Przyjęła do siebie 23-letnią policjantkę z Afganistanu. "Przy pomaganiu uchodźcom nasze państwo nie istnieje"

23-letnia Zala uciekła z Afganistanu. Kilka miesięcy temu przybyła do Polski przez Tadżykistan w ramach pomocy dla Afgańczyków.

23-letnia Zala trafiła do dr Krystyny Zdziechowskiej, anestezjolożki spod Warszawy, kilka miesięcy temu. Była jedną z osób, które przyleciały do Polski po tym jak talibowie przejęli władzę w Afganistanie. Nie mogła zostać w swoim kraju, bo uznano ją tam za wroga. Walczyła bowiem m.in. o prawa kobiet. W Polsce dostała od rządu wizę humanitarną.

Lekarka nie miała wątpliwości, że tak trzeba, choć - jak przyznaje - liczyła, że będzie mogła liczyć na jakąś pomoc. Choćby w zorganizowaniu dla Zali nauki języka polskiego czy załatwianiu przez nią urzędowych formalności. Okazało się jednak, że jest inaczej. Rząd pomógł w sprowadzeniu grupy Afgańczyków do Polski i na tym koniec. W Polsce brakuje natomiast programów integracyjnych, wspierających danego cudzoziemca.

Zala mówi po angielsku, dlatego nie było problemów z komunikacją z nią. Ale zaaklimatyzowanie się młodej dziewczyny w nowym, obcym domu nie było łatwe. - Zala jest traktowana przez nas jak członek rodziny, ale na pewno musiała się oswoić z tym, by czuć się tu w miarę swobodnie -  korzystać z kuchni czy przychodzić ze swojego pokoju do nas wtedy, kiedy ma na to ochotę. Bo na początku czekała aż zaprosimy ją do siebie, do pokoju, w którym byliśmy. Dopiero jak odbyliśmy szereg rozmów, wytłumaczyliśmy jej, że zawsze jest mile widziana u nas, na dole naszego domu, zawsze może zejść i porozmawiać, zaczęła do nas dołączać - opowiada pani Krystyna.

W grę wchodziły też inne różnice kulturowe, m.in. kwestia spóźniania się czy informowania domowników, gdzie się jest, by nikt nie musiał się denerwować. Zala nie miała świadomości, że to ważne. Spóźnianie się było niemal na porządku dziennym. - Afgańczycy rzeczywiście żyją trochę inaczej, należy te różnice zauważać - mówi pani Krystyna.

"Trzeba po prostu porozmawiać, że tutaj grzecznie jest być punktualnym, a czas – także ludzi jej pomagających – jest cenny. Że lepiej czasem odmówić, niż obiecać i nie dopełnić. Teraz Zala nie ma już z tym problemu. Czas u nas w domu toczy się szybciej niż bywało u niej; jak słusznie zauważa my ciągle pracujemy (ja mam nocne dyżury w szpitalu), wychodzimy z domu i załatwiamy jakieś sprawy. Tymczasem oni przyzwyczajeni są do spędzania większości dnia z rodziną" - napisała pani doktor w swoim wpisie na Facebooku.

Lekarka podkreśla, że od początku było wiadomo, że jeśli Zala chce zostać w Polsce - musi jak najszybciej zacząć uczyć się języka polskiego. - Tyle, że temat nauki języka nie jest ujęty w systemowym podejściu do takich osób jak Zala. Nie ma programu nauki języka przy wsparciu jakichś państwowych instytucji. A to jest przecież niezbędne do integracji w Polsce, czy do podjęcia przez cudzoziemca pracy - mówi dr Zdziechowska. Pomogła Fundacja "Ocalenie" - dzięki temu Zala ma lekcje online, 3-4 godziny w tygodniu. - W Niemczech kursy językowe są powszechne i są wymogiem, jeśli uchodźca chce starać się o pracę i stały pobyt. U nas samemu trzeba tego szukać - dodaje.

"Państwo nie istnieje"

- Przy pomaganiu uchodźcom nasze państwo nie istnieje. Rola państwa skończyła się na tym, że ewakuowano około tysiąca osób z Afganistanu, przywieziono ich tutaj i koniec - mówi redaktor Piotr Pytlakowski, który pomaga pani Krystynie w opiece nad Zalą. - Zala bardzo polubiła mojego psa - Rudą. I to było pierwsze imię, które nauczyła się wymawiać po polsku. W Afganistanie nie chodzi się z psami na smyczy, nie trzyma się ich w domu. I tego stosunku do zwierząt Zala uczy się od nas - dodaje Piotr.

- Czekamy obecnie na papiery azylowe Zali, co umożliwi jej podjęcie legalnej pracy. Mamy też już w perspektywie dla niej mieszkanie w Warszawie. Ja mieszkam pod Warszawą, więc myślę, że przeprowadzka do miasta będzie dla niej korzystna, umożliwi większą integrację, spotykanie się z innymi osobami z jej kraju - mówi pani Krystyna.

Lekarka dodaje, że gdy Zala opuści jej dom, będzie chciała przyjąć pod swój dach innego uchodźcę. Tym razem jasno poprosi jednak o wsparcie aktywistów z fundacji. By mieć kogoś, kto zawsze pomoże - choćby w sprawach urzędowych. - To nie są trudne rzeczy, ale czasochłonne. Trzeba pomóc cudzoziemcowi uzupełnić dokumenty w Urzędzie do Spraw Cudzoziemców, trzeba się postarać o szczepienie przeciwko Covid-19, trzeba wyrobić Kartę Miejską, nauczyć poruszać po mieście, robić zakupy - mówi Krystyna Zdziechowska. Ale, jak podkreśla, warto pomagać i wspierać tych, którzy musieli ze swojego kraju uciekać.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM