztuki, czyli to, że sztuka pełni określoną rolę w życiu społeczno-politycznym i nie należy karać artystów za sztukę. I mając to z tyłu głowy - pamiętając też o zapisach Konstytucji - uważałem, że należy dopuścić do emisji tego koncertu - tłumaczy wykładowca. - Na posiedzeniu senatu mówiłem, że nawet jeśli nie wszyscy się zgadzamy, to należy o tym dyskutować, że nie można zamiatać tematu pod dywan - dodaje.

"Młodzi artyści nie mogą się zastanawiać, czy słowa piosenki spodobają się władzy"

Prof. Grzywacz przyznaje, że w utworze pojawia się sformułowanie "kaczor", co może być odebrane jako nawiązanie dotyczące jednego z kluczowych polityków w naszym kraju. - To mogło się stać przedmiotem debaty, moglibyśmy o tym rozmawiać, również ze studentkami, ale do tego nie doszło - mówiąc krótko, piosenka została zakazana. A w mojej ocenie, my jako pedagodzy powinniśmy stworzyć młodym artystom, którzy u nas studiują takie warunki, by pisząc teksty piosenek, nie zastanawiali się, czy słowa spodobają się tej albo innej władzy - tłumaczy Maciej Grzywacz.

Nie zgadza się z głosami, które na uczelni padały, że słowa piosenki były "nie na miejscu", że takich tekstów pisać "nie wypada", że język wulgarny jest stosowany wyłącznie przez wulgarnych ludzi, a utwór Natalii "jest gorszy niż disco polo". Nie zgadza się z tym, co też słyszał, że pewnych rzeczy robić nie warto, bo... można za to stracić np. ministerialne dotacje.

- Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałem. To pierwsza taka sytuacja, ale też sygnał dla innych uczelni. Kierunki jazzowe są obecne we wszystkich uczelniach muzycznych i tam też pojawia się rap - mówi Grzywacz.

"Utrata zaufania". Co to znaczy?

Profesor został zwolniony oficjalnie m.in. za to, że od 1 do 7 września 2021 nie był obecny w pracy (nauczyciele akademiccy mają nienormowany czas pracy, często pracują w domu). Zarzucono mu również, że dwukrotnie odmówił udziału w spotkaniu zorganizowanym przez pracodawcę i że forsował "własną wizję rozwoju Akademii". Mówiąc krótko: utrata zaufania. "Wyrażana przez Pana krytyka przełożonych (...) stanowi nie tylko przejaw działalności sprzecznej ze strategią naszej Uczelni, ale również przekreśla szanse na porozumienie między Panem Profesorem a pracodawcą" - napisał rektor prof. Ryszard Minkiewicz w wypowiedzeniu umowy o pracę.

W wypowiedzeniu wskazano też, że Maciej Grzywacz "zaniechał dbania o dobry wizerunek Akademii" i "zaniechał wykazywania lojalności wobec Akademii", co miało się objawiać w "niewspomaganiu demokratycznie wybranych władz Akademii". - Ja jestem członkiem senatu, też demokratycznie wybranym. Mam więc prawo do własnego zdania i do wypowiadania go na forum - odpowiada profesor.

- W mojej ocenie, powody wskazane w wypowiedzeniu nie są prawdziwymi powodami zwolnienia mnie. Zwolniono mnie za moją postawę wobec zastosowanej cenzury - dodaje Maciej Grzywacz.

Co na to Akademia Muzyczna w Gdańsku?

Przedstawiciele uczelni przed sądem pracy nie zgodzili się na mediacje, które zaproponowano. Dlaczego? "Fundamentalną cechą postępowania mediacyjnego jest wola stron osiągnięcia porozumienia przez obie strony, poufność mediacji oraz zaufanie stron co do intencji. Niestety aktywność Pana prof. Macieja Grzywacza w mediach społecznościowych przeczy powyższemu" - przekazał TOK FM prorektor uczelni do spraw organizacji i nauki.

Prof. Marek Rocławski w przesłanym nam oświadczeniu przyznał, że w poprzednich latach nie było żadnych zastrzeżeń ze strony pracodawcy do prof. Macieja Grzywacza. Prorektor zaprzeczył jednocześnie, by przyczyną zwolnienia profesora była sprawa koncertu "Żywioły'. Podkreślił, że "wolność artystyczna jest jedną z idei przyświecających działalności Akademii Muzycznej w Gdańsku" i że "nie stosuje się żadnych form cenzury działalności twórczej".

Czym innym jednak - jeśli nie cenzurą - jest to, co prorektor napisał dalej w mailu do nas: "uprawnione organy weryfikują jedynie, czy wszystkie utwory powstałe w ramach działalności naukowej i artystycznej winny być publikowane pod szyldem Uczelni".

DOSTĘP PREMIUM