Wypadek Beaty Szydło. Kierowca seicento: Może uda się usłyszeć prawdę od innych uczestników tego zdarzenia

Krakowski sąd zdecydował, że Piotr Piątek, były ochroniarz premier Beaty Szydło zostanie ponownie przesłuchany w sprawie wypadku w Oświęcimiu. Emerytowany oficer przyznał na łamach "GW", że składał fałszywe zeznania. - Co prawda po pięciu latach, ale może uda się powoli usłyszeć prawdę o wypadku od innych uczestników zdarzenia - komentował w TOK FM Sebastian Kościelnik, kierowca seicento, które w 2017 r. zderzyło się z rządową limuzyną premier Beaty Szydło.
Zobacz wideo

W ostatnim czasie ujawnione zostały nowe okoliczności wypadku z udziałem premier Beaty Szydło. W grudniu na łamach "Gazety Wyborczej" emerytowany oficer BOR Piotr Piątek przyznał, że podobnie jak jego koledzy, kłamał na temat okoliczności zdarzenia. Oficerowie BOR-u mieli zeznawać, że kolumna rządowa jechała prawidłowo, z włączonymi sygnałami dźwiękowymi, choć w rzeczywistości tak nie było. Także Marcin Jakóbczyk, były reporter TVP Info, stwierdził, że w lutym 2017 r. zdjęto go z anteny po tym, jak podawał prawdziwe informacje o przebiegu tego wypadku.

Autem, które zderzyło się z rządową limuzyną kierował 20-letni wówczas Sebastian Kościelnik. Na antenie TOK FM, oskarżony o spowodowanie wypadku kierowca, przyznał, że cieszy się, iż w końcu opada ta "kurtyna kłamstw". - Nie docierało to do mnie na początku. Przez pierwsze parę dni nie do końca zdawałem sobie jeszcze sprawę, że powoli, co prawda po pięciu latach, ale może uda się usłyszeć prawdę od innych uczestników zdarzenia - mówił gość "Wywiadu Politycznego".

We wtorek odbyła się kolejna rozprawa odwoławcza w sprawie wypadku. Krakowski sąd zdecydował, że Piotr Piątek zostanie ponownie przesłuchany. Według Kościelnika to przełom dla całej sprawy. - Kwestia uprzywilejowania jest kluczowa, jeśli chodzi o to, kto poniesie winę za spowodowanie wypadku - wskazał.

Sebastian Kościelnik mówił w TOK FM także o tym, jak duże konsekwencje wypadku już poniósł. - Całe życie wywróciło mi się do góry nogami. Z dnia na dzień, będąc jeszcze wówczas uczniem technikum, musiałem jeździć na przesłuchania do prokuratury, następnie stawiać się na każdą rozprawę w Oświęcimiu. W zasadzie całe swoje życie musiałem podporządkować sprawie tego wypadku - opowiadał. Przyznał, że jest już tym zmęczony, ale również zdeterminowany, żeby doprowadzić tę sprawę do końca.

Kilka dni temu na łamach "Gazety Wyborczej" ukazał się wywiad, w którym Kościelnik informował, że był podsłuchiwany. - W bardzo krótkim czasie po wypadku miałem założony podsłuch. Założony był w moim telefonie, u mojego mecenasa i u innych osób związanych z tą sprawą. Inny przykład: przez trzy, cztery miesiące na moim osiedlu bardzo często parkowało auto na warszawskich numerach. Widziałem je także przed szkołą, jeżdżono za mną. Mało się z tym ukrywali - mówił dziennikarce "GW".

Zapytany przez Karolinę Lewicką o tę kwestię wskazał, że podejrzewa, że chciano go w ten sposób zdyskredytować. - Podejrzewam, że kolejne próby śledzenia mnie miały na celu sprawdzić, czy nie powinie mi się noga, żeby mieć o czym mówić w mediach. Mogli też próbować wywrzeć na mnie jakiś wpływ w kwestii przyznania się do winy - ocenił Kościelnik.

Wypadek Beaty Szydło. Co wydarzyło się w Oświęcimiu?

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że trzy rządowe samochody z ówczesną premier Szydło (jej pojazd był w środku) wymijały fiata seicento. Jego kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto, którym jechała ówczesna szefowa rządu, a które w konsekwencji uderzyło w drzewo. Poszkodowana została premier oraz funkcjonariusz BOR. Prokuratura oskarżyła kierowcę fiata o nieumyślne spowodowanie wypadku. Sąd w Oświęcimiu w 2020 r. wydał wyrok, zgodnie z którym jest on winny nieumyślnego spowodowania wypadku. Zarazem warunkowo umorzył postępowanie na rok. Sąd uznał także, że za wypadek odpowiada też kierowca BOR. Z taką decyzją sądu nie zgodziła się ani prokuratura, ani obrona Kościelnika. W marcu zeszłego roku ruszył proces odwoławczy w tej sprawie. 

DOSTĘP PREMIUM