Rozłam w Ordo Iuris. Czy to początek końca wpływowej organizacji? "Ja bym jeszcze nie tańczyła na tym grobie"

- Mamy do czynienia po prostu z obłudą i hipokryzją - tak sytuację wokół Ordo Iuris skomentowała w TOK FM prof. Elżbieta Korolczuk. Ale zdaniem ekspertki z Uniwersytetu Södertörn w Sztokholmie rozłam nie oznacza końca wpływowej grupy prawicowych prawników.
Zobacz wideo

Organizacja Ordo Iuris przez ostatnie lata dorobiła się bardzo silnej pozycji i wpływów. Teraz jesteśmy świadkami rozłamu w organizacji, pokłosiem którego jest powołanie Instytutu Logos. Wyjaśniono, że powodem miały być "różne wizje na działanie" oraz konflikt z prezesem Jerzym Kwaśniewskim. 

Ordo Iuris sugerowało w swoim oświadczeniu, że w tle odejścia są powody obyczajowe. W publikacji portalu salon.24 pojawiły się doniesienia, że rozłam w Ordo Iuris może być efektem romansu, do którego miało dojść między członkami instytutu, którzy są w związkach małżeńskich.

Jak mówiła w TOK FM prof. Elżbieta Korolczuk z Uniwersytetu Södertörn w Sztokholmie, kwestie obyczajowe bardzo mocno wpływają na wizerunek organizacji, która cały czas mówi o trwałości rodziny. - Mamy do czynienia po prostu z obłudą i hipokryzją - skomentowała. 

Współautorka książki "Kto się boi gender? Prawica, populizm i feministyczne strategie oporu" zwróciła uwagę na to, że w samym działaniu Ordo Iuris bardzo wyraźnie było widać dwie strategie, obecne w ruchu antygenderowym czy ultrakonserwatywnym. Pierwsza z nich - jak wskazała - dotyczy odwoływania się wprost do korzeni religijnych. - Używanie języka odnoszącego się do Biblii, do religii, uzasadnianie różnych zmian w prawie tym, że taka jest wola Boga i jeżeli tego nie zrobimy to czekają nas ognie piekielne - tłumaczyła.

Prof. Korolczuk podkreśliła, że w tej chwili bardziej rozpowszechniona jest druga taktyka, "bardziej subtelna", którą określiła mianem strategii "na prawa człowieka". Jak mówiła, polega ona na przechwytywaniu koncepcji takich jak prawa kobiet, prawa człowieka, prawa mniejszości i wypełnianiu tych pojęć innymi treściami. - Organizacje ultrakonserwatywne często stawiają się (i tak czyniło Ordo Iuris) na pozycji obrońcy tych prawdziwych wartości prawno-człowieczych, twierdząc, że np. aborcja unieszczęśliwia kobiety i jeśli jej zakazujemy, to w ten sposób chronimy kobiety - wskazała. Inny podany przez nią przykład takiego działania to tworzenie zupełnie nowych grup mniejszościowych. - Np. w przypadku in vitro, twierdzą, że zapłodnione komórki, które są przechowywane w krwiokomorach to są po prostu ludzie, grupa mniejszościowa i państwo powinno występować w obronie ich praw - zauważyła.

Czy to początek końca Ordo Iuris? "Ja bym jeszcze nie tańczyła na tym grobie"

Jak podkreśliła ekspertka, Prawo i Sprawiedliwość potrzebuje takich organizacji, jak Ordo Iuris.  - Moim zdaniem skuteczność Ordo Iuris wynika w dużej mierze z tego, że obecna władza ma ogromny plan wymiany elit, więc potrzebują nowych osób. Ale też zaplecza, które by dostarczało uzasadnienia dla różnych działań. I Ordo Iuris właśnie takim ultrakonserwatywnym think tankiem starał się być - wyjaśniła. Jednocześnie podkreśliła, że raporty przygotowywane przez Ordo Iuris były fatalne pod względem pracy eksperckiej oraz jakości dostarczanych danych. - To sytuacja, w której np. jeśli chodzi o mowę nienawiści, to jest tam uwzględniona wyłącznie mowa nienawiści wobec katolików, czy chrześcijan natomiast kompletnie pomija się wszystkie inne jej rodzaje, które są o wiele bardziej powszechne, już nie wspominając o islamofobii - wyjaśniła gościni TOK FM.

Prof. Korolczuk dodała, że rządzącym niska jakość dokumentów, ekspertyz nie przeszkadzała. Bo aktywność Ordo Iuris "daje poczucie, że oto mamy do czynienia z poważną naukową debatą na temat tego, czy np. należy zabraniać rozwodów".

- Ale okazuje się, że - jak widać - życie dogania moralistów - stwierdziła. Wskazała także, że obecnie możemy mieć do czynienia z walką o władzę między dwiema organizacjami konserwatywnymi o to, kogo wesprą sponsorzy.

Czy rozłam i jego tło obyczajowe może być początkiem końca Ordo Iuris? - Ja bym jeszcze nie tańczyła na tym grobie, bo sądzę, że tego typu organizacje są bardzo żywotne - oceniła ekspertka. - Dają one bowiem określone korzyści dla współpracujących z nimi partii. Populiści zawsze potrzebują podziału na my i oni, na okropne, skorumpowane, niemoralne elity i na "dobry lud", który zawsze jest przedstawiany jako poddawany opresji - wyjaśniła.

- Po sześciu latach u władzy trudno cały czas twierdzić, że wszystkiemu winny jest Tusk, choć próbuje się tym jechać bez trzymanki. A trzymanie się tego ultrakonserwatywnego dyskursu sprawia, że można wrogów zrobić z mniejszości. Pokazać, że oto geje chcą seksualizować nasze dzieci i wobec tego wszyscy musimy się zmobilizować - zwróciła uwagę prof. Korolczuk. I podkreśliła, że w Polsce nadal "Na poziomie emocji to w przypadku części osób działa".

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM