Wraca zdalna szkoła. "To przyznanie się, że nie dało się zorganizować bezpiecznej nauki"

To oznacza przyznanie się, że nie dało się zorganizować bezpiecznej nauki - tak Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych, komentował decyzję resortu edukacji, by starsi uczniowie przeszli na naukę zdalną.
Zobacz wideo

Przedszkola, zerówki i klasy I-IV kontynuują naukę stacjonarną. Starsi uczniowie będą mieć z kolei naukę zdalną do końca ferii zimowych, czyli do końca lutego. Zdaniem profesora Ernesta Kuchara, specjalisty chorób zakaźnych, uznano fakty: wysoką absencję w szkołach, liczne zakażenia dzieci, a także nauczycieli, którzy nie wszyscy się zaszczepili.  - To oznacza przyznanie się, że nie dało się zorganizować bezpiecznej nauki - ocenił w TOK FM. 

Nie bez znaczenia, według specjalisty, był także fakt, że "wariant omikron jest bardziej zaraźliwy niż ospa wietrzna". - Poza tym bardzo "lubi" dzieci, a te często przenoszą go dalej - zwrócił uwagę profesor Kuchar. Ekspert podkreślał też, że sama specyfika nauki w szkole sprzyja rozprzestrzenianiu się pandemii. - Nieefektywna wentylacja, zagęszczenie - przeciętne klasa liczy 20 może 30 uczniów stłoczonych na niewielkiej przestrzeni. Wystarczy, że jedna osoba będzie miała wirusa, a to już są idealne warunki do zakażenia pozostałych - przekonywał. 

"Fikcja nauczania stacjonarnego"

Danuta Kozakiewicz, dyrektorka szkoły 103 w Warszawie zauważyła z kolei, że decyzja zapadła bardzo późno. - Klasy jedna po drugiej przechodziły na nauczanie zdalne. Czekam na badania nauczycieli, więc i tak miałam w perspektywie zamknięcie szkoły. Sytuacja była bardzo trudna - mówiła. 

Zauważyła, że jeszcze przed feriami - przy takiej skali zachorowań - rodzice nie posyłali dzieci do szkół ze względu na lęk przed zachorowaniem. W efekcie w niektórych klasach było 5-8 osób. - Często nauczanie stacjonarne było po prostu fikcją, a do tego nie mieliśmy możliwości prowadzenia w pełni wartościowego nauczania zdalnego - dodała.

DOSTĘP PREMIUM