Śmierć pani Agnieszki z Częstochowy. Rodzina twierdzi, że lekarze odmówili jej usunięcia martwego płodu

Lekarze szpitala w Częstochowie mieli odmówić usunięcia martwego płodu 37-latce, która była w bliźniaczej ciąży - wynika z relacji jej rodziny. Medycy mieli czekać na obumarcie drugiego płodu. Kobieta miała ostatecznie umrzeć w dramatycznych okolicznościach po przewiezieniu do innego szpitala. Prokuratura potwierdziła, że sprawa jest jej znana, ale nie chciała jej komentować.
Zobacz wideo

Dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie Zbigniew Bajkowski potwierdził "Gazecie Wyborczej", że zna relację rodziny zmarłej 37-latki. Zastrzegł jednak, że nie będzie się do nie odnosił. - Jeszcze przed południem wydamy w tej sprawie stosowny komunikat, proszę cierpliwie czekać - powiedział.

Także rzecznik Prokuratury Okręgowe w Częstochowie prok. Tomasz Ozimek przyznał jedynie, że sprawa jest śledczym znana.

"Kilku fanatyków rządzi życiem milionów Polek"

Do sprawy odniosły się na specjalnie zwołanej konferencji prasowej posłanki opozycji. Kamila Gasiuk-Pichowicz z Koalicji Obywatelskiej powiedziała, że do takich śmierci ciężarnych kobiet dochodzi w Polsce na skutek orzeczenia Trybunału Julii Przyłębskiej z 22 października ubiegłego roku. Przypomnijmy, uznano wtedy, że przerwanie ciąży z powodu ciężkich wad płodu jest niezgodne z konstytucją. 

- Za tragedię pani Agnieszki odpowiedzialny jest rząd, który ma za nic życie kobiet – stwierdziła Gasiuk-Pichowicz. - Sześć lat rządów Kaczyńskiego to wynoszenie na piedestał ludzi, którzy nie szanują nauki i osiągnięć medycyny. Jak to jest możliwe, że kilku fanatyków rządzi życiem milionów Polek? Jeśli ktoś chce, żeby Polki rodziły jak najmniej dzieci, to powinien wybierać PiS, bo tak to działa w praktyce. Państwo Kaczyńskiego nie interesuje się losem kobiet, ale wyłącznie ideologią - podkreśliła.

Z kolei Małgorzata Kidawa-Błoński z PO mówiła, że "znowu państwo polskie nie zadziałało, znowu nie podjęto odpowiednich decyzji", by uratować życie kobiety. - Ile jeszcze takich dramatycznych historii będziemy musieli wysłuchać, aż pan minister zdrowia wyda odpowiednie rozporządzenia i odpowiednie wykładnie dla lekarzy. Lekarze chcą ratować życie polskich kobiet, ale do tego jest potrzebne dobre prawo. Tymczasem kobiety w naszym kraju boją się rodzić dzieci – powiedziała.

- Agnieszka w normalnym kraju by żyła, a umarła, bo polskie państwo pozostawiło kobiety - dodała Barbara Nowacka z PO. - Polskie państwo rękami Kaczyńskiego, Przyłębskiej, Ziobry, PiS-u, Konfederacji i fanatyków z Ordo Iuris skazuje Polki na strach i często śmierć. To nie dzieje się przypadkiem, tylko z woli fanatycznych polityków i Kaczyńskiego, bo wprowadzili koszmarne, nieludzkie prawo – oceniła.

Historia 37-letniej Agnieszki. Wersja rodziny 

Oświadczenie rodziny i bliskich kobiety pojawiło się w mediach społecznościowych. 37-letnia Agnieszka - jak twierdzi rodzina - pod koniec grudnia 2021 r. trafiła na oddział ginekologii Wojewódzkiego Szpitala w Częstochowie. Była w pierwszym trymestrze ciąży bliźniaczej, bolał ją brzuch i wymiotowała. Jak podaje rodzina, personel ignorował jednak jej skargi, bo to "ciąża bliźniacza i ma prawo tak boleć".

Stan ciężarnej pogorszył się w szpitalu. "Według epikryzy lekarskiej, 23 grudnia 2021 zmarł jej pierwszy z bliźniaków. Niestety nie pozwolono na usunięcie martwego płodu, ponieważ prawo w Polsce temu surowo zabrania. Czekano aż funkcje życiowe drugiego z bliźniaków samoistnie ustaną" - opisują bliscy 37-latki.

Z ich relacji wynika też, że kobieta przez kolejne dni nosiła obumierający płód. 29 grudnia nastąpiła jego śmierć, ale - jak piszą bliscy kobiety - dopiero po dwóch dniach usunięto bliźnięta z jej łona. Ta informacja, jak zapewniają, nie pojawiła się potem w dokumentach.

Z powodu pogarszającego się stanu Agnieszka została przeniesiona z ginekologii na oddział neurologiczny. "W przeciągu kilku dni stała się 'warzywem'" - ocenia rodzina i podaje, że szpital miał utrudniać kontakt, w tym również nie udostępnić dokumentacji medycznej, co tłumaczył brakiem upoważnienia ze strony Agnieszki.

"Zatajano wiele spraw, ze strony medycznej padały słowa o podejrzeniu choroby wściekłych krów, insynuując, że za zły stan zdrowia Agnieszki odpowiada jej nieodpowiednia dieta, bogata w surowe mięso. Cytując pana rehabilitanta ze szpitala: 'Pewnie najadła się surowego mięsa' i należy teraz do grona 3 proc. populacji, których dotyka ta choroba (wariant Creutzfeldta-Jakoba)" - opisują krewni 37-latki.

23 stycznia kobieta była reanimowana, większość organów przestawała jednak funkcjonować. Ostatecznie pacjentka została przewiezienia do placówki w Blachowni. "W końcu personel medyczny okazał się być na tyle profesjonalny i zechciano porozmawiać z rodziną oraz wydać nam dokumentację medyczną. Dopiero teraz wiemy, co tak naprawdę się tam stało" - można także przeczytać we wpisie rodziny.

Agnieszka zmarła 25 stycznia. Rodzina prosi o pomoc i zapewnia, że ma dowody na popełnione przestępstwo, próby utajenia przyczyn stanu zdrowia 37-latki i "podawanie przez personel szpitala fałszywych informacji co do okoliczności śmierci bliźniąt".

Oświadczenie szpitala

W środę - zgodnie z zapowiedzią dyrektora - do redakcji wysłano oświadczenie częstochowskiego szpitala.  - Pacjentka przebywała również na Oddziale Neurologii naszego Szpitala, gdzie podjętych zostało szereg badań i konsultacji. W dniu 23.01.2022r. nastąpiło nagłe pogorszenie jej stanu zdrowia (duszność, spadek saturacji). Pacjentkę zaintubowano. Wykonano szereg kolejnych badań, na podstawie których stwierdzono cechy zatorowości płucnej i zmiany zapalne. Wykonano wymaz w kierunku SARS-COV II – wynik był pozytywny. Stan pacjentki cały czas pogarszał się. Lekarze podejmowali wszystkie możliwe działania, których celem było uratowanie pacjentki - napisano. 

- Kontakt z rodziną pacjentki po jej zgłoszeniu się do oddziału był utrzymywany. Rodzina miała również możliwość kontaktu z pacjentką. Szpital podjął w tym zakresie działania przy zachowaniu obostrzeń wynikających z pandemii, które pomogły w kontakcie rodziny z pacjentką. Podkreślamy, iż personel Szpitala podjął wszystkie możliwe i wymagane działania, które miały na celu ratowanie życia dzieci oraz pacjentki. Wskazujemy, iż na postępowanie lekarzy nie wpływało nic innego, poza względami medycznymi i troską o pacjentkę i jej dzieci - twierdzi szpital. 

- Współpracujemy ze wszystkimi organami, które prowadzą postępowania wyjaśniające. Z tego powodu, z uwagi na prowadzone postępowanie w niniejszej sprawie, Szpital nie może udzielać dodatkowych informacji - podsumowano. 

Śmierć 30-letniej Izabeli z Pszczyny

Ta historia przypomina przypadek 30-latki, która we wrześniu zmarła w szpitalu w Pszczynie. Była w 22. tygodniu ciąży, kiedy odeszły jej wody płodowe. U płodu już wcześniej stwierdzono wady rozwojowe. Kobieta zmarła w wyniku wstrząsu septycznego. Rodzina zmarłej stoi na stanowisku, że lekarze zbyt długo zwlekali z zakończeniem ciąży, co przyczyniło się do śmierci 30-latki.

Sprawa wywołała protesty w wielu miastach w Polsce, a także za granicą, które odbywały się pod hasłem "Ani jednej więcej".

Po godz. 12:20 na antenie TOK FM sprawę śmierci 37-letniej Agnieszki będzie komentowała Jolanta Budzowska, pełnomocniczka rodziny zmarłej Izabeli z Pszczyny.

DOSTĘP PREMIUM